— To, że rosną, to żadna wymówka, prawda, Mabel? Kochałabyś go bez względu na to, czy byłby mały, czy duży. — Uśmiechnął się szeroko do dziewczynki, kierując pytanie bezpośrednio do potencjalnej właścicielki hipogryfa. Koniec końców podniósł jednak wzrok na Norę. Miał świadomość, że trochę przesadzał, ale przecież tak tylko sobie gadał. Nie kupiłby takiego zwierzaka bez pozwolenia matki swojej chrześnicy. — Wiesz, miniaturka i tak wyrosłaby na mniejszą niż taka standardowa sztuka ze zwykłej hodowli. Na pewno znalazłoby się jakieś miejsce na podwórzu. Parę dodatkowych zaklęć antymugolskich i nie musiałabyś się niczym przejmować.
Nie licząc znajdowania dla niego padliny z okolicznych lasów lub martwych fretek, pomyślał z przekąsem, dopiero po dłuższej chwili przypominając sobie, że przecież ta konkretna rasa nie była zbytnio roślinożerna. Skrzywił się, kiedy to sobie uświadomił. Faktycznie, to trochę utrudniało sprawę, biorąc pod uwagę, że hipogryf, nawet rozmnażany tak, aby uzyskać mniejszą sztukę, dalej pewnie miałby nie lada apetyt. Spojrzał przepraszająco na dziewczynkę, zerkając też na swoje towarzyszki. Cóż, też miały trochę racji. Zwłaszcza w kwestii Salema.
— Z drugiej strony... Może ciocia Brenna ma rację? Z dwojga złego mniej nabroisz na miotle. Przynajmniej szansę na to, że odlecisz na drugi koniec kraju, są mniejsze. Mamusi chyba by pękło serce, gdyby musiała cię szukać po całej Anglii — Pokiwał głową, jak prawdziwy ekspert, mając nadzieję, że Mabel nie zapamięta ani słowa z tego popołudnia. Jeszcze tylko tego mu brakowało, żeby za dziesięć lat przyszła do niego z pretensjami, że nie dostała hipogryfa, a teraz w Hogwarcie by się jej przydał, bo mógłby służyć jednocześnie za sowę i zamiennik miotły. — A kot to też dobra opcja. Przynajmniej będzie mogła legalnie zabrać go ze sobą do szkoły.
Zmarszczył brwi. A więc ten World Cup, o którym się rozpisywały media, to był jakiś niemagiczny konkurs? W takim razie, po co te wszystkie poczytne magazyny pokroju Proroka Codziennego w ogóle maczały w nich palce? Od kiedy te mugolskie zabawy interesowały całe magiczne społeczeństwo? Wydał z siebie donośne westchnięcie. Cóż, był to tylko kolejny dowód na to, że niektórzy ludzie byli gotowi kopać wyjątkowo głęboko, aby wynaleźć na kogoś jakieś brudy. Lub takowe wyprodukować. Ale żeby przekopać się aż do niemagicznej części Londynu?, pomyślał z przekąsem.
Zamrugał parokrotnie, gdy zdał sobie sprawę, że być może właśnie na taki efekt liczyli dziennikarze. Wzbudzić sensację, że ktoś pokroju Ministra Magii wyraża zainteresowanie takim sportem. Skrzywił się z niezadowoleniem, bo poniekąd wiązało się to z tym, że sam wpadł w zastawioną przez nich pułapkę. Eh, jak on nienawidził prasy.
— Co prawda, to prawda, zero w tym emocji, ale Mugole mają różne sporty. Podobno w Ameryce grają w taką grę zespołową, gdzie muszą przerzucać piłkę od jednego gracza do drugiego za pomocą kijów z takimi małymi siatkami, żeby potem wbić piłkę do bramki przeciwnika. — Zmarszczył brwi, powtarzając wypowiedziane zdanie parokrotnie w myślach, upewniając się, że na pewno przekazał to, co chciał powiedzieć. — Nazywają to lacrosse, czy jakoś tak. Brzmi mało ekscytująco. I gdzie tu jakikolwiek element podnoszący adrenalinę? Żadnych tłuczków, żadnego złotego znicza...
Wbił spojrzenie zielonych oczu w siostrę, gdy ta wspomniała o sprawie graffitti, która została jej przydzielona krótko po awansie. Pamiętał, jaka atmosfera panowała wtedy w kwaterze Brygady Uderzeniowej. Chociaż wiele osób wyraziło zadowolenie z tego, jak umiejętnie Brennie udało się rozwiązać ten problem, tak niektórzy wydawali się dosyć niepocieszeni. Cóż, nigdy nie dało się dogodzić wszystkim, ale Erik, tak czy siak, był dumny z jej osiągnięć. Uznał więc, że najlepiej będzie, jak pozwoli dziewczynie przedstawić tę opowiastkę z jej własnej perspektywy.
— Tylko nie udawaj teraz jakiejś skromnej, dobrze? — rzucił tylko, bawiąc się razem z Mabel zabawkową karocą, którą chyba zamierzała wykorzystać jako środek transportu jednej z maskotek na wycieczkę zagraniczną. Uśmiechnął się pod nosem, wodząc wzrokiem po każdej osobie ich gronie. — Przedstaw nawet najmniejsze szczegóły.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞