02.12.2023, 21:31 ✶
Zakasłała, wypluwając morską wodę. Najchętniej też zwymiotowałaby, bo nałykała się tej sporo, ale… brakowało jej na to sił.
– Kogo? – zapytała Brenna, i ten żart chyba kosztował ją resztkę sił, bo też osunęła się na piasek i po prostu zwinęła na nim w kłębek. Też wyglądała źle. Włosy zlepione morską wodą, przemoczone ubranie, zaczerwienione oczy, noga pokryta sinymi śladami tam, gdzie zacisnęły się palce druzgotka. – Tylko co drugi dzień – odparła pół żartem, pół serio, bo… miała po prostu talent do pakowania się w tak paskudne sytuacje. Zacisnęła na moment powieki, myśląc o tym, że powinna wstać. Musiała wstać, bo było jej tak cholernie zimno, mimo promieni słońca padających na twarz, i Olivia też na pewno była przemarznięta. W ich płucach mogła być woda. Gdyby zasnęły po prostu na tej plaży, mogły nigdy się nie obudzić. Poza tym należało jak najszybciej ściągnąć tutaj ekipę, która zabezpieczy jaskinię.
A jednak…
Tak bardzo chciało się jej spać.
Tym, co ostatecznie zmusiło ją, by usiąść – policzek miała teraz zapiaszczony, podobnie jak ubranie, piasek i jakiś wodorost znalazły się i w jej włosach – były kolejne słowa Olivii. Uratowała? Kurwa, akurat.
– Najpierw je naraziłam – mruknęła, bo gdyby się tu nie znalazła, Quirke nigdy nie weszłaby na górę. Wciągnęła powietrze w płuca, głęboko (oddychanie, oddychanie było takie cudowne, ludzie nie doceniali oddychania) i uniosła dłoń. Palce wciąż zaciskała na różdżce, chociaż jej ręka drżała z zimna: tak mocno, że dopiero za trzecim razem zdołała rzucić zaklęcie i otoczył je podmuch ciepłego powietrza. Nie był dość silny, by wysuszyć je zupełnie, ale przynajmniej zrobiło się im cieplej i choć trochę przeschły ich koszule. – Odejdziemy od wody. Chwilę odpoczniemy. I teleportuję się do Ministerstwa – powiedziała Brenna, powoli dźwigając się na nogi. I uśmiechnęła się do Olivii, jak gdyby nigdy nic, wyciągając dłoń, by pomóc wstać i jej.
W końcu przeżyły. Świeciło słońce i szumiało morze, a one czuły słoneczne promienie na skórze, słyszały ten szum i nawoływania mew.
To było najważniejsze.
– Kogo? – zapytała Brenna, i ten żart chyba kosztował ją resztkę sił, bo też osunęła się na piasek i po prostu zwinęła na nim w kłębek. Też wyglądała źle. Włosy zlepione morską wodą, przemoczone ubranie, zaczerwienione oczy, noga pokryta sinymi śladami tam, gdzie zacisnęły się palce druzgotka. – Tylko co drugi dzień – odparła pół żartem, pół serio, bo… miała po prostu talent do pakowania się w tak paskudne sytuacje. Zacisnęła na moment powieki, myśląc o tym, że powinna wstać. Musiała wstać, bo było jej tak cholernie zimno, mimo promieni słońca padających na twarz, i Olivia też na pewno była przemarznięta. W ich płucach mogła być woda. Gdyby zasnęły po prostu na tej plaży, mogły nigdy się nie obudzić. Poza tym należało jak najszybciej ściągnąć tutaj ekipę, która zabezpieczy jaskinię.
A jednak…
Tak bardzo chciało się jej spać.
Tym, co ostatecznie zmusiło ją, by usiąść – policzek miała teraz zapiaszczony, podobnie jak ubranie, piasek i jakiś wodorost znalazły się i w jej włosach – były kolejne słowa Olivii. Uratowała? Kurwa, akurat.
– Najpierw je naraziłam – mruknęła, bo gdyby się tu nie znalazła, Quirke nigdy nie weszłaby na górę. Wciągnęła powietrze w płuca, głęboko (oddychanie, oddychanie było takie cudowne, ludzie nie doceniali oddychania) i uniosła dłoń. Palce wciąż zaciskała na różdżce, chociaż jej ręka drżała z zimna: tak mocno, że dopiero za trzecim razem zdołała rzucić zaklęcie i otoczył je podmuch ciepłego powietrza. Nie był dość silny, by wysuszyć je zupełnie, ale przynajmniej zrobiło się im cieplej i choć trochę przeschły ich koszule. – Odejdziemy od wody. Chwilę odpoczniemy. I teleportuję się do Ministerstwa – powiedziała Brenna, powoli dźwigając się na nogi. I uśmiechnęła się do Olivii, jak gdyby nigdy nic, wyciągając dłoń, by pomóc wstać i jej.
W końcu przeżyły. Świeciło słońce i szumiało morze, a one czuły słoneczne promienie na skórze, słyszały ten szum i nawoływania mew.
To było najważniejsze.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.