Próbowała powstrzymać Flynna od uderzenia Laurenta, próbowała nawet stanąć między nimi, ale nie miała tyle siły, aby siłować się ze swoim bratem. Jasne potrafiła utrzymać się na rękach, potrafiła wykonać multum akrobacji przez długi czas, siły jej nie brakowało, ale nie potrafiła się szarpać z innymi osobami, nigdy nie chciała nikomu zrobić krzywdy, bójki do niej nie pasowały. Nie potrafiła się bić. Moment, w którym Flynn od odepchnął, a ona się cofnęła było czymś, co w niej zapaliło żal i gniew. Była wściekła, że jej brat reagował, aż taką agresją, była wściekła, że Laurent przyszedł akurat teraz, że nic nie robił, że się nie bronił, że nie potrafił w jakiś sposób odpowiednio zareagować, miała żal do Flynna, że ją okłamał, że nie powiedział jej prawdy, chociaż szczątkowej. Nie potępiłaby go, nie miała do tego prawa, każdy w tym cyrku miał swoje za uszami i nikt nigdy nie wnikał w to, co oni robili. Byli wyrzutkami, byli sierotami, nikt ich nie chciał, więc nie mogłaby źle spojrzeć na Flynna przez to, że zrobił coś strasznego tam, bo wiedziała, że jej nie zrobi krzywdy. Patrzenie jak miota się bezradnie i próbuje zbić Laurenta powodowało, że zaczynała się gotować.
Jej umysł na chwilę zniknął, zapadł się gdzieś w głąb jej podświadomości, jej oczy zaświeciły się i po chwili padła na ziemie, a w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu stała drobna, rudowłosa dziewczyna pojawił się wielki lis z dwoma ogonami, który zaskomlał niczym płaczące dziecko i wyszczerzył zęby w stronę dwójki mężczyzn obijających się o ścianę przyczepy warcząc przy tym groźnie. Słodka Elaine zniknęła, a pojawiła się bestia o strasznych, świecących oczach.