17.11.2022, 18:35 ✶
Florence uważnie obserwowała każdy ruch różdżki młodej uzdrowicielki, a potem ostrożnie posadziła Mirabel na łóżku i rozsunęła kombinezon, oglądając plecy dziewczynki - która gorliwie pokiwała głową na pytanie, czy lubi czekoladowe żaby. Wyglądało na to, że skrzydła zostały usunięte przepisowo.
- Niezła robota - pochwaliła Fernah. Dość oszczędnie, ale Florence ogólnie była raczej skąpa w wydzielaniu pochwał. Sięgnęła po eliksir, wcześniej przygotowany przez pannę Slughorn i rozlała go na dwie porcje. Pan Friskey w tym czasie przepchnął się ku nim i zaczął sam przypatrywać się córce.
- No. Wreszcie - oświadczył z taką ulgą, że chyba nawet nie miał już chęci na nie krzyczeć.
- Proszę podać córce i synowi po porcji eliksiru. W ten sposób, jeśli coś jeszcze zostało, powinno wypaść - powiedziała, bezceremonialnie wtykając mu fiolki w ręce. Nie zamierzała walczyć z dziećmi osobiście, aby wypiły paskudnie smakująca miksturę, niech on się wykaże... - Ty nie masz żadnych piór?
- Nieeee! - zapewnił chłopiec, wycofując się w kąt. To on wcześniej jej umknął i zwiał, by schować się w jednej z sal pod łóżkiem.
- Na pewno? Jeśli ich nie usunę teraz, pokryją całe ciało, twarz, zastąpią włosy, wszędzie będą tylko pióra...
- Proszę ich nie straszyć! - oburzył się pan Friskey, przygarniając do siebie córkę. Nie był już tak wściekły ani przejęty jak wcześniej, ale najwyraźniej jego charakter nie należał do najłatwiejszych. Albo miał bardzo, bardzo zły dzień.
- Nie mam piór! Naprawdę! Miała je mieć tylko Mirabel!!!
- Cóż. Tym, że pańscy synowie chcieli się pozbyć siostry, zajmie się już pewnie pan sam? - spytała Florence, obracając ku mężczyźnie od chłopca. Do tej pory zachowywała niewzruszony wyraz twarzy: teraz pierwszy raz się uśmiechnęła, szeroko, pozornie radośnie, choć uśmiech nie sięgał oczu.
- Niezła robota - pochwaliła Fernah. Dość oszczędnie, ale Florence ogólnie była raczej skąpa w wydzielaniu pochwał. Sięgnęła po eliksir, wcześniej przygotowany przez pannę Slughorn i rozlała go na dwie porcje. Pan Friskey w tym czasie przepchnął się ku nim i zaczął sam przypatrywać się córce.
- No. Wreszcie - oświadczył z taką ulgą, że chyba nawet nie miał już chęci na nie krzyczeć.
- Proszę podać córce i synowi po porcji eliksiru. W ten sposób, jeśli coś jeszcze zostało, powinno wypaść - powiedziała, bezceremonialnie wtykając mu fiolki w ręce. Nie zamierzała walczyć z dziećmi osobiście, aby wypiły paskudnie smakująca miksturę, niech on się wykaże... - Ty nie masz żadnych piór?
- Nieeee! - zapewnił chłopiec, wycofując się w kąt. To on wcześniej jej umknął i zwiał, by schować się w jednej z sal pod łóżkiem.
- Na pewno? Jeśli ich nie usunę teraz, pokryją całe ciało, twarz, zastąpią włosy, wszędzie będą tylko pióra...
- Proszę ich nie straszyć! - oburzył się pan Friskey, przygarniając do siebie córkę. Nie był już tak wściekły ani przejęty jak wcześniej, ale najwyraźniej jego charakter nie należał do najłatwiejszych. Albo miał bardzo, bardzo zły dzień.
- Nie mam piór! Naprawdę! Miała je mieć tylko Mirabel!!!
- Cóż. Tym, że pańscy synowie chcieli się pozbyć siostry, zajmie się już pewnie pan sam? - spytała Florence, obracając ku mężczyźnie od chłopca. Do tej pory zachowywała niewzruszony wyraz twarzy: teraz pierwszy raz się uśmiechnęła, szeroko, pozornie radośnie, choć uśmiech nie sięgał oczu.