• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent

[29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
03.12.2023, 01:15  ✶  

Gdyby te kłamstwa były owadami za oknem, to tego lata zawładnęłyby jego domem. Przecież otwierasz okna latem - tak poznajesz zmianę pory roku. Dostrzegał w tym jednak większą finezję - w zmieniającym się świecie. Nie był zamknięty ścianami Londynu - toczył swoje przeznaczenie po zielonych łąkach i pokrytych śniegiem bezdrożach. Ciągły cykl był bardziej odznaczony w jego kalendarzu, ale wiedziałeś, że już na pewno wiosna, kiedy pojawiały się komary i na pewno to lato, kiedy zaczynały latać muchy. Takie brzydkie, ale bezkompromisowe wyznaczniki, które może pasowałyby nawet do Esme. Laurent powiedziałby, że poznaje wiosnę po pierwszym świergocie skowronka. Po przebiśniegach, które zaczynały wysuwać swoje łodygi, a potem żonkilach, które zamieniały się w małe słoneczka. Nie było w tym wulgarności i brzydoty. Prawda nie była wcale kompromisowa. Wiara w prawdę swoją i prawdę świata - oto była naiwność. Hipokryzja - tak, właśnie. A to ponoć Laurent był tutaj naiwny... ale on chociaż nie okłamywał samego siebie, że te kłamstwa w postaci leniwych owadów w ogrodzie są tak naprawdę prawdami, tylko jego własnymi. To było chyba najsmutniejsze w człowieku, którego przed sobą widział, że był tak szaleńczo zakochany, żeby nie dostrzegać w tym choroby. Prawda się nie odezwie pierwsza, będzie tylko na ciebie oceniająco spoglądać. Zamknąłeś jej usta na wieku wieków, miała opaskę na oczach. Laurent nazwałby ją Kaleką. W ostateczności - bardzo pokrzywdzoną Temidą.

Nie dało się jednak ukryć, że palcem łatwo wytykać i o kłamstwo oskarżać, podczas gdy niektóre przypowieści znamy tylko my sami. I tylko my samym sobie możemy być sędziami i wyznacznikami prawidłowości tego kursu. Przejechałbyś się mugolskim samochodem po ulicach Pokątnej to zobaczyłbyś, ile takich "prawd" może się pojawić, a każda z innej strony, każda inna. Wyceny, oceny, jakbyś był klaczą wystawioną na wybieg, ogierem do wyścigów. Ocenią twoje uzębienie, krok, uśmiech. Wszystko tu było na sprzedaż, Temida również. Rozebraliby ją z godnych szat i zabraliby z dłoni wagę, w końcu nawet pocięli jej kawałki, bo ktoś by pomyślał, że to się sprzeda święta relikwia, wybudujemy z nią kolejny kościół! Tak, w oczach tych przypadkowych przechodniów nie miała znaczenia ta najwyższa z wartości wyznawana przez Esme. Za to miała pełne znaczenie dla Laurenta. To miało znaczenie, co mówili inni, jak na ciebie spoglądali i jak chcieli cię dotykać. To miało całe znaczenie tego świata. Bo potem to jego będą pokazywali. O nim szeptali. Niektóre z tych słów już stawały mu w gardle, kiedy były mu wyrzucane. I cóż? Były prawdami, którymi się dławił i które go zabijały. Jednym z okropnych odkryć było zobaczenie, że w ostatecznym rozrachunku jest też wiele prawd, które samemu sobie wciskasz, a są zaledwie zaślepkami na twoich oczach. Wystarczy podnieść klapy, by zamiast mugolskiego pojazdu dostrzec karocę zaprzęgniętą w abraksany. Prawda zaś była dyktowana słowami wygranych - bo zwyciężonych nikt nie pytał, czy nie mieli racji. Historia tego uczyła, uczyła tego teraźniejszość. To nie Ty decydujesz o prawdzie, dopóki nie wygrasz. A nawet wtedy wystarczy jeden zły występ i prawdą stanie się to, co powiedzą ludzie. Bez znaczenia, jaka będzie naprawdę ta śliczniutka Prawda. Laurent jednak doskonale widział, dlaczego ich doświadczenia były w tym tak odmienne. Esme ruchy nie były śledzone i nie groziła mu utrata wszystkiego, jeśli powie słowo czy dwa za dużo.

Jeśli kłamiesz wszystkich wokół to przestawałeś być kochankiem Prawdy. Zaczynałeś być kochankiem Fałszu.

Nagle ten cały obraz całkowicie skręcał i po przyjrzeniu się już wszystkim wersjom, każdemu kłamstwu i każdej prawdzie, pozostawało stanąć przed sobą samym. Przed lustrem. Okłamywanie samego siebie było najdoskonalszym z kłamstw, a głębokie poznanie swojej osobowości pozwalało działać w tym kierunku... ale pozwalało też tego unikać. We wszystkich turbulencjach, jakie pomięte płótno i rozwalające się na boki ramy obrazu Esme przeszły chciało się aż powiedzieć, że wkroczył do perfekcji. Tylko że perfekcja w ujęciu ludzkiego wnętrza chyba nie istniała. Głównie dlatego, że przechodziła ciągłą zmianę i modulację.

- Koń z blizną na ciele nie jest już wypuszczany na wystawy, by cieszył oczy ludzi. - Zgadzał się ze swoją macochą, że ludzie byli jak konie rozpłodowe w świecie czarodziei czystej krwi. Dobierasz te, które przyniesie ci najwięcej korzyści. Czasem chodzi o geny, czasem o osiągnięcia, innym razem o politykę, ale koniec końców przelewają się za tym pieniądze, kariery i inne układy, jakich pozornie nie widać. Wiedział o tym dużo - jego rodzina była mistrzami powierzchowności. Dlatego tak bardzo nie lubili się z biurem brygadzistów, gdzie rodzina Longbottomów pozostawała nieprzekupna i chętna do zamykania ich kolejnych nielegalnych interesów. Duma leżał spokojnie i obserwował, ale ani myślał się ruszyć, nie kiedy brakowało tu gwałtownych i agresywnych ruchów. Laurent zaś lekko zadrżał i napiął się od tego dotyku. Rany lubiły mieć to do siebie, że bolały. Nawet po zagojeniu. A ta była całkiem świeża. Spojrzał na znamię uniesionej ręki, które było bardzo... ciężkim wspomnieniem. Jak ktoś może chcieć odebrać sobie życie dobrowolnie? Przeciąć tę pętle, nie dążyć do nieskończoności? Nie rozumiał. Jak bardzo trzeba cierpieć, żeby do samobójstwa dążyć? Nie rozumiał, a jednak żałował, że ojciec w ogóle sprowadził go na ten świat. Że jego rodzicielka była taka głupia, żeby związać się z czarodziejem, którzy nie mieli serc we właściwym miejscu i sprowadzali cierpienie. Głupia, głupia Istota Morza. Powinna była się go pozbyć i wracać w odmęty niebieskie. Choć specjalnie dla niej życzyłby, żeby były różowe. Szczęśliwe - nie smutne.

To były głębokie słowa, które wpełzały do jego serca i delikatnie je szturchały. Miłe słowa, które przyprawiały o uśmiech mimo tego, jak długo przypatrywał się swojej bliźnie - na tyle, że spojrzenia Esme słane Dumie mu umykały, bo chyba by zaczął go zapewniać w tym momencie, że stworzenie niczego mu nie zrobi - gdyby tej pewności nie miał to by go tutaj nie zabierał. Ślepia Dumy teraz skupiły się na latającej pod sufitem jaszczurce - był nią chwilowo bardziej zainteresowany, nawet zaczął trochę zamiatać podłogę ogonem.

- Nie ma piękna w cierpieniu, nie wierzę, że ból uszlachetnia. Wierzysz w to? - Ułożył z powrotem rękę na oparciu fotela, zakładając nogę na nogę. Drugą dłonią sięgnął do perłowego kolczyka, lekko go muskając, żeby zaraz przenieść palce na złoty łańcuszek na szyi. - Widzę tam tylko brzydotę. A ta wrażliwość, która brzmi tak słodko, to kamień ciągnący w dół i brzytwa raniąca skórę. - Czy Esme coś o tym wiedział? W całym swoim nieopamiętaniu i jednocześnie bardzo świadomych machinacjach, w tej kontroli bez kontroli, szaleństwie w psychicznym zdrowiu - wiedział? Jakie to upadlające, jak bardzo zgniatało człowieka, kiedy chciałeś żyć w spokoju i dostatku? Czemu sam był tak sponiewierany i gdzie zagubił te emocje, które z roku na rok wyciekały z niego jak woda z niedokręconego kranu w umywalce? - Mam w sobie bardzo wiele goryczy i żalu. Ale nic się nie zmieniło. Nadal niosę to samo pragnienie przez lata. Ciekaw jestem - jak długo jeszcze wytrzymam? - Rzucił to pytanie jakby bardziej pytał siebie samego niż Esme, z którym rozmawiał. Przesunął palcami po własnej linii szczęki. - Ale! - Uśmiechnął się na powrót. Uniósł dłoń z blizną i pokręcił nią znacząco, by wiadomo było, o czym mówi. - Z tym mam związaną całkiem bogatą historię. Bajki jednak opowiadam przy kawie albo chociaż herbacie. - Bo Laurent bajki potrafił opowiadać. Chociaż to nie miała być bajka najlepsza dla dzieci. I Esme mógł to też potraktować, jak tylko chciał - a Laurent był ciekaw, jak właśnie to potraktuje. Jak zaproszenie na jedno z tych? Żądanie, by takową dostać? Machnie ręką i stwierdzi, że nie potrzebuje? Albo jeszcze coś dziwniejszego, czego zupełnie nie wziąłby pod uwagę.

Jaka szkoda, że nie mógł tego serca zachować na kilka chwil dłużej, żeby na pewno je ogrzać. Może to nie przyniosłoby goryczy..?

- Lubię niebieski. - Jakże banalne stwierdzenie wobec tak niebanalnych słów, jakie słyszał od Esme. Które przelewały się przez jego usta i płynęły do niego słodyczą, pochwałami i admiracją. Tylko - czemu? Ciągle było dla niego zagadką, dlaczego akurat Esme szuka tych pięknych słów i układa je w piękne zdania, czemu stymuluje swój mózg - a może ten mózg jest stymulowany? Laurent starał się osiągnąć to drugie, ale ze staraniami bywało różnie. Mężczyzna tak lgnący do piękna, ale nie chcący go dotknąć - Esme był fenomenem. Jak miałby nie chcieć spoglądać na jego reakcje i słuchać kolejnych słów w różnych wydaniach i przy różnych okazjach, skoro za każdym razem dostawała te znaki zapytania, po których przesuwał palcami i potem chciał sprawdzić ich smak na swoim języku. Ale to krótkie zdanie, w obliczu wszystkiego, co zostało powiedziane, miało być jego kropką. Bo lubić można różne rzeczy i na różne sposoby, a tym bardziej kiedy niebieski został przedstawiony w tak wielu znaczeniach wraz z wypowiedzią ciemnowłosego. Nie potrzebował mu dawać przyzwoleń na mówienie i nie potrzebował nawet szukać takich nieprawidłowości. Laurent bardzo lubił, kiedy to druga strona była u sterów. Wystarczyło mu, że miał na głowie kontrolowanie całego interesu - w relacjach towarzyskich chciał przestać się napinać i pilnować. - Ach, Esme... - Zaśmiał się i przekrzywił głowę, żeby oprzeć ją na zgiętej ręce. - Czy ja jestem dla ciebie dziełem sztuki? - Czym było dzieło sztuki? Mogliby na ten temat dalej podywagować. Lecz znów był ciekaw, jak to pytanie zostanie zinterpretowane. Żywa praca mózgu - Esme stworzył tutaj bardzo stabilną przestrzeń, mały azyl bezpieczeństwa - swoim przytuleniem, swoimi słowami, jakby chciał głupiutkiego chłopca upomnieć, o czym zapomina. Miał rację - zapominał. Albo raczej - nie wierzył w to. W piękno swojego wnętrza. Teraz już nawet nie widział piękna swojego ciała, które było zniszczone najgorszą z chorób - życiem. Laurent nie czuł się szlachetny, chociaż miał wiele szlachetnych pobudek. Natomiast bywały momenty, takie jak te, że czuł się królewsko. Czuł się na miejscu - swoim własnym miejscu, jakiekolwiek by ono nie było. Gdzie przypominał sobie pewność siebie płynącą ze swego wyglądu i umiejętności manipulacji. Mógłby być księciem z najwyższej wieży czekającym na... na swojego księcia.

Podstawową zasadą było - daj się zaskoczyć. Przyszedł tutaj i czego oczekiwał? Stymulacji. To jednak było pewne - nie wierzył, żeby Esme, nawet zmieniając się, nie mógł tego zapewnić. Że nie zamierzał tego dać. Już mu to dał, a minęło... no może nie kilka minut, ale parę chwil. Rozłożył więc ręce na boki, kiedy padły słowa o tym, żeby się nie zawiódł. Był tylko człowiekiem - tak samo jak Esme. Nawet w całym tym popierdolonym pokręceniu i porównaniach, nawet w lapisie lazuli, nawet z magiczną perłą robiącą za kolczyk i bestią pod nogami, która pomyliła Piekło z Rajem. Czy Raj z Piekłem..? Była gładkość w tym ruchu. To nie był ruch obojętności i nie był ruch poddaństwa. To nie był ruch pokazujący cokolwiek poza nim samym. Ten ruch, mimo tego, że wyglądał jak otwieranie rąk kogoś, do kogo mierzono z pistoletu, był ruchem człowieka, który nie bał się tej kuli, tego pistoletu, albo tego, kto mierzy. Nie, to nawet nie to, że się nie bał - bo tylko głupcy się nie bali. To był ruch osoby, która wiedziała, że potrafi grać. Dlatego gotowa była podjąć wyzwanie.

- Nie da zyskać wielkich wartości jeśli niczego nie ryzykujesz. - To był niestety fakt. Łatwy zarobek przychodził do ludzi raz na milion. Osoby, które miały majętne rodziny tak miały, ale to inna sprawa. Laurent niczego nie chciał z majątku rodziny, nawet jednego galeona. Tak, z łatwością przyrównywał uczucia do pieniędzy, a raczej - ludzi do pieniędzy. Bo bardzo wiele rzeczy można było kupić, ale akurat nie o to chodziło w tej metaforze. To było dla niego bardzo klarowne - że ludzie między sobą musieli w siebie inwestować, żeby pojawiły się pozytywne emocje zwrotne. Dopóki jednak inwestowałeś sam jeden i nie pojawiała się reakcja to okazywało się, że zostawałeś bankrutem.

Przyglądał się smoczognikowi, tak samo zresztą jak Duma. Te istoty były urocze, naprawdę. I naprawdę niebezpieczne, chociaż wydawały się tylko miniaturkami swoich wielkich kuzynów. Widział już raz popiół, jaki zostawiły krzesając ogień - o jeden raz za dużo. Jak się okazywało Beksa wcale nie był taki nieposłuszny ani nieskory do współpracy. Albo to może jakiś wyjątek od reguły? Nie. Zarówno jeden jak i drugi wiedzieli, co robią. I ufali sobie w tym, co robią. Tkwiło w tym porozumienie, nawet jeśli na bardzo prostym poziomie. Czarodzieje, którzy przygarniali magiczne stworzenia i odpowiednio ich nie wychowywali od małego robili im krzywdę. Wychować można było na różne sposoby, nawet nie chodziło o treningi, sztuczki, komendy. Ze zwierzętami było jak z dziećmi - musisz je przystosować do życia. Inaczej będą zagubione i inni będą wokół nich zagubieni. Należało tylko też uważać na to, żeby w całym procesie nie zrobić im czegoś złego. Sztuka wychowywania była trudna, nie trzeba było być treserem stworzeń ani rodzicem, żeby zdawać sobie z tego sprawę.

- Dotąd wobec mnie nie byłeś. Zobaczę, czy to się zmieniło. - W jego oczach może pobierał duże sumy, ale w oczach Laurenta zyskiwał z naddatkiem sam na tych spotkaniach. Szczęście albo nieszczęście w darze dostał łatwość dopasowania się do sytuacji. Zazwyczaj była to łatwość. Duma szczeknął, kiedy Beksa się poderwał do lotu, unosząc się (choć nadal leżał) i przechylając łeb, kiedy smoczognik usiadł na głowie Esme. Laurent sam śledził ten lot - smoczognik i Esme byli ewidentnie w niemym porozumieniu między sobą, bo doskonale zgrał się ten rozpraszacz ze słowami mężczyzny, które były tak dobrym przecięciem ich dotychczasowej atmosfery rozmowy jak ten głęboki, dudniący szczek jarczuka. Laurent położył dłoń na poziomie serca i z lekkim rozkojarzeniem sięgnął ręką do łba psa, żeby go uspokoić. - Nie wolno. - Pogładził psa po łbie czując, że ten chciał się pobawić z malcem. Z tym, że ten malec nie był przyzwyczajony do obecności jarczuka tak jak reszta smoczogników koło New Forest. - Gdyby brakowało mi tupetu to nie przyszedłbym ubrany w skórę. - Skierował znów oczy na Esme, na ten uśmiech... szyderczy? Ach, to go zakuło, ten krótki grymas, chociaż sam nie wiedział, dlaczego. Nie - wiedział, dlaczego. To ten wyraz twarzy, przez który człowiek wydawał się być absolutnie nikim. - Ja jestem Kłamstwem. Czy nie częścią zabawy jest rozbieranie lalki, żeby zobaczyć, jak wygląda naprawdę? - Czy wiedział, co miał na myśli? Nie do końca. Pomyślał o swoim zaklęciu skrywającym niedoskonałości ciała, bo to było jedyne kłamstwo, ale nawet jeśli nie o to chodziło to właściwie nie było istotne w pierwszym rzucie. Żeby mówić o karze - musi być zbrodnia. Żeby była zbrodnia - musi być ciało. No body - no crime. Przecież jako patomorfolog wiedział o tym najlepiej. - Zaprosiłeś Pana Boga, żeby był twoją ławą przysięgłych w tej rozmowie? Spory przeskok, skoro ostatnio mieliśmy tylko papierosa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (17329), Laurent Prewett (17076)




Wiadomości w tym wątku
[29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 21.11.2023, 22:41
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Esmé Rowle - 24.11.2023, 23:21
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 25.11.2023, 00:48
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Esmé Rowle - 30.11.2023, 13:01
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 30.11.2023, 14:40
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Esmé Rowle - 01.12.2023, 21:43
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 03.12.2023, 01:15
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Esmé Rowle - 10.01.2024, 13:28
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 10.01.2024, 17:13
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Esmé Rowle - 14.02.2024, 21:20
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 15.02.2024, 00:52
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Esmé Rowle - 26.03.2024, 23:35
RE: [29.06.1972] Rusted Wheel | Esme & Laurent - przez Laurent Prewett - 01.04.2024, 04:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa