17.11.2022, 15:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 19:02 przez Morgan Chang.)
Na tym właśnie polegała cała sztuczka z symbolami, wskazującymi drogę do pracowni Morgana - nie rzucały się w oczy. Dla kogoś postronnego, kto przypadkiem zajrzał na Nokturn, stanowić mogły jakąś część "dekoracyjną" - jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało w stosunku do ulicy takiej jak Nokturn - i nie poświęcał im zbyt wiele uwagi. Zwyczajowa klientela Changa wiedziała natomiast czego tutaj szukać, nawet bez spoglądania na owe znaki - tym bardziej że osoba Chińczyka była w konkretnych kręgach dość rozpoznawalna, a zakres jego umiejętności i usług doskonale znany. Dla każdego nowego stanowiły one jednak drogowskaz, którym łatwo było podążać. Tak jak tego dnia pomagały pannie Prewett.
W kontaktach z nowymi klientami Morgan zawsze zachowywał pewną ostrożność. Nie wiedział przecież czego się spodziewać. Nawet jeśli nazwisko kobiety obiło mu się o uszy, ona sama wciąż stanowiła zagadkę. Co innego z resztą słyszeć o kimś, co innego zaś obcować z nim bezpośrednio. Zdecydowanie zdobyła jednak jego uwagę. Pomysły, które wymagały dyskrecji były jego specjalnością - aż ciężko było uwierzyć, ile osób pochodzących z "dobrych domów" chowało przed światem swoje brudne tajemnice. Ilu miało na boku sekretne kochanki, ilu uzależnionych było od substancji powszechnie uznawanych za nielegalne i szkodliwe. To właśnie zazwyczaj w tej drugiej kwestii Morgan mógł pomóc. I pomagał, oczywiście że tak. Nie odmówiłby górom złota, które płacono mu za niektóre ze zleceń. Pilnie strzegł także tożsamości swoich klientów - przynajmniej tych, których znał. Nie wszyscy bowiem zdradzali mu swoje imiona, ale z tym także nie miał żadnego problemu. Liczyło się tylko to, aby obie strony były zadowolone.
Tak jak pisał w liście wysłanym pannie Prewett - ustalonego dnia był w swoim warsztacie. Nie wiedział, o której ma się spodziewać swojego gościa, jako że sam przecież żadnej godziny nie podał, ale nie miało to znaczenia. I tak byłby zajęty pracą. Oto nadszedł jednak moment, kiedy nieznajoma postać pojawiła się w przedsionku przybytku Morgana. W pierwszej chwili kobieta nie dostrzegła w środku nikogo - przednia część lokalu była bowiem niewielkim pomieszczeniem, służącym głównie do przyjmowania klientów. Sprawiało ono dość klaustrofobiczne wrażenie, szczególnie ze miejsca w środku nie było wcale wiele. Po bokach zastawione było wysokimi, ciemnymi regałami, na których ustawiono masę dokładnie zakorkowanych fiolek. Głównym elementem pokoju był jednak długi, ciężki kontuar - również zawalony całą masą słoiczków o wszelakiej zawartości. Z sufitu zwisały pęki suszonych ziół, a sam lokal wydawał się jakby odrobinkę przydymiony - dym ten z resztą także miał mocno ziołowy aromat, a jego źródłem ewidentnie było kadzidło znajdujące się tuż przy wejściu. Pomieszczenie nie posiadało okien i było nie najlepiej oświetlone. Naprzeciwko wejścia do lokalu, za kontuarem, znajdowało się drugie przejście, przysłonięte przez zwisające z góry sznury korali. Paciorki zaklekotały cicho, gdy zostały zagarnięte przez szczupłą, bladą dłoń, a Seraphina mogła dostrzec wyłaniającą się zza nich postać Azjaty. Morgan podszedł do kontuaru, wbijając w kobietę ostrożne, lekko zainteresowane spojrzenie. - Witam - odezwał się łagodnie. Nie widział, czy ma do czynienia z osobą, z którą był umówiony, podszedł więc do niej jak do każdego potencjalnego, nowego klienta - W czym mogę pomóc?
W kontaktach z nowymi klientami Morgan zawsze zachowywał pewną ostrożność. Nie wiedział przecież czego się spodziewać. Nawet jeśli nazwisko kobiety obiło mu się o uszy, ona sama wciąż stanowiła zagadkę. Co innego z resztą słyszeć o kimś, co innego zaś obcować z nim bezpośrednio. Zdecydowanie zdobyła jednak jego uwagę. Pomysły, które wymagały dyskrecji były jego specjalnością - aż ciężko było uwierzyć, ile osób pochodzących z "dobrych domów" chowało przed światem swoje brudne tajemnice. Ilu miało na boku sekretne kochanki, ilu uzależnionych było od substancji powszechnie uznawanych za nielegalne i szkodliwe. To właśnie zazwyczaj w tej drugiej kwestii Morgan mógł pomóc. I pomagał, oczywiście że tak. Nie odmówiłby górom złota, które płacono mu za niektóre ze zleceń. Pilnie strzegł także tożsamości swoich klientów - przynajmniej tych, których znał. Nie wszyscy bowiem zdradzali mu swoje imiona, ale z tym także nie miał żadnego problemu. Liczyło się tylko to, aby obie strony były zadowolone.
Tak jak pisał w liście wysłanym pannie Prewett - ustalonego dnia był w swoim warsztacie. Nie wiedział, o której ma się spodziewać swojego gościa, jako że sam przecież żadnej godziny nie podał, ale nie miało to znaczenia. I tak byłby zajęty pracą. Oto nadszedł jednak moment, kiedy nieznajoma postać pojawiła się w przedsionku przybytku Morgana. W pierwszej chwili kobieta nie dostrzegła w środku nikogo - przednia część lokalu była bowiem niewielkim pomieszczeniem, służącym głównie do przyjmowania klientów. Sprawiało ono dość klaustrofobiczne wrażenie, szczególnie ze miejsca w środku nie było wcale wiele. Po bokach zastawione było wysokimi, ciemnymi regałami, na których ustawiono masę dokładnie zakorkowanych fiolek. Głównym elementem pokoju był jednak długi, ciężki kontuar - również zawalony całą masą słoiczków o wszelakiej zawartości. Z sufitu zwisały pęki suszonych ziół, a sam lokal wydawał się jakby odrobinkę przydymiony - dym ten z resztą także miał mocno ziołowy aromat, a jego źródłem ewidentnie było kadzidło znajdujące się tuż przy wejściu. Pomieszczenie nie posiadało okien i było nie najlepiej oświetlone. Naprzeciwko wejścia do lokalu, za kontuarem, znajdowało się drugie przejście, przysłonięte przez zwisające z góry sznury korali. Paciorki zaklekotały cicho, gdy zostały zagarnięte przez szczupłą, bladą dłoń, a Seraphina mogła dostrzec wyłaniającą się zza nich postać Azjaty. Morgan podszedł do kontuaru, wbijając w kobietę ostrożne, lekko zainteresowane spojrzenie. - Witam - odezwał się łagodnie. Nie widział, czy ma do czynienia z osobą, z którą był umówiony, podszedł więc do niej jak do każdego potencjalnego, nowego klienta - W czym mogę pomóc?