03.12.2023, 00:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 20:33 przez Rabastan Lestrange.)
Po dosyć burzliwej rozmowie z ojcem, udało mu się wywalczyć wypożyczenie karocy na ten dzień. Chciał odwiedzić pannę Black w jej pracy i może skorzystać z okazji, żeby wybyli na lunch do jakiejś knajpy na Pokątnej. Podobno przed paroma tygodniami w magicznej dzielnicy otworzyła się kawiarnia o bardzo dobrych opiniach. Wypadałoby sprawdzić, czy recenzje na mieście miały w sobie ziarno prawdy. Tylko dlatego zawitał dziś do Ministerstwa Magii.
Dotychczas wydawało mu się, że praca tutaj w dużej mierze polegała na tym, że siedziało się za biurkiem, zagryzało się ciastkiem poranną herbatę i dbano o to, aby kolejka petentów zmniejszała się w regularnym, acz niezastraszającym tempie. W końcu, gdyby ktoś zauważył, że praca idzie zbyt dobrze, to kierownik działu zaraz zacząłby gadkę o zwiększeniu produktywności u reszty pracowników. Niestety, tym razem Rabastan nie miał okazji zobaczyć Bellatriks obsługującej złaknionych pomocy czarodziejów.
— Kto to widział, żeby o tak wczesnej porze robić wypad w teren? — mruknął pod nosem, naciągając kaptur ciemniej bluzy głębiej na twarz.
Nie miał ochoty czekać w poczekalni, toteż kierował się prosto do wyjścia. Nie podobało mu się tutaj. Korytarze Ministerstwa Magii niebezpiecznie kojarzyły mu się ze szpitalem – może to kwestia tych wszystkich urzędników, którzy niczym lekarze przemykali między gabinetami, jakby od tego zależało życie wszystkich pracowników departamentu? Odetchnął ciężko, gdy drzwi windy w końcu się uchyliły.
Na widok samotnej czarownicy, Lestrange cofnął się o pół kroku. Przez moment przeszło mu przez myśl, że w sumie, to mógłby dostać się na parter schodami, jednak... Chyba był na to zbyt leniwy. Koniec końców wszedł do środka, przycisnął przycisk odpowiedniego piętra i zaszył się w rogu metalowej puszki.
Przymknął oczy, gdy winda ruszyła, jednak chwilę później wybałuszył je, gdy od strony sufitu zaczęło się wydobywać głośne turkotanie i stukanie, a następnie brzęczenie jakby koła zębate nagle zaczęły się obijać o metalowy pręt. Rabastan zerknął kontrolnie na towarzyszącą mu czarownicę. Mogła być pracownicą i coś wiedzieć na ten temat!
— To tak na co dzień wygląda? — rzucił głośno, próbując przekrzyczeć niepokojące odgłosy maszyny.
Dźwięki nie ustępowały, a wręcz tylko przybierały na sile wraz z tym, jak winda pędziła w górę, pokonując kolejne piętra. Zaklęta tablica z przyciskami wskazała, że zbliżali się do parteru, jednak wtedy... Winda stanęła, sprawiając, że zarówno Rabastan, jak i panna Peppa zachwiali się, tracąc równowagę.
Dotychczas wydawało mu się, że praca tutaj w dużej mierze polegała na tym, że siedziało się za biurkiem, zagryzało się ciastkiem poranną herbatę i dbano o to, aby kolejka petentów zmniejszała się w regularnym, acz niezastraszającym tempie. W końcu, gdyby ktoś zauważył, że praca idzie zbyt dobrze, to kierownik działu zaraz zacząłby gadkę o zwiększeniu produktywności u reszty pracowników. Niestety, tym razem Rabastan nie miał okazji zobaczyć Bellatriks obsługującej złaknionych pomocy czarodziejów.
— Kto to widział, żeby o tak wczesnej porze robić wypad w teren? — mruknął pod nosem, naciągając kaptur ciemniej bluzy głębiej na twarz.
Nie miał ochoty czekać w poczekalni, toteż kierował się prosto do wyjścia. Nie podobało mu się tutaj. Korytarze Ministerstwa Magii niebezpiecznie kojarzyły mu się ze szpitalem – może to kwestia tych wszystkich urzędników, którzy niczym lekarze przemykali między gabinetami, jakby od tego zależało życie wszystkich pracowników departamentu? Odetchnął ciężko, gdy drzwi windy w końcu się uchyliły.
Na widok samotnej czarownicy, Lestrange cofnął się o pół kroku. Przez moment przeszło mu przez myśl, że w sumie, to mógłby dostać się na parter schodami, jednak... Chyba był na to zbyt leniwy. Koniec końców wszedł do środka, przycisnął przycisk odpowiedniego piętra i zaszył się w rogu metalowej puszki.
Przymknął oczy, gdy winda ruszyła, jednak chwilę później wybałuszył je, gdy od strony sufitu zaczęło się wydobywać głośne turkotanie i stukanie, a następnie brzęczenie jakby koła zębate nagle zaczęły się obijać o metalowy pręt. Rabastan zerknął kontrolnie na towarzyszącą mu czarownicę. Mogła być pracownicą i coś wiedzieć na ten temat!
— To tak na co dzień wygląda? — rzucił głośno, próbując przekrzyczeć niepokojące odgłosy maszyny.
Dźwięki nie ustępowały, a wręcz tylko przybierały na sile wraz z tym, jak winda pędziła w górę, pokonując kolejne piętra. Zaklęta tablica z przyciskami wskazała, że zbliżali się do parteru, jednak wtedy... Winda stanęła, sprawiając, że zarówno Rabastan, jak i panna Peppa zachwiali się, tracąc równowagę.