— Masz dzisiaj ułatwione zadanie, Noro. Nawet bym się zbytnio nie stawiał — odparł, wzdychając ciężko.
Korciło go, aby uraczyć ją pełną wersję tej opowieści, jednak miał wrażenie, że to nie był odpowiednia pora na długie monologi. Nie tylko przez to, że dookoła kręciło się mnóstwo gości, ale też przez okazję, jaka ich tutaj zgromadziła. Panna Figg miała dziś celebrować swoje urodziny, a nie wysłuchiwać obfitych w detale raportów Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Bezpieczniej będzie poruszyć ten temat za kilka dni. Chociaż... Może lepiej nie drażnić lwa?
Gdy powitania dobiegły końca, a Brenna zabrała głos, momentalnie wbił wzrok w siostrę. Zamrugał zdziwiony, gdy ta podzieliła się zresztą gości kolejnym prezentem. Kiedy ona miała czas na to wszystko? Zbliżamy się do tego punktu, gdzie ona nie tylko nie sypia, ale też nie je, pomyślał z przekąsem. Szybka wizyta ogrodzie zamiast śniadania, wypad do parku w przerwie obiadowej... Jego siostra była na tyle obrotna, że nie zdziwiłoby go, gdyby faktycznie poświęciła parę posiłków, aby przygotować te wianki.
— Czysto niemetaforycznie spadłem z jakichś ośmiu metrów. I stało się to po tym, jak jakaś wiedźma-duch-zombie poderwała mnie do góry — wyjaśnił pokrótce Stewardowi, przyjmując jednak szklaneczkę alkoholu. — Na szczęście whisky powinna pomóc i na to.
Uśmiechnął się pod nosem, maczając usta w bursztynowym płynie. Skierował wzrok w kierunku Thomasa i uniósł szkło, poniekąd zapraszając go tym samym do ich grona.
— Dla mnie też jakiś zarezerwowałaś? — rzucił do Bren, gdy ta przechodziła obok niego. Chwilę później w jego rękach wylądowała korona ze splecionych ze sobą polnych kwiatów. Jakich konkretnie? Nie miał bladego pojęcia. Za to podobała mu się kombinacja kolorystyczna bieli i jasnego fioletu. — Jak wyglądam? — Zerknął na Patricka, poprawiając wianek na czole. — Odwraca uwagę od temblaka?
Erik mimowolnie się zgarbił i wybałuszył oczy, gdy jeden z unoszących się pod sufitem balonów został dość dramatycznie pozbawiony powietrza przez śnieżnobiałą kotkę. Wypuścił powoli powietrze przez zaciśnięte zęby. Zaczynał doceniać, że psy Longbottomów miały tylko tendencje do biegania z jednego końca posiadłości na drugi i podgryzania zabytkowej kanapy w salonie. Jakby zaczęła się jeszcze wspinać na kurtyny, to Godryk Longbottom musiałby przeprowadzić pierwszą od lat poważną rozmowę wychowawczą ze swoimi wnuczętami.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞