02.12.2023, 14:27 ✶
Gdy przeczytała, co jej napisał, prychnęła. Odwróciła głowę i zasłoniła oczy - w innym wypadku by po prostu zatkała mu usta żeby przestał gadać, ale tutaj wystarczyło ostentacyjnie nie patrzeć, żeby dać do zrozumienia, że nie będzie na ten temat rozmawiać. Że go nie słucha, bo jest przekonana o własnej racji. Olivia była cholernie uparta, jak wbiła sobie coś do głowy, to ciężko było sprawić, że zmieni zdanie. Co prawda przemawiały do niej logiczne argumenty i potrafiła przyznać się do błędu, lecz w tej sytuacji uważała, że Tristan przesadza. Tym bardziej ją zdenerwowało to, że wspomniał, że nie może się bronić słownie.
- Właśnie dlatego trzeba reagować - burknęła tylko, błądząc wzrokiem gdzieś po ścianach. Bo ona sobie poradzi - zwyzywa, prychnie, przewróci oczami i wróci na zaplecze, bo przecież matka jej nie wyrzuci z pracy. Nie za takie bzdury. Inni nie mieli takiego komfortu, nie byli tak uprzywilejowani. Jak chociażby Tristan, który potrzebował tej pracy. I zapewne jak ta biedna kelnerka. Może była cierpliwa, może nie robiło to na niej wrażenia - ale kim by była Olivia, gdyby przeszła obok tej sytuacji obojętnie?
Boczyłaby się jeszcze długo, jak to ona, gdyby Tristan jej nie objął. Najpierw się okropnie spięła, bo jej umysł już podsunął scenariusz, w którym mężczyzna prowadzi ją do kawiarni i każe przeprosić tę wstrętną kobietę. A ponieważ nie miała zamiaru przepraszać, zapewne okropnie by się pokłócili. Ale nie - nie szli w tamtym kierunku, szli zupełnie gdzie indziej. Westchnęła więc, przeklinając w myślach to, jaka jest słaba, bo przecież powinna pokazać mu, że jest inaczej, że będzie stała przy swoim i powinna jakoś wytłumaczyć lepiej, o co jej chodziło, i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć "nie". Ale wtuliła się na krótki moment w jego bok, rozluźniając ciało. Niech mu będzie. Cała złość nagle wyparowała, chociaż na ten moment sama Olivia nie powiedziała ani słowa. Cholera wie, o czym myślała, ale że o czymś myślała - to było widać. Wyjątkowo była skupiona, nie strzelała wzrokiem na prawo i lewo, skupiła się na wymijaniu ludzi, bo niezbyt lubiła, jak ją potrącali. Czasem nie miała nic przeciwko, ale dzisiaj nie miała ochoty na obcy dotyk nieznajomych. To nie był klub, gdzie to nie miało znaczenia.
- Czasem strasznie mnie wkurzasz, wiesz? - mruknęła, gdy weszli do parku. Ot, tak z głupia frant palnęła, bo najwyraźniej coś tam w niej siedziało mocno, co domagało się ujścia, chociaż nie do końca potrafiła sklasyfikować co to było i o co chodziło. - Dobra, może faktycznie powinnam to rozegrać inaczej, ale nadal uważam, że coś trzeba było zrobić.
Zakończyła, chociaż dosłownie kilka minut temu sama dała wyraźnie znać, że nie będzie o tym rozmawiać. Spojrzała w kierunku fontanny i uśmiechnęła się lekko. Lubiła fontanny, szczególnie gdy było tak ciepło. Pokazała na ławkę niedaleko.
- Chodź, usiądziemy - wyślizgnęła się z jego uścisku z gracją i podskoczyła do fontanny. Sprawdzała, czy do tej również mugole wrzucali pieniądze. Ciągle ją zastanawiał ten zwyczaj - niby to miało przynieść szczęście, ale jak mogłoby szczęście przyjść do kogoś, kto tak marnował pieniądze? Olivia nachyliła się i jej wzrok pochwycił kilka monet. Jakieś dziecko najwyraźniej też było zafascynowane dnem fontanny, z tym że w nieco innym aspekcie, bo właśnie się przechylało i próbowało wyłowić pieniądze. Olivia zachichotała. Oby tylko nie wpadł, bo mimo iż było ciepło, to chodzenie w mokrych ubraniach nie było pewnie szczytem jego marzeń.
Ciężko opadła na wolną ławkę niedaleko i podwinęła nogi, by wbić wzrok w fontannę. Była ładna - widać było, że o nią dbali. Woda szemrała cicho i przyjemnie, a chłodna mgiełka unosiła się wokół niej jak jakaś srebrna aura. Nie przedstawiała niczego konkretnego, ot po prostu kamienne misy w różnych wielkościach, ale było w niej coś urokliwego. Zwłaszcza gdy dostrzegło się na samej górze ptaki, które chłodziły się w zimnej wodzie.
- Ładnie tu - powiedziała, rozglądając się dookoła. Było tu sporo osób, ale każdy był zajęty sobą lub swoją rodziną. Nie było tu też tłoczno, o dziwo. A szkoda, to było naprawdę piękne miejsce.
- Właśnie dlatego trzeba reagować - burknęła tylko, błądząc wzrokiem gdzieś po ścianach. Bo ona sobie poradzi - zwyzywa, prychnie, przewróci oczami i wróci na zaplecze, bo przecież matka jej nie wyrzuci z pracy. Nie za takie bzdury. Inni nie mieli takiego komfortu, nie byli tak uprzywilejowani. Jak chociażby Tristan, który potrzebował tej pracy. I zapewne jak ta biedna kelnerka. Może była cierpliwa, może nie robiło to na niej wrażenia - ale kim by była Olivia, gdyby przeszła obok tej sytuacji obojętnie?
Boczyłaby się jeszcze długo, jak to ona, gdyby Tristan jej nie objął. Najpierw się okropnie spięła, bo jej umysł już podsunął scenariusz, w którym mężczyzna prowadzi ją do kawiarni i każe przeprosić tę wstrętną kobietę. A ponieważ nie miała zamiaru przepraszać, zapewne okropnie by się pokłócili. Ale nie - nie szli w tamtym kierunku, szli zupełnie gdzie indziej. Westchnęła więc, przeklinając w myślach to, jaka jest słaba, bo przecież powinna pokazać mu, że jest inaczej, że będzie stała przy swoim i powinna jakoś wytłumaczyć lepiej, o co jej chodziło, i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć "nie". Ale wtuliła się na krótki moment w jego bok, rozluźniając ciało. Niech mu będzie. Cała złość nagle wyparowała, chociaż na ten moment sama Olivia nie powiedziała ani słowa. Cholera wie, o czym myślała, ale że o czymś myślała - to było widać. Wyjątkowo była skupiona, nie strzelała wzrokiem na prawo i lewo, skupiła się na wymijaniu ludzi, bo niezbyt lubiła, jak ją potrącali. Czasem nie miała nic przeciwko, ale dzisiaj nie miała ochoty na obcy dotyk nieznajomych. To nie był klub, gdzie to nie miało znaczenia.
- Czasem strasznie mnie wkurzasz, wiesz? - mruknęła, gdy weszli do parku. Ot, tak z głupia frant palnęła, bo najwyraźniej coś tam w niej siedziało mocno, co domagało się ujścia, chociaż nie do końca potrafiła sklasyfikować co to było i o co chodziło. - Dobra, może faktycznie powinnam to rozegrać inaczej, ale nadal uważam, że coś trzeba było zrobić.
Zakończyła, chociaż dosłownie kilka minut temu sama dała wyraźnie znać, że nie będzie o tym rozmawiać. Spojrzała w kierunku fontanny i uśmiechnęła się lekko. Lubiła fontanny, szczególnie gdy było tak ciepło. Pokazała na ławkę niedaleko.
- Chodź, usiądziemy - wyślizgnęła się z jego uścisku z gracją i podskoczyła do fontanny. Sprawdzała, czy do tej również mugole wrzucali pieniądze. Ciągle ją zastanawiał ten zwyczaj - niby to miało przynieść szczęście, ale jak mogłoby szczęście przyjść do kogoś, kto tak marnował pieniądze? Olivia nachyliła się i jej wzrok pochwycił kilka monet. Jakieś dziecko najwyraźniej też było zafascynowane dnem fontanny, z tym że w nieco innym aspekcie, bo właśnie się przechylało i próbowało wyłowić pieniądze. Olivia zachichotała. Oby tylko nie wpadł, bo mimo iż było ciepło, to chodzenie w mokrych ubraniach nie było pewnie szczytem jego marzeń.
Ciężko opadła na wolną ławkę niedaleko i podwinęła nogi, by wbić wzrok w fontannę. Była ładna - widać było, że o nią dbali. Woda szemrała cicho i przyjemnie, a chłodna mgiełka unosiła się wokół niej jak jakaś srebrna aura. Nie przedstawiała niczego konkretnego, ot po prostu kamienne misy w różnych wielkościach, ale było w niej coś urokliwego. Zwłaszcza gdy dostrzegło się na samej górze ptaki, które chłodziły się w zimnej wodzie.
- Ładnie tu - powiedziała, rozglądając się dookoła. Było tu sporo osób, ale każdy był zajęty sobą lub swoją rodziną. Nie było tu też tłoczno, o dziwo. A szkoda, to było naprawdę piękne miejsce.