29.11.2023, 23:50 ✶
Zapewne gdyby wiedziała, że Tristan jej ściemnia i jej jedzenie wcale nie jest tak dobre, jak myślała, to nigdy więcej nie weszłaby do kuchni. Na całe szczęście Ward wykazał się rozsądkiem i nie zabił w Olivii chęci kształcenia się w tej dziedzinie, bo znając ją znalazłaby coś zupełnie innego, kompletnie od czapy. I wpadłby z deszczu pod rynnę.
- Straż pożarna... - mruknęła, czytając słowa napisane na kartce. Pokiwała głową - będzie dobrze. Musi być, przecież nie jest aż tak beznadziejna, prawda? Pokiwała głową na znak, że tak, wychodzą. Zerknęła jeszcze na to, co napisał. Posmutniała odrobinę, ale rozumiała. - Jasne, pójdę. Szkoda tylko takiego widoku.
Uśmiechnęła się lekko i ruszyła w stronę wyjścia z kawiarni. Po drodze jednak minęła stolik pary ojciec-córka albo pan-kochanka. Rzuciła im dziwne spojrzenie, szczególnie kobiecie. Na kilka chwil ich spojrzenia się spotkały - jedno oceniające, drugie: agresywne i wyzywające. Olivia uniosła brew i niby to przypadkiem potrąciła wodę, która stała na stoliku tak, by wylała się na kusą sukienkę babiszcza, które było niemiłe dla kelnerki. Nie czekając na reakcję kobiety Olivia wypruła do przodu chwytając Tristana za rękę, by dopaść drzwi i wyskoczyć z kawiarni jak oparzona.
Czasem zachowywała się dziecinnie - a na pewno nie tak, jak powinna zachowywać się kobieta w jej wieku. Ale taka była: najpierw robiła, potem myślała. Pociągnęła przyjaciela za sobą w stronę zaułka, tak by w razie czego wściekła kobieta nie wypadła na ulicę za nimi. Wątpiła, by to się stało, bo z tego co Quirke zauważyła, baba miała jakieś niebotycznie wysokie szpilki, a w takich ledwo dało się chodzić, a co dopiero mówić o bieganiu. Ale lepiej było dmuchać na zimne, więc puściła Warda dopiero, gdy skręcili dwa razy uliczkami Londynu.
- Sorry, poniosło mnie - sapnęła, pochylając się by oprzeć dłonie na udach. To nie to, że nie miała dobrej kondycji, ale chyba każdy by się zmachał po niespodziewanym biegu i to w ogóle bez przygotowania. Opuściła głowę, łapiąc kilka razy powietrze, łapczywie i zachłannie, zanim zdołała się wyprostować bez ryzyka dostania kolki czy po prostu zejścia na zawał. - To co, spacer? Tylko nie wiem w którą stronę, bo się zgubiłam.
Zapytała jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło. Tristan znał już trochę Olivię i wiedział, że bardzo nie lubiła, gdy ktoś wyżywał się na szeregowych pracownikach - obojętnie czy popełnili błąd, czy też ten ktoś miał po prostu kiepski dzień i chciał poczuć się lepiej. Baba miała szczęście, że to była woda, nie gorąca kawa czy herbata.
- Straż pożarna... - mruknęła, czytając słowa napisane na kartce. Pokiwała głową - będzie dobrze. Musi być, przecież nie jest aż tak beznadziejna, prawda? Pokiwała głową na znak, że tak, wychodzą. Zerknęła jeszcze na to, co napisał. Posmutniała odrobinę, ale rozumiała. - Jasne, pójdę. Szkoda tylko takiego widoku.
Uśmiechnęła się lekko i ruszyła w stronę wyjścia z kawiarni. Po drodze jednak minęła stolik pary ojciec-córka albo pan-kochanka. Rzuciła im dziwne spojrzenie, szczególnie kobiecie. Na kilka chwil ich spojrzenia się spotkały - jedno oceniające, drugie: agresywne i wyzywające. Olivia uniosła brew i niby to przypadkiem potrąciła wodę, która stała na stoliku tak, by wylała się na kusą sukienkę babiszcza, które było niemiłe dla kelnerki. Nie czekając na reakcję kobiety Olivia wypruła do przodu chwytając Tristana za rękę, by dopaść drzwi i wyskoczyć z kawiarni jak oparzona.
Czasem zachowywała się dziecinnie - a na pewno nie tak, jak powinna zachowywać się kobieta w jej wieku. Ale taka była: najpierw robiła, potem myślała. Pociągnęła przyjaciela za sobą w stronę zaułka, tak by w razie czego wściekła kobieta nie wypadła na ulicę za nimi. Wątpiła, by to się stało, bo z tego co Quirke zauważyła, baba miała jakieś niebotycznie wysokie szpilki, a w takich ledwo dało się chodzić, a co dopiero mówić o bieganiu. Ale lepiej było dmuchać na zimne, więc puściła Warda dopiero, gdy skręcili dwa razy uliczkami Londynu.
- Sorry, poniosło mnie - sapnęła, pochylając się by oprzeć dłonie na udach. To nie to, że nie miała dobrej kondycji, ale chyba każdy by się zmachał po niespodziewanym biegu i to w ogóle bez przygotowania. Opuściła głowę, łapiąc kilka razy powietrze, łapczywie i zachłannie, zanim zdołała się wyprostować bez ryzyka dostania kolki czy po prostu zejścia na zawał. - To co, spacer? Tylko nie wiem w którą stronę, bo się zgubiłam.
Zapytała jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło. Tristan znał już trochę Olivię i wiedział, że bardzo nie lubiła, gdy ktoś wyżywał się na szeregowych pracownikach - obojętnie czy popełnili błąd, czy też ten ktoś miał po prostu kiepski dzień i chciał poczuć się lepiej. Baba miała szczęście, że to była woda, nie gorąca kawa czy herbata.