01.12.2023, 10:51 ✶
Jeśli Erik pragnął zadbać o to, aby każdy zapamiętał, że był drugi w rankingu Czarownicy i zwiększyć swoje szanse na miejsce w pierwszym roku - doprawdy, wystarczyło, aby wspomniał o tym siostrze. Wszak Brenna zawsze dbała o to, aby jej brat był popularny, i tam gdzie nie miała problemu z tym, że ją uznawano za wariatkę, głupiutką pannę czy po prostu jej nie dostrzegano, bardzo pilnowała, by o bracie tak nie myślano. Hamowało ją wyłącznie to, że nie chciała działać wbrew woli Erika, ale jeżeli popularność była jego życzeniem... to na pewno miałaby kilka pomysłów.
W tej chwili jednak siedząc w łazience, Brenna nie myślała o sławie starszego Longbottoma, za to usłyszała wreszcie w kręgu mniej więcej to, co chciała. Albo co przynajmniej mogło być pewną wskazówką. Czym prędzej wygasiła więc świece i zabrała się za likwidowanie kręgu, otwieranie niewielkiego okna, by pozbyć się dymu z pomieszczenia i potraktowanie podłogi kolejnym chłoszczyć, aby usunąć z niej plamy dymu.
- W takim razie był pan na podium - powiedziała tymczasem kobieta, uśmiechając się do Erika. Pewnie nie myliła go z panem numer trzy, po prostu nie pamiętała, na którym konkretnie miejscu się znalazł. - To trochę przykre, prawda? Że nie da się nawet spokojnie wypić herbaty w kawiarni - oświadczyła. - Och, on nie jest właścicielem, a na zaplecze wcale nie wchodzi, na całe szczęście.
W jej ton wkradła się niechęć, wyraźnie nie miała zbyt dobrej opinii o tym chłopaku.
– Częściej raczej w łazience, czasem ze swoimi kolegami, i jeszcze zamyka się od środka, a klienci się skarżą, że nie mogą z niej skorzystać… Ja nawet nie chcę wiedzieć, co oni tam robią i dlaczego tutaj. A żeby pomóc? Lepiej niech on nie pomaga, bardziej na pewno by zaszkodził. Wystarczyłoby, jakby nie kazał sobie co rusz parzyć kawy, bo potem właścicielka pyta, czemu ona tak schodzi, a stan kasy się nie zgadza – stwierdziła z chmurną miną, zaraz jednak zreflektowała się, gdy wspomniał o ucieraniu nosa, że chyba nie powinna tak narzekać do przypadkowego klienta. – Ale bardzo lubię pracę tutaj – zapewniła szybko.
W tej chwili jednak siedząc w łazience, Brenna nie myślała o sławie starszego Longbottoma, za to usłyszała wreszcie w kręgu mniej więcej to, co chciała. Albo co przynajmniej mogło być pewną wskazówką. Czym prędzej wygasiła więc świece i zabrała się za likwidowanie kręgu, otwieranie niewielkiego okna, by pozbyć się dymu z pomieszczenia i potraktowanie podłogi kolejnym chłoszczyć, aby usunąć z niej plamy dymu.
- W takim razie był pan na podium - powiedziała tymczasem kobieta, uśmiechając się do Erika. Pewnie nie myliła go z panem numer trzy, po prostu nie pamiętała, na którym konkretnie miejscu się znalazł. - To trochę przykre, prawda? Że nie da się nawet spokojnie wypić herbaty w kawiarni - oświadczyła. - Och, on nie jest właścicielem, a na zaplecze wcale nie wchodzi, na całe szczęście.
W jej ton wkradła się niechęć, wyraźnie nie miała zbyt dobrej opinii o tym chłopaku.
– Częściej raczej w łazience, czasem ze swoimi kolegami, i jeszcze zamyka się od środka, a klienci się skarżą, że nie mogą z niej skorzystać… Ja nawet nie chcę wiedzieć, co oni tam robią i dlaczego tutaj. A żeby pomóc? Lepiej niech on nie pomaga, bardziej na pewno by zaszkodził. Wystarczyłoby, jakby nie kazał sobie co rusz parzyć kawy, bo potem właścicielka pyta, czemu ona tak schodzi, a stan kasy się nie zgadza – stwierdziła z chmurną miną, zaraz jednak zreflektowała się, gdy wspomniał o ucieraniu nosa, że chyba nie powinna tak narzekać do przypadkowego klienta. – Ale bardzo lubię pracę tutaj – zapewniła szybko.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.