Toksyczne relacje z ludźmi były najbardziej drylujące. Jeszcze gorsze były te, w których ty czegoś oczekiwałeś, a druga strona tych oczekiwań spełnić nie mogła. Ewentualnie: nie chciała. Nie chciał negatywnie odnosić się do tego związku tylko dlatego, że Victorie to drażniło. Nie chciała słuchać o tym z jednej strony, co będzie dla niej dobre, a co nie, a z drugiej robiła wszystko w kierunku autodestrukcji. Kim on jednak był, żeby ją za to potępiać, skoro sam nie był lepszy? Nadzieje nosiły człowieka po dziwnych drogach. Budowały marzenia, że ktoś się zmieni, że jednak spojrzy na ciebie inaczej, że będzie lepiej. Utopijny stan, utopijna rzeczywistość. Temat tabu, a jednocześnie wcale nie żadne tabu, bo się o tym rozmawiało. Nie zmieniło się jego spojrzenie na ten temat nawet jeśli był w kobiecym ciele - ona kochała po prostu złą osobę. Stworzyła sobie lokatę uczuć, która nie procentowała, a tylko pochłaniała jej wydatki i inwestycje. Wpadały w czarną dziurę. Tak nie dało się zdrowo żyć.
Wypuścił ją z ramion, kiedy podeszła do herbaty, żeby zająć nią dłonie. Mówiła, a on spojrzał w końcu na te sukienki. Victoria miała przeróżne kreacje, niektóre go naprawdę zachwycały, a nawet połowy z nich nie widział i nie miał okazji zobaczyć. Niektóre właściwie były sukienkami jednej nocy - kupione na konkretną uroczystość, w której drugi raz się nie pokazywałeś. Nie wypadało. On też miał takie garnitury. Te sukienki jednak nie były kreacjami wieczorowymi. Nie o to im w końcu chodziło. Wizualizował sobie Victorię w tak intensywnej czerwieni, kiedy słuchał jej słów, dotykając palcami materiałów. Niektóre przelewały się przez dłonie, inne były dość sztywne. Ale zwyciężczyni mogła być tylko jedna. Albo i nie - mogło być ich kilka. Nie chciał zbyt wyzywającego kroju, szukał w tym elegancji. Dlatego, koniec końców, zatrzymał się przy prostej sukience z krótkim rękawkiem. Już widział czarne dodatki do niej, czarne buty, czerwone jak krew usta i czarny kapelusz. Na pewno wymagała dopracowania - rzucenia zaklęć, żeby dobrze na nim leżała, bo miał zupełnie inną budowę. I przede wszystkim - był wyższy.
- Isabella nie przyjęłaby dobrze żadnej twojej decyzji, która przeczy jej światopoglądowi. Tym bardziej nie mogła przyjąć czegoś, co tak mocno wchodziło w jej politykę. - Śluby były w końcu czysto polityczne, przynajmniej pomiędzy rodami takimi jak ich. Pomiędzy takimi rodzinami, gdzie nie rządziła miłość - tutaj rządziły wpływy i pieniądze, które chciałeś zatrzymać. Każdy chciał je mieć w swojej garści. - Dla niej nie robi to różnicy, czy byłaś bezpośrednio związana z zerwaniem tych zaręczyn, musiała na kimś wylać frustrację. - Może matki tak po prostu miały? Nie, nie miały. Ale wyemancypowane kobiety o zrujnowanych marzeniach już tak. Machnął różdżką, żeby pochować resztę ubrań z powrotem do szafy, zostawiając tylko tą jedną jedyną. - Rób swoje, Victorio. Nie pozwól Isabelli już wpłynąć na to, gdzie będziesz mieszkać i z kim złączysz swoje życie. - Spojrzał na nią zastanawiając się, czy nie wróci biegiem do matki, kiedy zamieszka już w Londynie i wyjdzie na to, że nie będzie wcale tak wesoło i tak dobrze, jakby się można było spodziewać. Zastanawiał się nad tym, ale z drugiej strony wiedział, że Victoria nie była lekkomyślna i brała to pod uwagę. A przynajmniej tak zakładał. Jej narzeczonego nawet nie wiedział jak skomentować ani co jej powiedzieć. Zależało jej na nim, jemu zależało na Victorii, ale koniec końców to wszystko tworzyło misz masz sprzeczności, który był bardzo trudny do ogarnięcia, kiedy nie miało się całego obrazu i dodatkowo nie znało drugiej strony. - Masz tyle problemów, Victorio, że nie powinnaś się angażować też w jego. Tak uważam. - Bo były pewne granice tego, co człowiek mógł zrobić. A tłumaczenie sobie, że "woli się skupić na kimś innym" było tylko dowodem na to, jak bardzo samemu sobie się nie radziło i jak bardzo można było w odwrotności zaszkodzić. Jej ojciec bardzo mądrze zrobił, że wydostał Olivię z tej kabały, z tej kłótni, ale z drugiej strony brzmiał jak zdrajca. Bo przecież powinien był chronić córkę, prawda? Taka powinna być rola ojca. - Wykorzystaj ten czas na wyprowadzkę. Przynajmniej nie blokuje ci drogi. To okazja. - Której żal byłoby nie wykorzystać. Którą, jego zdaniem, musiała wykorzystać.
Ściągnął z siebie koszulę, spoglądając na swoje piersi w odbicie lustra. Rozpiął pasek od spodni, by i je z siebie zsunąć - wszystko składał i odkładał na komodę na bok. Potem to spakuje i przy najbliższej okazji odda Victorii sukienkę. A może nawet kobieta będzie na tyle kochana, że pozwoli mu ją zachować na pamiątkę. Śmiesznie wyglądał w męskiej bieliźnie, nawet jeśli dopasowanej teraz do niego. No tak - bielizna. Jakoś o tym zupełnie nie pomyślał. Ale tą kupi, to akurat nie problem. Większym problemem było kupienie sukienki takiej, żeby mu się podobała, bo nawykł do tego, że wszystko szył mu krawiec na zamówienie. Albo krawcowa.