02.12.2023, 21:09 ✶
Hałas i zaklęcia – niestety gnana pośpiechem (a może i stety? Bo gdyby nie zaatakowała z miejsca – co by się wtedy stało z Cainem, hm? Czy wtedy też szale zwycięstwa byłyby w identyczny sposób przechylone – a może jednak byłoby zgoła inaczej?) nie zajęła się wyczarowaniem żadnej sfery, która zamknęłaby w sobie wydarzenia, których to grono było uczestnikiem. Z pewnością oszczędziłoby to uszy i ewentualnie oczy mugoli, ale… cóż.
W walce istniały pewne priorytety, czy tego się chciało czy nie.
Zacisnęła wargi, gdy cała trójka zniknęła, jak sen złoty. Jeden oberwał – nie, żeby nie czuła swego rodzaju satysfakcji z tego powodu, skądże znowu – ale… uciekli. Uciekli i… hm, w sumie najważniejsze, że Catherine była już bezpieczna. Przy odrobinie szczęścia – zastanowią się dobrze, zanim ponownie spróbują odstawić coś podobnego.
Przy odrobinie szczęścia…
Ale przecież nadzieja była matką głupców; stąd też Bones nie zakładała, że nic podobnego w przyszłości już się nie wydarz, byłoby to najczystszą głupotą.
- Mamy. – potwierdziła krótko, opuszczając dłoń z różdżką. Ruszyła się ze swego miejsca, kierując tam, gdzie znajdował się śmierciożerca, którego zraniła Heather. Lepiej nie pozwalać, by wraz z nastaniem świtu ktoś przypadkiem odkrył niewyjaśnione krwawe plany, stąd też miała zamiar najpierw posprzątać. Ot, tyle dobrego, że te gnojki już się wpakowały za żywopłot, walka nie toczyła się bezpośrednio na ulicy, więc porządne podlanie trawnika powinno było załatwić sprawę…
- Daj mi tylko dosłownie chwilkę, to pójdziemy i spróbujemy – poprosiła jeszcze, machając w tym czasie patykiem. Niech woda wszystko zmyje, niech ziemia pochłonie… I wyśliznęła się na ulicę, żeby pójść za Bletchleyem i spróbować pomóc mu w tym, co chciał zrobić. Tylko tyle… lub aż tyle? Może i kobieta była mugolką, może i zaklęcia same w sobie i tak się wyczerpywały i tak, ale jeśli użyli czegoś gorszego niż tylko czaru, no to… dlaczego pozwalać, by miała pozostać w takim stanie?
W walce istniały pewne priorytety, czy tego się chciało czy nie.
Zacisnęła wargi, gdy cała trójka zniknęła, jak sen złoty. Jeden oberwał – nie, żeby nie czuła swego rodzaju satysfakcji z tego powodu, skądże znowu – ale… uciekli. Uciekli i… hm, w sumie najważniejsze, że Catherine była już bezpieczna. Przy odrobinie szczęścia – zastanowią się dobrze, zanim ponownie spróbują odstawić coś podobnego.
Przy odrobinie szczęścia…
Ale przecież nadzieja była matką głupców; stąd też Bones nie zakładała, że nic podobnego w przyszłości już się nie wydarz, byłoby to najczystszą głupotą.
- Mamy. – potwierdziła krótko, opuszczając dłoń z różdżką. Ruszyła się ze swego miejsca, kierując tam, gdzie znajdował się śmierciożerca, którego zraniła Heather. Lepiej nie pozwalać, by wraz z nastaniem świtu ktoś przypadkiem odkrył niewyjaśnione krwawe plany, stąd też miała zamiar najpierw posprzątać. Ot, tyle dobrego, że te gnojki już się wpakowały za żywopłot, walka nie toczyła się bezpośrednio na ulicy, więc porządne podlanie trawnika powinno było załatwić sprawę…
- Daj mi tylko dosłownie chwilkę, to pójdziemy i spróbujemy – poprosiła jeszcze, machając w tym czasie patykiem. Niech woda wszystko zmyje, niech ziemia pochłonie… I wyśliznęła się na ulicę, żeby pójść za Bletchleyem i spróbować pomóc mu w tym, co chciał zrobić. Tylko tyle… lub aż tyle? Może i kobieta była mugolką, może i zaklęcia same w sobie i tak się wyczerpywały i tak, ale jeśli użyli czegoś gorszego niż tylko czaru, no to… dlaczego pozwalać, by miała pozostać w takim stanie?