17.11.2022, 20:13 ✶
- Oj, no pewnie, że pamiętam. Zresztą Mabel już jest gwiazdą, nie potrzebuje do tego miotły – zapewniła Brenna, pochylając się, żeby ucałował dzieciaka w czubek głowy. Dziewczynka skorzystała z okazji i złapała dziewczynę za włosy, poważnie ograniczając swobodę jej ruchów. – Powinna po prostu dostać miotłę, żeby móc przekonać się, czy ma szansę być gwiazdą quidditcha.
A także milion innych rzeczy, jak farby, flet, kredki, klocki, kulę z astronomicznym modelem nieba i wszystko, co tylko Brenna zdoła wymyślić w ciągu najbliższych lat. Tak żeby Mabel miała wiele możliwości sprawdzania, co ją interesuje. Brenna nie miała zamiaru popychać jej w żadną konkretną stronę, nie, nie. Za to by zachowała umiar w pokazywaniu wszystkich możliwych kierunków to już musiała zadbać Nora, bo panna Longbottom takiego słowa jak „umiarkowanie” chyba nigdy nie poznała. Przynamniej nie w tym konkretnym kontekście.
Spojrzała na Erika podejrzliwie – głowę tylko nieco obracając, bo wciąż jej włosy tkwiły w uwięzi dziecięcej rączki.
- Tak łatwo odpuszczasz? Merlinie, Nora, chciałabym umieć sobie radzić z nim tak, jak ty – roześmiała się, nieświadoma, że oto Erik po prostu uświadomił sobie wreszcie, że hipogryf nie będzie odżywiać się za pomocą fotosyntezy, i Nora musiałaby chodzić i łapać dla niego myszy. Albo zlecać to zadanie słynnym kotom Figgów.
- Nobby, w każdym razie, miał czarować tę piłkę właśnie dlatego, że jego rodzice to mugole. Wiecie, poruszali to myślę właśnie w tym kontekście. Dzieci mugoli nigdy nie będą do końca częścią naszego społeczeństwa. Tkwią cały czas jedną nogą w świecie mugoli. Spójrzcie: Nobby ingerował w mugolskie sporty, czarodziejowi nie przyszłoby to do głowy – wyrecytowała, na chwilę porzucając swoje zwykłe pajacowanie i przy okazji pokazując, że jednak w BUM nie zatrudniono ją ze względu na nazwisko. A raczej skłonności do analizowania zjawisk i rozkładania je na czynniki pierwsze. – I to jest całkiem sprytne. Minister ma szczęście, że ja nie piszę tych artykułów, bo z tego ładnie można przejść do „jaką mamy pewność, że rodzice mugolskich dzieci nie rozprowadzą skrycie dowodów na nasze istnienie, przecież pojawiły się kamery” albo rzeczy w rodzaju „mając mocne związki ze społeczeństwem mugolskim czarodziej może nie umieć się powstrzymać, by im nie pomagać…”
Wyzwolona z uścisku Mabel, która zainteresowała się zabawkową karocą, Brenna znów opadła na koc, wysłuchując opowieści brata. Zerkała na niego trochę z niedowierzaniem. Kije?! Z małymi siateczkami?! Czego ci mugole nie wymyślą… muszą się bardzo nudzić bez czarów, skoro takie sporty wydają się im ekscytujące.
- Ależ ja jestem bardzo skromna. A poza tym najinteligentniejsza, najpiękniejsza i tak dalej – rzuciła, choć rzecz jasna nie było wątpliwości, że akurat w jej ustach jest to żart. – Znalazłam. Pacan nie był geniuszem zbrodni, więc to żadna fascynująca historia. Zabawny jest tylko ten szczegół, że sam był półkrwi. Dziadkowie od strony matki: mugole. A i tak uważał się za lepszego od Nobby’ego Leacha, bo od urodzenia wiedział o istnieniu magii.
Z ust Brenny wydobyło się westchnienie, jakby nawet jej zabrakło słów na podsumowanie takiego zachowania.
A także milion innych rzeczy, jak farby, flet, kredki, klocki, kulę z astronomicznym modelem nieba i wszystko, co tylko Brenna zdoła wymyślić w ciągu najbliższych lat. Tak żeby Mabel miała wiele możliwości sprawdzania, co ją interesuje. Brenna nie miała zamiaru popychać jej w żadną konkretną stronę, nie, nie. Za to by zachowała umiar w pokazywaniu wszystkich możliwych kierunków to już musiała zadbać Nora, bo panna Longbottom takiego słowa jak „umiarkowanie” chyba nigdy nie poznała. Przynamniej nie w tym konkretnym kontekście.
Spojrzała na Erika podejrzliwie – głowę tylko nieco obracając, bo wciąż jej włosy tkwiły w uwięzi dziecięcej rączki.
- Tak łatwo odpuszczasz? Merlinie, Nora, chciałabym umieć sobie radzić z nim tak, jak ty – roześmiała się, nieświadoma, że oto Erik po prostu uświadomił sobie wreszcie, że hipogryf nie będzie odżywiać się za pomocą fotosyntezy, i Nora musiałaby chodzić i łapać dla niego myszy. Albo zlecać to zadanie słynnym kotom Figgów.
- Nobby, w każdym razie, miał czarować tę piłkę właśnie dlatego, że jego rodzice to mugole. Wiecie, poruszali to myślę właśnie w tym kontekście. Dzieci mugoli nigdy nie będą do końca częścią naszego społeczeństwa. Tkwią cały czas jedną nogą w świecie mugoli. Spójrzcie: Nobby ingerował w mugolskie sporty, czarodziejowi nie przyszłoby to do głowy – wyrecytowała, na chwilę porzucając swoje zwykłe pajacowanie i przy okazji pokazując, że jednak w BUM nie zatrudniono ją ze względu na nazwisko. A raczej skłonności do analizowania zjawisk i rozkładania je na czynniki pierwsze. – I to jest całkiem sprytne. Minister ma szczęście, że ja nie piszę tych artykułów, bo z tego ładnie można przejść do „jaką mamy pewność, że rodzice mugolskich dzieci nie rozprowadzą skrycie dowodów na nasze istnienie, przecież pojawiły się kamery” albo rzeczy w rodzaju „mając mocne związki ze społeczeństwem mugolskim czarodziej może nie umieć się powstrzymać, by im nie pomagać…”
Wyzwolona z uścisku Mabel, która zainteresowała się zabawkową karocą, Brenna znów opadła na koc, wysłuchując opowieści brata. Zerkała na niego trochę z niedowierzaniem. Kije?! Z małymi siateczkami?! Czego ci mugole nie wymyślą… muszą się bardzo nudzić bez czarów, skoro takie sporty wydają się im ekscytujące.
- Ależ ja jestem bardzo skromna. A poza tym najinteligentniejsza, najpiękniejsza i tak dalej – rzuciła, choć rzecz jasna nie było wątpliwości, że akurat w jej ustach jest to żart. – Znalazłam. Pacan nie był geniuszem zbrodni, więc to żadna fascynująca historia. Zabawny jest tylko ten szczegół, że sam był półkrwi. Dziadkowie od strony matki: mugole. A i tak uważał się za lepszego od Nobby’ego Leacha, bo od urodzenia wiedział o istnieniu magii.
Z ust Brenny wydobyło się westchnienie, jakby nawet jej zabrakło słów na podsumowanie takiego zachowania.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.