01.12.2023, 22:05 ✶
- Warto odwiedzić to miejsce. Naprawdę – zachęcił Norę, a potem odsunął się na bok, by dać innym możliwość podejścia do solenizantki i złożenia jej życzeń.
Panna Figg była tego dnia najważniejsza, więc nie chciał jej przesadnie anektować. Potem, jeśli zobaczyłby, że jest sama, pewnie podszedłby do niej, żeby pogadać, ale teraz… teraz należało ustąpić pola reszcie.
I tak, jako aurowidz miał trochę ułatwione zadanie. Widział zmęczenie malujące się na twarzach niektórych zebranych, choć oczywiście, nie wiedział co przeżyli. Tyle że wśród gości byli także ci, którzy nie wiedzieli o jego zdolnościach a Patrick… Patrick wolał by jak najmniej osób zdawało sobie z nich sprawę. To co go wyraźnie zaskoczyło to świadomość, że wśród tych zmęczonych twarzy były również te, które wcale nie należały do brygadzistów.
Przesunął wzrokiem od Brenny do Erika i z powrotem. Sięgnął do stołu po butelkę szkockiej whisky. Odkręcił ją a potem nalał do dwóch szklaneczek trochę. Jedną z nich podał Erikowi, drugą wziął sam.
- Znieczuli cię trochę – rzucił lekko. – I na pewno nie było aż tak źle. Jesteś dobrym brygadzistą. Pracowałem już z tobą – przypomniał. Być może Beltane zakończyło się fatalnie, ale część, w czasie której pełnili razem służbę, Steward wspominał nieźle. Nawet jeśli przypadkiem opił się amortencji i poszedł oświadczać Florence. – Po prostu czasem… czasem nie da się wszystkiego przewidzieć – tu posłał Brennie dłuższe spojrzenie, jakby do czegoś nawiązywał. Bo i nawiązywał do ich wspólnej wycieczki do krypty w poszukiwaniu pewnej wiekowej wampirzycy. Wtedy też nie wszystko potoczyło się zgodnie z planem. – Zakładam, że to była jedna z takich sytuacji. To co mnie natomiast… - urwał, słysząc huk wybuchającego balona.
Odruchowo odwrócił głowę w tamtą stronę by zobaczyć pędzącą w stronę Nory przestraszoną białą kulkę. Westchnął. Kocica właśnie poznała ulotnie delikatne piękno dmuchanego balonika.
Wzrok Patricka padł na Laurenta. Zmrużył oczy z pewnym niedowierzaniem. Interesujące. Nawet bardzo.
- Jeszcze moment i pomyślę, że albo skrycie pragniesz zostać aurorem, albo Brenna właśnie cichaczem przeszkala cię na brygadzistę – podsumował. W jego głosie nie słychać było przygany, raczej przyjazne nuty.
Nie znał Laurenta szczególnie dobrze, ale w tych dwóch przypadkach, w których się spotkali, ten wydał mu się człowiekiem, który lubił działać. Najpierw w sprawie widm, gdy brawurowo stanął przed jednym z nich twarzą w twarz i teraz, gdy najwidoczniej brał udział w tej samej przygodzie co Brenna i Erik.
Panna Figg była tego dnia najważniejsza, więc nie chciał jej przesadnie anektować. Potem, jeśli zobaczyłby, że jest sama, pewnie podszedłby do niej, żeby pogadać, ale teraz… teraz należało ustąpić pola reszcie.
I tak, jako aurowidz miał trochę ułatwione zadanie. Widział zmęczenie malujące się na twarzach niektórych zebranych, choć oczywiście, nie wiedział co przeżyli. Tyle że wśród gości byli także ci, którzy nie wiedzieli o jego zdolnościach a Patrick… Patrick wolał by jak najmniej osób zdawało sobie z nich sprawę. To co go wyraźnie zaskoczyło to świadomość, że wśród tych zmęczonych twarzy były również te, które wcale nie należały do brygadzistów.
Przesunął wzrokiem od Brenny do Erika i z powrotem. Sięgnął do stołu po butelkę szkockiej whisky. Odkręcił ją a potem nalał do dwóch szklaneczek trochę. Jedną z nich podał Erikowi, drugą wziął sam.
- Znieczuli cię trochę – rzucił lekko. – I na pewno nie było aż tak źle. Jesteś dobrym brygadzistą. Pracowałem już z tobą – przypomniał. Być może Beltane zakończyło się fatalnie, ale część, w czasie której pełnili razem służbę, Steward wspominał nieźle. Nawet jeśli przypadkiem opił się amortencji i poszedł oświadczać Florence. – Po prostu czasem… czasem nie da się wszystkiego przewidzieć – tu posłał Brennie dłuższe spojrzenie, jakby do czegoś nawiązywał. Bo i nawiązywał do ich wspólnej wycieczki do krypty w poszukiwaniu pewnej wiekowej wampirzycy. Wtedy też nie wszystko potoczyło się zgodnie z planem. – Zakładam, że to była jedna z takich sytuacji. To co mnie natomiast… - urwał, słysząc huk wybuchającego balona.
Odruchowo odwrócił głowę w tamtą stronę by zobaczyć pędzącą w stronę Nory przestraszoną białą kulkę. Westchnął. Kocica właśnie poznała ulotnie delikatne piękno dmuchanego balonika.
Wzrok Patricka padł na Laurenta. Zmrużył oczy z pewnym niedowierzaniem. Interesujące. Nawet bardzo.
- Jeszcze moment i pomyślę, że albo skrycie pragniesz zostać aurorem, albo Brenna właśnie cichaczem przeszkala cię na brygadzistę – podsumował. W jego głosie nie słychać było przygany, raczej przyjazne nuty.
Nie znał Laurenta szczególnie dobrze, ale w tych dwóch przypadkach, w których się spotkali, ten wydał mu się człowiekiem, który lubił działać. Najpierw w sprawie widm, gdy brawurowo stanął przed jednym z nich twarzą w twarz i teraz, gdy najwidoczniej brał udział w tej samej przygodzie co Brenna i Erik.