Atak z wykorzystaniem mebla salonowego, udał się z powodzeniem takim, że obaj intruzi otrzymali jakieś obrażenia. Jeden mniejsze, drugi większe. Nie ważne czy byłaby to rana głęboka, płytka, krwiak czy siniak. Pokazał im, że jak Auror był bardzo kreatywny, chcąc odciągnąć ich od torturowania ich rodziców. Szczególnie matki, do której przyczepili się jak rzepy, bo jest kobietą.
Nie do końca miało to taki skutek, jakby chciałby uzyskać młody Ward. Mając ograniczone możliwości poruszania związanymi razem nadgarstkami, nie dosięgnął dłoni tego, który cały czas go trzymał za włosy (Lestrange) i jeszcze mocniej zacisnął na nich swoje palce. Kopniaka w kolano nie miał jak uniknąć i niestety otrzymał bolesny cios. Tristan skrzywił się bardziej z bólu, nie mogąc za bardzo poruszać głową, zmrużył aż oczy z bólu cofając ręce na uda, patrzył na celującego w niego różdżką (Macmillan), będąc przekonanym, że dostanie zaraz jakimś czarnomagicznym, czy innym. Lecz nie. Jej kierunek zmienił się na siedzącego i unieruchomionego ojca.
- Nie!Nie zdążył. Gdy tylko usłyszał nazwę czaru i po chwili krzyk ojca, widząc jak się wije z bólu. Z różdżki celowanej w niego z boku, poleciały iskry. W tym czasie też przywódca grupy ponownie przemówił jakby nic takiego złego się nie działo.
Ostatni z zamaskowanych, pozbierał się po uderzeniu od ławy (Mulciber) i zabrał się na początek w ”przemeblowanie salonu”. Zaklęciem poodsuwał wszelkie meble będące w pobliżu pod same ściany. Tym razem Tristan nie miał możliwości zrobić cokolwiek, nie miał niczego pod rękami ani nogami. Nie dość, że rana na przedramieniu dominującej ręki bolała, to jeszcze kolano.
Uszkodzenie mebli nie było istotne. Je można odnowić, kupić, ale nie życie ludzkie. Na tym nie było końca, gdyż ten, który wcześniej dobierał się do jego matki, ponownie wziął za torturowanie rodzicielki młodego aurora. Oboje cierpieli, a serce Tristana waliło mocno. Z przerażenia.
- Przestańcie…
To bolało. Dotknęli w jego słaby punkt.
- Jestem ich synem! Nie zaszła pomyłka!
Odpowiedział na pytanie, nie chcąc wyrzekać się własnych rodziców. Nie był pewny, czy przy fali bólu jaką otrzymywali, usłyszeli jego słowa. Ojciec cierpiał wewnętrznie. Matka krwawiła. A u Tristana z kącika oka popłynęła łza bezsilności, że nie może nic zrobić. Unieruchomiony przez bolesne trzymanie za włosy, z unieruchomioną głową musiał na to wszystko patrzeć.
- Zrobię co chcecie. Tylko ich oszczędźcie.
W głosie można było wyczuć błaganie aby przestali. Ci ludzie dali mu życie, są niewinni. Ukarali go już wystarczająco. Osiągnęli co chcieli. Odpowiedział na pytanie zgodnie z prawdą. Gdyby miał się ich wyrzec, nie zmieni to, że on sam nadal jest szlamą. Czysto urodzonym mugolem, którego los obdarował darem magii. Tego w sobie nie zmieni.