01.12.2023, 14:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2023, 14:36 przez Brenna Longbottom.)
- Wiesz co? Kupmy trzy tony - zdecydowała Brenna. - Bo jedną zjemy jeszcze zanim stąd znikniemy.
Obrzuciła Mavelle pełnym rozbawienia spojrzeniem, kiedy ta oświadczyła, że nie uda się jej ta sztuczka tym razem. Nie komentowała tego nawet - bo przecież Bones wiedziała, że owszem, uda się, i Brenna wiedziała, że ona wie, i Mav wiedziała, że Brenna wie, że ona wie... i tak dalej. Na jej usta wypłynął uśmiech, całkiem szczery, i to mimo tego, że kolejny grzmot rozległ się już całkiem blisko, i że krople ziemi uderzały o ziemię, padły im na nosy, na głowy. Mimo wszystkich rewelacji, których dowiedziały się ledwo tego ranka - bo ostatecznie miały jakiś trop, a tym wszystkim mogły zająć się... nawet nie jutro. Pojutrze.
Dziś było lato, a one były we Francji.
Niestety, szybko okazało się, że burza nadciągała nie tylko w sensie metaforycznym.
- Nie możemy użyć zaklęć - mruknęła, unosząc głowę i spoglądając ku oknom na pierwszym piętrze uliczki, którą szły. W niektórych z nich płonęły światła. Jedno było otwarte na oścież, pomimo nadciągającej burzy. - Nie we Francji. Przed nami słychać jakieś głosy, ktoś może wyjrzeć z okien... a Ministerstwo tutaj...
W Wielkiej Brytanii Brenna nie wahałaby się długo. Ale we Francji? Co gdyby jakiś postronny mugol zobaczył, jak używają magii? Albo któryś z tej trójki uciekł? Szanse niewielkie, wciąż jednak istniejące. Zanim załatwiłyby sprawę w tutejszym Ministerstwie minęłaby cała noc, ba, może cały dzień. A nie mogły pozwolić sobie na przedłużenie wycieczki, nie wspominając już o tym, że Brenna po prostu nie chciała marnować tego krótkiego wypadu. Chciała zostawić swoje rzeczy w hotelu. Chciała przejść się wzdłuż Tamizy nocą. Chciała wpaść w ostatnich minutach otwarcia do cukierki i kupić paczkę makaronów, a potem powędrować wdłuż najmodniejszych ulic z butikami, popatrzeć na wystawy, by wiedzieć, gdzie wejść rano po sukienkę dla Mavelle - bo było oczywiste, że jakąś kupią, prawda?
I istniała duża szansa, że jeśli po prostu ich zauroczą i każą spadać, ta trójka poszuka innych, "łatwych" celów.
Po prostu chciała dać im nauczkę.
Może to była nadmierna pewność siebie, ale wierzyła, że z trzema dadzą sobie radę. Zwłaszcza, że ci byli podpici, zapach alkoholu uderzał wręcz w nozdrza Mavelle i wyczuwała go do pewnego stopnia nawet kuzynka.
- Biorę prawą stronę - rzuciła Brenna. Wcisnęła mapę do kieszeni, a potem gwałtownym ruchem zsunęła plecak z ramion, pozwalając, żeby upadł na wilgotną już ziemię. Odwróciła się dokładnie w tej samej chwili, w której tamci przyspieszyli. Jeden zawołał nawet coś przepitym głosem po francusku, ale Brenna rzecz jasna nie miała pojęcia, co. Liczyło się tylko to, że spróbował ruszyć w jej kierunku, wyciągając rękę, próbując pochwycić, i jeżeli nawet do tej pory istniała możliwość, że się pomyliły, że ta trójka przypadkiem szła w tę samą stronę, co one, to teraz wiedziały już, że na pewno tak nie było.
Na pewno nie spodziewał się tego, co zrobi Brenna - czyli że obróci się i zamiast krzyczeć, piszczeć, uciekać, coś tłumaczyć czy dać się złapać i umykać - po prostu... rąbnie go w nos.
Aktywność fizyczna, rąbnięcie w nos
Obrzuciła Mavelle pełnym rozbawienia spojrzeniem, kiedy ta oświadczyła, że nie uda się jej ta sztuczka tym razem. Nie komentowała tego nawet - bo przecież Bones wiedziała, że owszem, uda się, i Brenna wiedziała, że ona wie, i Mav wiedziała, że Brenna wie, że ona wie... i tak dalej. Na jej usta wypłynął uśmiech, całkiem szczery, i to mimo tego, że kolejny grzmot rozległ się już całkiem blisko, i że krople ziemi uderzały o ziemię, padły im na nosy, na głowy. Mimo wszystkich rewelacji, których dowiedziały się ledwo tego ranka - bo ostatecznie miały jakiś trop, a tym wszystkim mogły zająć się... nawet nie jutro. Pojutrze.
Dziś było lato, a one były we Francji.
Niestety, szybko okazało się, że burza nadciągała nie tylko w sensie metaforycznym.
- Nie możemy użyć zaklęć - mruknęła, unosząc głowę i spoglądając ku oknom na pierwszym piętrze uliczki, którą szły. W niektórych z nich płonęły światła. Jedno było otwarte na oścież, pomimo nadciągającej burzy. - Nie we Francji. Przed nami słychać jakieś głosy, ktoś może wyjrzeć z okien... a Ministerstwo tutaj...
W Wielkiej Brytanii Brenna nie wahałaby się długo. Ale we Francji? Co gdyby jakiś postronny mugol zobaczył, jak używają magii? Albo któryś z tej trójki uciekł? Szanse niewielkie, wciąż jednak istniejące. Zanim załatwiłyby sprawę w tutejszym Ministerstwie minęłaby cała noc, ba, może cały dzień. A nie mogły pozwolić sobie na przedłużenie wycieczki, nie wspominając już o tym, że Brenna po prostu nie chciała marnować tego krótkiego wypadu. Chciała zostawić swoje rzeczy w hotelu. Chciała przejść się wzdłuż Tamizy nocą. Chciała wpaść w ostatnich minutach otwarcia do cukierki i kupić paczkę makaronów, a potem powędrować wdłuż najmodniejszych ulic z butikami, popatrzeć na wystawy, by wiedzieć, gdzie wejść rano po sukienkę dla Mavelle - bo było oczywiste, że jakąś kupią, prawda?
I istniała duża szansa, że jeśli po prostu ich zauroczą i każą spadać, ta trójka poszuka innych, "łatwych" celów.
Po prostu chciała dać im nauczkę.
Może to była nadmierna pewność siebie, ale wierzyła, że z trzema dadzą sobie radę. Zwłaszcza, że ci byli podpici, zapach alkoholu uderzał wręcz w nozdrza Mavelle i wyczuwała go do pewnego stopnia nawet kuzynka.
- Biorę prawą stronę - rzuciła Brenna. Wcisnęła mapę do kieszeni, a potem gwałtownym ruchem zsunęła plecak z ramion, pozwalając, żeby upadł na wilgotną już ziemię. Odwróciła się dokładnie w tej samej chwili, w której tamci przyspieszyli. Jeden zawołał nawet coś przepitym głosem po francusku, ale Brenna rzecz jasna nie miała pojęcia, co. Liczyło się tylko to, że spróbował ruszyć w jej kierunku, wyciągając rękę, próbując pochwycić, i jeżeli nawet do tej pory istniała możliwość, że się pomyliły, że ta trójka przypadkiem szła w tę samą stronę, co one, to teraz wiedziały już, że na pewno tak nie było.
Na pewno nie spodziewał się tego, co zrobi Brenna - czyli że obróci się i zamiast krzyczeć, piszczeć, uciekać, coś tłumaczyć czy dać się złapać i umykać - po prostu... rąbnie go w nos.
Aktywność fizyczna, rąbnięcie w nos
Rzut PO 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.