Czy mógłby się stać słońcem dla Victorii? Jej przeciwieństwem, drugą stroną kuli ziemskiej. I mówili potem, że księżyc odbija tylko promienie słońca, ale to nie była prawda, nie w tym świecie. Tutaj księżyc lśnił sam, tylko bardziej zmysłowo i delikatnie. Wtrącał między grę liście światłocień tajemniczy i mądry, nie dawał ciepła, ale zdradzał sekrety cieni i rozpraszał mrok. Słońce było po prostu ciepłe, ale w zakamarkach dnia nie trzeba było szukać w nim schronienia przed upiorami cienia tak jak ciemną nocą. Mógłby być? Bo urodą na pewno byli teraz jak dwie przeciwne strony.
Talerz. Niepokój wkradł się między to ciepło i radość, bo talerzem nikt nie bije samego siebie po twarzy. Matka w nią czymś rzuciła? Rozległa się tutaj jakaś kłótnia? Isabella była bardzo zaborcza, to by znaczyło, że Victoria zrobiła coś, co jej się nie spodobało. Od zaborczości do przemocy fizycznej jednak był dość daleki krok... podobno. Nikt nie chciał się przyznać do tego, że gnębił go świat, tak gnębili go w domu, chowając pod koronkami drogich ubrań liczne sińce. Łatwo było ukryć przemoc, jeśli tylko nie celowałeś nią w twarz. Tutaj jednak nawet ta ucierpiała. Nie zadał jednak pytania, trochę przechylając głowę, pozwalając dłuższym kosmykom zsunąć się po swoich wąskich ramionach. Pytały natomiast jego oczy. Wszystko dobrze brzmiało jednak bardziej jak zapewnienie niż pytanie, a mimo to wcale taki pewny nie był. Dlatego znak zapytania błądził na krańcu języka i w kącikach spojrzenia. Nie było dobrze wcześniej - a teraz? Pozwalał jej na te oględziny nie odsuwając się od ruchów, a nawet się im poddając i za nimi podążając. Mógł być chwilowo płótnem, a jej palce pędzlem, który nie zostawiał za sobą śladów poza wspomnieniami. Podobało jej się to, co widzi? Czy wyglądał ładnie, pięknie? Czy był godny tego, żeby trzymać jej spojrzenie na sobie - i zatrzymać je na dłużej? Ona chyba jednak była zainteresowana czymś innym, widział to w ciemnych tęczówkach. Coś się stało, że uległ przemianie. Pewnie szukała odpowiedzi na pytanie - co.
- Może spróbuję się przestawić. - Odparł na jej zachęcenie, żeby mówił tak, jak mu wygodnie. Sam nie wiedział, bo wydawało mu się absurdalne kicać po mieście i mówić w formie męskiej, choć ta była zdecydowanie dla niego wygodna - bo naturalna. Jego sposób postrzegania siebie się w końcu nie zmienił mimo tego, że miał inne ciało. Nie sprawił, że poczuł się nagle wielce kobieco... chyba. Natomiast myślał, że to chwilę potrwa. Przynajmniej taką miał nadzieję. Chyba powinien być przerażony i szukać ratunku, wołać o zdjęcie klątwy, lecz nie. Ona szukał sukienki.
- Nie sprawdzałem zegarka, ale to przypominało mrugnięcie. Nawet nie zdążyłem dobrze upaść, ktoś mnie złapał i przytrzymał w powietrzu. - Wiele się w tym otoczeniu nie zmieniło, chociaż może się niewystarczająco przyglądał? W każdym razie - nie był tego pewien, bo zegarka nie sprawdzał. Ale wątpił, żeby jakiś mężczyzna trzymał go w powietrzu nie wiadomo ile w tak niekomfortowej zresztą pozycji. I chyba zamieszanie zdążyłoby się większe zrobić - przynajmniej od jego strony. Skierował się za nią do jej sypialni, łapiąc jeszcze swój neseser, żeby go przetransportować do jej pokoju. - Yhym... a pożyczysz mi sukienkę? - Uśmiechnął się promiennie, zdecydowanie bardziej zainteresowany tym niż tym, co się w zasadzie stało. Położył torbę na jej krzesełku i stanął przed jej lustrem, oglądając siebie dookoła z zadowoleniem. Czuł się zabawnie lekki, chociaż przecież nie ważył nigdy za dużo. Tak teraz miał wrażenie, że jest w ogóle piórkiem na wietrze. To zachęcało wręcz do skakania - ale tego nie robił. - Jestem piękna? - Zapytał, kierując na Victorię uważne spojrzenie.