01.12.2023, 09:30 ✶
To miejsce z jakichś przyczyn było chronione potężną magią. Dlatego Brenna była ostrożna. Właścicielka groty powinna być martwa od wielu lat, ale nie oznaczało to, że nie zostało po niej więcej niespodzianek niż czary, spowijające labirynt mrocznych korytarzy.
Zgodnie z sugestią sięgnęła po kamień i tak samo jak przy wejściu do korytarzy, rzuciła go, dość blisko, mniej więcej w miejsce, na które by zeskoczyły, wychodząc z korytarza. Nic się jednak nie stało, ani gdy uderzył o ziemię, ani kiedy Olivia cisnęła własnym.
Brenna, choć w pewnych sytuacjach mknęła do przodu bez namysłu, bywała w innych wręcz nadmiernie ostrożna. Zwłaszcza, gdy ktoś jej towarzyszył. Przysiadła więc na skraju korytarza, nogi spuszczając w dół, ale wciąż nie skakała: wyszeptała kilka zaklęć, najpierw rozpraszające, a potem z jej różdżki zsypał się złoty pył, który wypełnił na moment jaskinię światłem, koncentrując się w okolicach zaklętych kamieni.
- Hm - mruknęła z pewnym namysłem, zastanawiając się, czy naprawdę nic tu nie ma, czy też jest, ale ona nie ma dość umiejętności i wiedzy, aby to wykryć. Niestety, obie opcje były równie prawdopodobne. Brenna była śledczą, szkoloną do prowadzenia spraw i do walki: nie do wykrywania pułapek, starożytnej magii, klątw. – Chyba jest względnie bezpiecznie. No to nic, schodzę, jakby coś mnie zeżarło, nie idź za mną - oświadczyła beztrosko i skoczyła na kamienną posadzkę, bez wątpienia wyrównaną albo magią, albo ludzką ręką.
Atmosfera tego miejsca, echa dawnej opowieści, głosy szepczące do niej w korytarzach, to wszystko sprawiało, że podświadomie spodziewała się, że... coś się stanie. A jednak, nie stało się nic. Powoli ruszyła wzdłuż ścian groty, oświetlając je, aż doszła po przeciwnej stronie jaskini do wnęki i przyjrzała się zgromadzonym tam rzeczom.
- Ktoś tutaj mieszkał, ale to było bardzo dawno temu - oceniła, spoglądając na przegniłe rzeczy, które kiedyś były zapewne kocami albo jakimiś ubraniami. Czuła się zresztą w tym miejscu dziwnie nieswojo: a chociaż nie czuła charakterystycznej woni czarnej magii, to przywykła kojarzyć to uczucie właśnie z lokacjami, w których jej użyto. - Myślę, że faktycznie używano tutaj nekromancji - dodała cicho, spoglądając w stronę kamiennego stołu. - Na nasze szczęście... bardzo dawno temu.
Wciąż nie widziała wyjścia. Rzucone zaklęcia nie ujawniły żadnych ukrytych drzwi. A przecież ktoś, kto tutaj mieszkał, musiał jakoś…
Brenna zawahała się i zajrzała do kufra – starego, którego wieko zapadło się.
W środku leżało coś, co wyglądało jak…
…focza skóra.
A przynajmniej było taką kiedyś.
– Selkie. Albo potomkini selkie? Była tu lub zabrała takiej skórę, a w takim razie… może… – wymamrotała Brenna, być może kierując te słowa do Olivii, a może tylko głośno myśląc. Ruszyła ku sadzawce i pochyliła się nad nią, spoglądając w wodę, błyszczącą od świateł. Nie miała pod ręką kamienia – wyczarowała więc taki i patrzyła, jak z pluskiem wpada do środka. – Jak dobrze pływasz, Olivio? – zapytała z pewnym wahaniem, bo kiedy zanurzyła palec w wodzie i wsunęła go do ust, wyczuła słony posmak. Istniała szansa, że ta sadzawka była połączona z morzem. Inna sprawa, że próba wypłynięcia stąd będzie niebezpieczna: bąblogłowa mogła zapewnić im dość powietrza, ale nurkowanie zawsze powoli wysysało z człowieka siły, i nie mogły być pewne, jak daleko od brzegu wypłyną.
Zgodnie z sugestią sięgnęła po kamień i tak samo jak przy wejściu do korytarzy, rzuciła go, dość blisko, mniej więcej w miejsce, na które by zeskoczyły, wychodząc z korytarza. Nic się jednak nie stało, ani gdy uderzył o ziemię, ani kiedy Olivia cisnęła własnym.
Brenna, choć w pewnych sytuacjach mknęła do przodu bez namysłu, bywała w innych wręcz nadmiernie ostrożna. Zwłaszcza, gdy ktoś jej towarzyszył. Przysiadła więc na skraju korytarza, nogi spuszczając w dół, ale wciąż nie skakała: wyszeptała kilka zaklęć, najpierw rozpraszające, a potem z jej różdżki zsypał się złoty pył, który wypełnił na moment jaskinię światłem, koncentrując się w okolicach zaklętych kamieni.
- Hm - mruknęła z pewnym namysłem, zastanawiając się, czy naprawdę nic tu nie ma, czy też jest, ale ona nie ma dość umiejętności i wiedzy, aby to wykryć. Niestety, obie opcje były równie prawdopodobne. Brenna była śledczą, szkoloną do prowadzenia spraw i do walki: nie do wykrywania pułapek, starożytnej magii, klątw. – Chyba jest względnie bezpiecznie. No to nic, schodzę, jakby coś mnie zeżarło, nie idź za mną - oświadczyła beztrosko i skoczyła na kamienną posadzkę, bez wątpienia wyrównaną albo magią, albo ludzką ręką.
Atmosfera tego miejsca, echa dawnej opowieści, głosy szepczące do niej w korytarzach, to wszystko sprawiało, że podświadomie spodziewała się, że... coś się stanie. A jednak, nie stało się nic. Powoli ruszyła wzdłuż ścian groty, oświetlając je, aż doszła po przeciwnej stronie jaskini do wnęki i przyjrzała się zgromadzonym tam rzeczom.
- Ktoś tutaj mieszkał, ale to było bardzo dawno temu - oceniła, spoglądając na przegniłe rzeczy, które kiedyś były zapewne kocami albo jakimiś ubraniami. Czuła się zresztą w tym miejscu dziwnie nieswojo: a chociaż nie czuła charakterystycznej woni czarnej magii, to przywykła kojarzyć to uczucie właśnie z lokacjami, w których jej użyto. - Myślę, że faktycznie używano tutaj nekromancji - dodała cicho, spoglądając w stronę kamiennego stołu. - Na nasze szczęście... bardzo dawno temu.
Wciąż nie widziała wyjścia. Rzucone zaklęcia nie ujawniły żadnych ukrytych drzwi. A przecież ktoś, kto tutaj mieszkał, musiał jakoś…
Brenna zawahała się i zajrzała do kufra – starego, którego wieko zapadło się.
W środku leżało coś, co wyglądało jak…
…focza skóra.
A przynajmniej było taką kiedyś.
– Selkie. Albo potomkini selkie? Była tu lub zabrała takiej skórę, a w takim razie… może… – wymamrotała Brenna, być może kierując te słowa do Olivii, a może tylko głośno myśląc. Ruszyła ku sadzawce i pochyliła się nad nią, spoglądając w wodę, błyszczącą od świateł. Nie miała pod ręką kamienia – wyczarowała więc taki i patrzyła, jak z pluskiem wpada do środka. – Jak dobrze pływasz, Olivio? – zapytała z pewnym wahaniem, bo kiedy zanurzyła palec w wodzie i wsunęła go do ust, wyczuła słony posmak. Istniała szansa, że ta sadzawka była połączona z morzem. Inna sprawa, że próba wypłynięcia stąd będzie niebezpieczna: bąblogłowa mogła zapewnić im dość powietrza, ale nurkowanie zawsze powoli wysysało z człowieka siły, i nie mogły być pewne, jak daleko od brzegu wypłyną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.