01.12.2023, 19:26 ✶
– Ta skóra wygląda mi na skórę foki… i to zrzuconą. Mogła jakąś oskórkować, ale jeżeli nawet się mylę, to po prostu dopłyniemy do dna albo jakiegoś przejścia, którego nie pokonamy i się wrócimy?
Przez chwilę Brenna rozważała zaoferowanie, że sprawdzi drogę sama, ale zaraz odrzuciła ten pomysł. Istniała przecież całkiem realna szansa, że pokona trasę z powrotem do brzegu, lecz nie będzie miała siły zrobić tego jeszcze dwa razy – wracając po Olivię i potem płynąć z nią. Poza tym co, jeżeli Olivia zniecierpliwiłaby się i spróbowała płynąć sama? Rozdzielone byłyby w większym niebezpieczeństwie.
– Nie zgubię cię. Na pewno dasz radę i nie ma mowy, żebym cię tu zostawiła, ale lina pomoże – powiedziała Brenna, lekko ściskając przedramię Olivii. Pomysł z liną był dobry, a sama też miała kilka własnych. – Transmutuję buty, ale jeżeli zmienią się z powrotem, kiedy będziemy pod wodą, zrzuć je po prostu – stwierdziła. Porzuciła plecak na brzegu groty: na szczęście nie miała w nim nic tak cennego, by nie mogła tego stracić, a nie chciała ryzykować, że ten niewielki ciężar pociągnie je w dół. Buty pod wodą też mogły ciążyć niemiłosiernie, rozwiązała więc trampki, by w razie czego móc stosunkowo łatwo strącić je z nóg, i kiedy Quirke paliła, transmutowała buty ich obu… w coś zainspirowanego płetwami mugolskich nurków. Nawet jeżeli znikną po trzech czy czterech minutach, ten czas mógł być kluczowy. Zwłaszcza, że i Brenna owszem, była ponadprzeciętnie sprawna fizycznie, ale wcale nie była jakimś zabójczym pływakiem – była świetna we wchodzeniu na drzewa, bardzo dobra w szermierce, ale pływała jednak okazyjnie, a tu porywały się na coś ekstremalnego.
Wolała nie myśleć, co się stanie, jeśli bąblogłowa przestanie działać w chwili, w której będą za daleko aby wrócić do groty, ale też zbyt daleko od powierzchni. A już na pewno nie chciała sugerować czegoś takiego Olivii.
Uśmiechnęła się do niej, i gdy ta wyczarowała linę, sama Brenna machnęła różdżką, i dwa bąble wypełnione powietrzem pojawiły się wokół ich głów. I na słowo „hop” zsunęła się po prostu do wody, wciąż z różdżką w ręku, którą rozpaliła zaklęciem lumos.
Początkowo było jasno i bez tego czaru – błękitne kamienie wprawiono także w ściany wodnej sadzawki i płynęły w niebieskim świetle. Dzięki temu dość łatwo mogły dostrzec dwie rzeczy. Po pierwsze, przy dnie faktycznie znajdował się korytarz, którego kraniec tonął już w mroku, wiodący gdzieś dalej, prawdopodobnie na otwarte morze. Po drugie…
…na dnie tego jeziorka spoczywały kości. Bardzo stare, wrzucane tu zapewne z groty. Ofiary morskiej czarownicy – albo jeszcze kogoś innego, kto ją zamieszkiwał. Brenna obróciła się ku Olivii, i pociągnęła lekko za linę, ku korytarzowi, niepewna, jak ta zareaguje na ten widok. Czy kiedykolwiek już coś takiego widziała? Do licha, najwyraźniej Brenna przynosiła jej pecha, bo już drugi raz wpakowała się w kłopoty po spotkaniu z nią. I tym razem była to w pełni wina Brenny, w końcu Olivia poszła na górę za nią…
Przez chwilę Brenna rozważała zaoferowanie, że sprawdzi drogę sama, ale zaraz odrzuciła ten pomysł. Istniała przecież całkiem realna szansa, że pokona trasę z powrotem do brzegu, lecz nie będzie miała siły zrobić tego jeszcze dwa razy – wracając po Olivię i potem płynąć z nią. Poza tym co, jeżeli Olivia zniecierpliwiłaby się i spróbowała płynąć sama? Rozdzielone byłyby w większym niebezpieczeństwie.
– Nie zgubię cię. Na pewno dasz radę i nie ma mowy, żebym cię tu zostawiła, ale lina pomoże – powiedziała Brenna, lekko ściskając przedramię Olivii. Pomysł z liną był dobry, a sama też miała kilka własnych. – Transmutuję buty, ale jeżeli zmienią się z powrotem, kiedy będziemy pod wodą, zrzuć je po prostu – stwierdziła. Porzuciła plecak na brzegu groty: na szczęście nie miała w nim nic tak cennego, by nie mogła tego stracić, a nie chciała ryzykować, że ten niewielki ciężar pociągnie je w dół. Buty pod wodą też mogły ciążyć niemiłosiernie, rozwiązała więc trampki, by w razie czego móc stosunkowo łatwo strącić je z nóg, i kiedy Quirke paliła, transmutowała buty ich obu… w coś zainspirowanego płetwami mugolskich nurków. Nawet jeżeli znikną po trzech czy czterech minutach, ten czas mógł być kluczowy. Zwłaszcza, że i Brenna owszem, była ponadprzeciętnie sprawna fizycznie, ale wcale nie była jakimś zabójczym pływakiem – była świetna we wchodzeniu na drzewa, bardzo dobra w szermierce, ale pływała jednak okazyjnie, a tu porywały się na coś ekstremalnego.
Wolała nie myśleć, co się stanie, jeśli bąblogłowa przestanie działać w chwili, w której będą za daleko aby wrócić do groty, ale też zbyt daleko od powierzchni. A już na pewno nie chciała sugerować czegoś takiego Olivii.
Uśmiechnęła się do niej, i gdy ta wyczarowała linę, sama Brenna machnęła różdżką, i dwa bąble wypełnione powietrzem pojawiły się wokół ich głów. I na słowo „hop” zsunęła się po prostu do wody, wciąż z różdżką w ręku, którą rozpaliła zaklęciem lumos.
Początkowo było jasno i bez tego czaru – błękitne kamienie wprawiono także w ściany wodnej sadzawki i płynęły w niebieskim świetle. Dzięki temu dość łatwo mogły dostrzec dwie rzeczy. Po pierwsze, przy dnie faktycznie znajdował się korytarz, którego kraniec tonął już w mroku, wiodący gdzieś dalej, prawdopodobnie na otwarte morze. Po drugie…
…na dnie tego jeziorka spoczywały kości. Bardzo stare, wrzucane tu zapewne z groty. Ofiary morskiej czarownicy – albo jeszcze kogoś innego, kto ją zamieszkiwał. Brenna obróciła się ku Olivii, i pociągnęła lekko za linę, ku korytarzowi, niepewna, jak ta zareaguje na ten widok. Czy kiedykolwiek już coś takiego widziała? Do licha, najwyraźniej Brenna przynosiła jej pecha, bo już drugi raz wpakowała się w kłopoty po spotkaniu z nią. I tym razem była to w pełni wina Brenny, w końcu Olivia poszła na górę za nią…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.