02.12.2023, 09:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2024, 20:41 przez Brenna Longbottom.)
Jako dziecko i nastolatka, a nawet już po Hogwarcie, była aż nazbyt ufna. Skłonna zapraszać do świątecznego stołu kogoś, kogo poznała dosłownie dziesięć minut wcześniej. Ale później pracowała jako glina i wreszcie przyszła wojna – nieufność więc wkradała się do jej duszy powoli, za to systematycznie. Obcy może nie mieli szansy łatwo tego dostrzec, bo Brenna dalej paplała, dalej potrafiła ledwo znane osoby ciągać za rękę, dalej zagadywała ludzi na ulicy, ale Dani z nią mieszkała i była aurowidzem.
Czy w tym przesadzała? Pewnie tak.
Ale nie chciała ryzykować, zwłaszcza teraz.
- Dziękuję – powiedziała, w ogóle nie zaskoczona, bo czego innego mogła się spodziewać? Gryfoni nie mieli monopolu na odwagę i determinację. Danielle trafiła do Hufflepuffu, bo była dobrą duszą i miała w sobie pewną miękkość wobec ludzi – ale ta wcale nie oznaczała słabości. – Został zabity, bo próbował ochraniać uciekających ludzi przed śmierciożercami. Dla nich nie miałoby znaczenia, co robił wcześniej i jaka jest jego krew, skoro to zrobił. Ale tak, był tam, bo go uprzedziłam – przyznała. Jej głos nie oddawał teraz żadnych emocji, brzmiał niemalże martwo. Gdyby Derwin nie należał do Zakonu, może nie poszedłby na Beltane i wciąż by żył. Ale w ostatecznym rozrachunku rzucił swoje życie po to, by ocalić innych i zrobiłby to niezależnie od Dumbledore’a: tego Brenna była pewna.
– Derwin i Lucy nie chcieli cię w to wciągać – przyznała. Nie wyjaśniała dalej: nie czuła, że musi, wisiało to przecież pomiędzy nimi. Ojciec i siostra chcieli, by ich oczko w głowie było bezpieczne, ale odcinanie jej od tego wcale nie zapewni bezpieczeństwa, a Warownia coraz bardziej i bardziej znajdowała się w oku cyklonu, a oko cyklu miało to do siebie, że było niby miejscem bezpiecznym… wystarczył jednak krok, by takim być przestało.
Nieświadomość przed niczym nie ochroni.
– Z powodu tego wszystkiego i po tym wywiadzie Erika… obawiam się, że może stać się celem, on albo któreś z nas – dodała, odrywając spojrzenie od Danielle i przenosząc je na okno. Nie, nie zganiła brata za wywiad, pochwaliła go wręcz, ale to wymagało nasilenia ostrożności. W końcu Erik był sławny i oficjalnie wystąpił przeciwko śmierciożercom. Tam gdzie Brenna była gadatliwym pajacem, którym można pogardzać, on… – Dlatego… bądź ostrożna, Dani. Staramy się już nie chodzić po Dolinie w pojedynkę, sprawdzać regularnie, czy ktoś nie obserwuje domu, zostawiać skrzatowi informację, gdzie idziemy. Jeśli mamy wątpliwości, zadać jakieś pytanie.
Wielosokowy, metamofromofia, zaklęcia zwodzące. Plan A, B i C, co Brenna?
Uśmiechnęła się, trochę blado.
– Ruch Oporu to dobra nazwa.
Czy w tym przesadzała? Pewnie tak.
Ale nie chciała ryzykować, zwłaszcza teraz.
- Dziękuję – powiedziała, w ogóle nie zaskoczona, bo czego innego mogła się spodziewać? Gryfoni nie mieli monopolu na odwagę i determinację. Danielle trafiła do Hufflepuffu, bo była dobrą duszą i miała w sobie pewną miękkość wobec ludzi – ale ta wcale nie oznaczała słabości. – Został zabity, bo próbował ochraniać uciekających ludzi przed śmierciożercami. Dla nich nie miałoby znaczenia, co robił wcześniej i jaka jest jego krew, skoro to zrobił. Ale tak, był tam, bo go uprzedziłam – przyznała. Jej głos nie oddawał teraz żadnych emocji, brzmiał niemalże martwo. Gdyby Derwin nie należał do Zakonu, może nie poszedłby na Beltane i wciąż by żył. Ale w ostatecznym rozrachunku rzucił swoje życie po to, by ocalić innych i zrobiłby to niezależnie od Dumbledore’a: tego Brenna była pewna.
– Derwin i Lucy nie chcieli cię w to wciągać – przyznała. Nie wyjaśniała dalej: nie czuła, że musi, wisiało to przecież pomiędzy nimi. Ojciec i siostra chcieli, by ich oczko w głowie było bezpieczne, ale odcinanie jej od tego wcale nie zapewni bezpieczeństwa, a Warownia coraz bardziej i bardziej znajdowała się w oku cyklonu, a oko cyklu miało to do siebie, że było niby miejscem bezpiecznym… wystarczył jednak krok, by takim być przestało.
Nieświadomość przed niczym nie ochroni.
– Z powodu tego wszystkiego i po tym wywiadzie Erika… obawiam się, że może stać się celem, on albo któreś z nas – dodała, odrywając spojrzenie od Danielle i przenosząc je na okno. Nie, nie zganiła brata za wywiad, pochwaliła go wręcz, ale to wymagało nasilenia ostrożności. W końcu Erik był sławny i oficjalnie wystąpił przeciwko śmierciożercom. Tam gdzie Brenna była gadatliwym pajacem, którym można pogardzać, on… – Dlatego… bądź ostrożna, Dani. Staramy się już nie chodzić po Dolinie w pojedynkę, sprawdzać regularnie, czy ktoś nie obserwuje domu, zostawiać skrzatowi informację, gdzie idziemy. Jeśli mamy wątpliwości, zadać jakieś pytanie.
Wielosokowy, metamofromofia, zaklęcia zwodzące. Plan A, B i C, co Brenna?
Uśmiechnęła się, trochę blado.
– Ruch Oporu to dobra nazwa.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.