02.12.2023, 22:52 ✶
Im więcej czasu mijało, tym bardziej był rozluźniony i wesoły. Niedużo brakowało do tego, żeby zaczął z nią jeszcze bezczelniej flirtować, chociaż gdzieś z tyłu głowy uciskała go wizja smutnego Alexandra. Tak to już niestety z nim było, że niby głowa krzyczała nie, niby nie wypadało, a on i tak w takie rzeczy brnął jak skończony pajac. Po prostu nie potrafił się powstrzymać.
- Okej, okej - powiedział do niej wesoło, no bo się przecież nie będzie z nią o to wykłócał - to była zaczepka, a nie próba wmówienia jej kompleksów. Wyszczerzony przekręcił głowę w bok i zmierzył ją wzrokiem. Nie było tu dużo do mierzenia - była tak niziutka, że nawet przy nim prezentowała się dosyć mizernie, a ze swoich obserwacji wysnuł, że nie należał do najwyższych gości, ale może to kwestia towarzystwa, w którym się obracał? - Czyli jedziesz. - No dobrze. Nie wykorzysta sytuacji do tego, żeby zabrać tam kogoś, na kim mu już teraz naprawdę zależało. Siostra brzmiała jakoś lepiej i prościej, niż tłumaczenie tu teraz zawiłości swoich relacji, ale oczywiście, że chciałby tam zabrać któregoś z typów, których sobie okręcił wokół palca, albo... dla żartu napisałby do samego Perseusa Blacka - tym razem to on by mu zafundował bilet - pewnie by się uśmiał chłopak, chociaż nic mu pewnie nie zrekompensuje tego, jak długo musiał trzymać Flynnowi włosy, kiedy rzygał po winie wartym więcej niż cała kawiarnia stojącej przed nim dziewczyny. Dla Nory Paryż był marzeniem, dla Flynna... miejscem wielu ciekawych wspomnień. Wiedział już nawet jakie miejsca chciałaby ominąć szerokim łukiem.
- Byliśmy dopiero na pierwszej randce, a ty już mnie kusisz, żebym przyszedł do ciebie do domu? A co jak nie jestem taki łatwy? - Nawiązywał oczywiście do bycia najlepszą cukierniczką, jaką widziało to pozbawione bogów miasto. Jedzenie nie było czymś, wokół czego kręciło się jego życie, ale fakt faktem - słodycze akurat uwielbiał. Za absolutnie wszystko. Za ciekawe kształty, za tekstury, aromaty i przypływ radości, jaki dawało mu napchanie się cukrem. Na imprezach zawsze się kładzie na stolikach ciasta, żeby wszyscy skubali je powoli wraz z rozwojem ploteczek, ale kiedy zapraszało się tam jego, to trzeba było to porcjować, jeżeli miało wystarczyć do nocy. Wstyd mu nie było. Wręcz przeciwnie, uważał to za niebywały komplement dla gospodarza.
- Pudło, słodziutka.
A tak na serio - jaka była w ogóle szansa na odgadnięcie bycia akrobatą i monterem zabezpieczeń? Czy istniał jakikolwiek człowiek w historii świata mogący mierzyć się intelektualnie z tak debilnym połączeniem? A jednak stał tu przed nią - gibki i zdolny, absurdalnie inteligentny jak na kogoś mającego tak idiotyczne przekonania i z kogo ust wydobywały się tak idiotyczne wypowiedzi. Wszechświat był nieco pijany, kiedy go tworzył. Albo bardzo, bardzo smutny.
- Czyli jedziemy razem i nie w weekend. Czy coś jeszcze wymaga omówienia, zanim przyjmiemy nagrodę?
Uniósł w górę brew. Tak. Musiał przypomnieć sobie jakie fałszywe nazwisko wymyśliła mu Layla wpisując go na tę kartkę. Coś... Coś pamiętał, ale mgliście. Pewnie się z nim przywitają, może już mieli ten papier wypełniony...
- Okej, okej - powiedział do niej wesoło, no bo się przecież nie będzie z nią o to wykłócał - to była zaczepka, a nie próba wmówienia jej kompleksów. Wyszczerzony przekręcił głowę w bok i zmierzył ją wzrokiem. Nie było tu dużo do mierzenia - była tak niziutka, że nawet przy nim prezentowała się dosyć mizernie, a ze swoich obserwacji wysnuł, że nie należał do najwyższych gości, ale może to kwestia towarzystwa, w którym się obracał? - Czyli jedziesz. - No dobrze. Nie wykorzysta sytuacji do tego, żeby zabrać tam kogoś, na kim mu już teraz naprawdę zależało. Siostra brzmiała jakoś lepiej i prościej, niż tłumaczenie tu teraz zawiłości swoich relacji, ale oczywiście, że chciałby tam zabrać któregoś z typów, których sobie okręcił wokół palca, albo... dla żartu napisałby do samego Perseusa Blacka - tym razem to on by mu zafundował bilet - pewnie by się uśmiał chłopak, chociaż nic mu pewnie nie zrekompensuje tego, jak długo musiał trzymać Flynnowi włosy, kiedy rzygał po winie wartym więcej niż cała kawiarnia stojącej przed nim dziewczyny. Dla Nory Paryż był marzeniem, dla Flynna... miejscem wielu ciekawych wspomnień. Wiedział już nawet jakie miejsca chciałaby ominąć szerokim łukiem.
- Byliśmy dopiero na pierwszej randce, a ty już mnie kusisz, żebym przyszedł do ciebie do domu? A co jak nie jestem taki łatwy? - Nawiązywał oczywiście do bycia najlepszą cukierniczką, jaką widziało to pozbawione bogów miasto. Jedzenie nie było czymś, wokół czego kręciło się jego życie, ale fakt faktem - słodycze akurat uwielbiał. Za absolutnie wszystko. Za ciekawe kształty, za tekstury, aromaty i przypływ radości, jaki dawało mu napchanie się cukrem. Na imprezach zawsze się kładzie na stolikach ciasta, żeby wszyscy skubali je powoli wraz z rozwojem ploteczek, ale kiedy zapraszało się tam jego, to trzeba było to porcjować, jeżeli miało wystarczyć do nocy. Wstyd mu nie było. Wręcz przeciwnie, uważał to za niebywały komplement dla gospodarza.
- Pudło, słodziutka.
A tak na serio - jaka była w ogóle szansa na odgadnięcie bycia akrobatą i monterem zabezpieczeń? Czy istniał jakikolwiek człowiek w historii świata mogący mierzyć się intelektualnie z tak debilnym połączeniem? A jednak stał tu przed nią - gibki i zdolny, absurdalnie inteligentny jak na kogoś mającego tak idiotyczne przekonania i z kogo ust wydobywały się tak idiotyczne wypowiedzi. Wszechświat był nieco pijany, kiedy go tworzył. Albo bardzo, bardzo smutny.
- Czyli jedziemy razem i nie w weekend. Czy coś jeszcze wymaga omówienia, zanim przyjmiemy nagrodę?
Uniósł w górę brew. Tak. Musiał przypomnieć sobie jakie fałszywe nazwisko wymyśliła mu Layla wpisując go na tę kartkę. Coś... Coś pamiętał, ale mgliście. Pewnie się z nim przywitają, może już mieli ten papier wypełniony...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.