— Oczywiście, że tak. Jak możesz wątpić? — Spojrzał na nią z uwagą, aby po chwili obdarzyć ją lekkim uśmiechem. — Dla każdego znajdzie się wolny kąt. W najgorszym razie będziecie musieli znosić towarzystwo stada psów, które z nami mieszka i biega z jednego pokoju do drugiego. A jeśli to wam będzie przeszkadzać, to zawsze zostaje domek ogrodnika.
Chociaż Longbottomowie byli gościnni, tak czasem nie dało się pomieścić wszystkich gości w głównym budynku. Zwłaszcza jeśli tymczasowi lokatorzy bardzo nalegali na to, że woleliby zająć oddzielne pokoje lub potrzebowali chwili oddechu od wszechogarniającego chaosu panującego na co dzień w rezydencji.
Wtedy do akcji wchodziła stara siedziba ogrodnika. Chociaż o podwórko dbali obecnie sami gospodarze, tak budynek dalej stał i był nawet w niezłym stanie. Wprawdzie nie był remontowany od jakiegoś czasu, jednak spełniał podstawowe funkcje tymczasowego lokum. Poza tym zapewniał nieco większą prywatność.
— To prawda. Babka Nory ma knajpę w Dolinie Godryka, więc poznaliśmy się jeszcze przed tym, jak zaczęliśmy uczęszczać do Hogwartu — wyjaśnił pokrótce. — Poza tym, teraz jest praktycznie jak rodzina. Przyszywana siostra i tak dalej.
Pośród tych wszystkich zmian jakie zachodziły na świecie i w jego własnym życiu, Erik doceniał elementy stałe, które pozostawały niezmienne pomimo upływu czasu. Brennę, Norę, Mavelle, a ostatnimi czasy nawet Elliota, który wkroczył do jego życia tylnymi drzwiami i coraz śmielej sobie poczynał na salonach. Przynosiło mu to swego rodzaju poczucie komfortu, że nawet w najgorszej sytuacji mógł liczyć na to, że na te kilka osób zawsze może liczyć.
— Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie zostaną jasnowidzem — zażartował, jednak nie miał szansy rozwinąć myśli, bo wtedy... Nora Figg postanowiła się popisać swoimi zdolnościami akrobatycznymi. A raczej ich brakiem. Erik wybałuszył oczy, gdy zobaczył, jak ciało blondynki wygina się w tył, aby po chwili wylądować na podłodze z donośnym trzaskiem. — NORA!
Momentalnie podniósł się ze stołka, aby lepiej widzieć. Na szczęście znacznie górował wzrostem nad innymi gośćmi przebywającymi w barze, toteż miał całkiem dobry widok... Na to, jak Figg i jej nowy wybranek dosyć nieudolnie próbują się pozbierać z podłogi, gdy prowadząca zmieniała wystrój głównej sceny, zupełnie nie zainteresowana tym, co się stało z bohaterką pierwszego etapu konkursu. Erik podrapał się po głowie, zerkając na Heather, a potem znowu na norę, która wraz z jednym z kandydatów zniknęła na zapleczu.
— Chyba powinienem na nią poczekać przy tylnym wyjściu — postanowił, klepiąc się po kieszeniach spodni w poszukiwaniu drobnych. — Tędy raczej nie wyjdzie, a Brenna mnie zabije, jeśli z nią nie porozmawiam. Będę miał pogadankę w domu, a potem z Norą. Nie potrzebuję kolejnej kłótni. Już i tak ostatnio podnosiliśmy na siebie głos! — Pokręcił głową, rzucając drobne na stół. — Też się zbierasz, czy zostajesz na resztę tej... ekhm... zabawy?
W razie czego, Longbottom był gotów zapłacić także za napitek panny Wood. Gdy wyjaśnili sobie już tę kwestię, mężczyzna powędrował w stronę wyjścia z baru. Zamierzał obejść budynek dookoła i poczekać na tyłach kamienicy z nadzieją, że uda mu się złapać Norę, zanim ta kompletnie się ulotni.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞