Brak wyobraźni przestrzennej nie mówił wcale, że nie ma się wyobraźni w ogóle. Znał artystów, którzy tworzyli rzeczy piękne i zjawiskowe, którym wyobraźni nie brakowało ani trochę - ale kiedy mieli dobrać odpowiednią kanapę do stolika i jeszcze kredensu to nagle ich mózg się wysypywał i najlepsze, co im wychodziło to zrobienie ładnego kompleciku. Prawie jak mężczyzna, którego najwyższym wyznacznikiem "ładnego ubrania się" jest założenie wszystkiego w kratkę - od skarpetek, przez spodnie aż po koszulę. W końcu - komplet, prawda? Każdy człowiek posiadał mocne i słabe strony. Każdy czarodziej miał swoje plusy i minusy. Skinął jedynie głową, od razu widząc słodkie efekty zmienienia sposobu rozmowy. Ciekawe. Tak, ślimak - nie ten, co chowa się fizycznie, bo fizycznie w życiu zresztą by Laurent Nicholasa do tego stworzonka nie porównał. On się właśnie chował mentalnie i emocjonalnie. Bo emocje tam były, tkwiły, pokazał je raz, drugi, trzeci. Minimalnie, stonowanie, ostrożnie. Czy jednak to wszystko było grą aktorską? W to akurat Laurent nie wierzył. Zupełnie, jakby ludzie za mało go już skrzywdzili. Za lekko pognietli jego skrzydła.
- Mieszkanie bardzo dużo mówi o człowieku. - Odbił piłeczkę względem komentarza, że wygląda podobnie do tego, co mu tu przedstawił... tak. Tak jak zresztą powiedział - to, co pokazał najpierw, było bardziej "jego" stylem. Lubił miejsca ciepłe. Chciał być w miejscu, gdzie czuł się przytulnie i jak w... domu. Cokolwiek słowo "dom" mówiło. - Doprawdy, teraz myślę, że przyjdzie ci do głowy słowo "bałagan" kiedy tam wejdziesz. - Bo jemu w zasadzie przychodziło, gdy tak rozglądał się po tym nieprzyjemnym, pustym miejscu. Odpychającym w swojej pustce. Ale też w tej surowości było coś... hmm... może chodziło o to, że tak dobrze pasowało do Nicholasa? - Jesteś dla mnie wyjątkowy, Nicholasie. - Ciągle jeszcze rozglądał się powoli po tych ścianach, gdzie iluzji już nie było, kiedy się odezwał odpowiadając na jego słowa kończące się tym, że nie wie, czemu przeprasza. Ale w końcu tym spojrzeniem wrócił do tych lodowych oczu. Wyjątkowość nie musiała oznaczać czegoś dobrego. Niekoniecznie też musiała być zła. Wspominał o tym już podczas tamtej kawy. - Ale już ci o tym mówiłem. Nawet jeśli poczucie braku tabu jest bardzo wyzwalające to nie zwalnia mnie to z norm kultury. - Grzeczności, która mówiła, żeby jednak nie mówić takich rzeczy o czyimś mieszkaniu, czy nie "przechwalać" się bogactwem. Chociaż to ostatnie to już zależy jak dla kogo. Laurent nie miał w zwyczaju się przechwalać, to było z jego strony nieumyślne i nie chciał zabrzmieć jak jakiś machający dłonią i wynoszący się ponad normy bogacz.
- Słusznie. - To nie tak, że nie był gotów rozmawiać na ten temat. Aaalbo nie. To w zasadzie dokładnie tak. Nie był gotów teraz, w świeżości tych wydarzeń, w tym, że jego stan zdrowia był na tyle niestabilny, że nie miał ochoty go destabilizować głupimi rozmowami. Więc tak, dobrze, że Nicholas wyrzucił tę gazetę jak zwykłe śmieci na bok (a raczej do tyłu) i sam powiedział, żeby lepiej temat zostawić. Myśli Laurenta przez moment przyśpieszyły przy zagajeniu, jakie podał jako następne, przy jego geście. Przyśpieszyły od prostego pytania po to to wszystko? Bardzo głupiego tak na dobrą sprawę, bo to było oczywiste. Dość mocno oczywiste. Laurent krótko się uśmiechnął kącikiem ust, bardzo ulotnie, podnosząc się z fotela, ale wcale nie skierował bezpośrednio do kanapy. Przeciągnął się niemal leniwie, a opinająca się na jego ciele skóra doskonale podkreślała każdy ruch. Poruszył noga za nogą, gładkim krokiem, sunąc w kierunki Nicholasa. Sięgnął po jego whiskey, ujął jego szklanicę w dłonie, ale wcale nie usiadł obok. Usiadł okrakiem na jego kolanach, przodem do niego, opierając się jedną dłonią o jego klatkę piersiową. Drugą trzymał szklankę.
- Chyba musisz mi odświeżyć pamięć. Bo pamiętam tylko jakieś paskudne kłamstewka, chyba musiało mi się przesłyszeć..? - Uniósł szklanicę do własnych ust, żeby upić łyk i przesunął palcem po własnej dolnej wardze, zgarniając ten posmak, by tym samym opuszkiem zaraz sięgnąć do wargi Nicholasa i lekko ją musnąć.