03.12.2023, 04:31 ✶
- Tak, wiem - uśmiechnęła się do niej miękko, równie delikatnie wypowiadając te słowa. Dora sama daleko była od nakładania klątwy na kogokolwiek jej znanego czy też nie, nieważne z której strony. W oczach niektórych pewnie miałaby absolutne prawo, by szastać klątwami na Borginów do dziesiątego pokolenia, ale zamiast tego decydowała się na największą karę w swoich oczach, czyli niemyślenie o nich na co dzień. Dzięki temu spała spokojniej.
- Chce mieć dla siebie cały świat, zamiast uczynić cię całym swoim - odgarnęła jej delikatnie włosy z czoła, tylko po to, by zaraz powoli przeczesać ponownie pasma. - Myślisz, że mogłabym ci jakoś pomóc? - zapytała, na moment przestając bawić się jej kosmykami, by zajrzeć jej w oczy. Chciała jak najlepiej, ale nie posiadała w swoim arsenale żadnych narzędzi, którymi mogłaby się teraz posłużyć, by ulżyć w cierpieniu Sarce. Nie wiedziała nawet o kim blondynka mówiła, chociaż raczej świadomość w tym temacie niewiele by jej pomogła, bo przecież nie pójdzie gniewnie zapukać do drzwi Charlesa i go wyjaśnić. Ani to by niczego nie naprawiło, ani nie było w jej naturze.
- To brzmi trochę podobnie - przyznała po chwili zastanowienia. - Jakbyście martwiły się o to samo, ale nieco inaczej. Bo skoro jeśli chłopak całuje inną to nie znaczy to, że może bawić się z nią lepiej? W ich głowach w sensie. Koleżanek. - chętnie zamknęłaby teraz Macmillan w swoich objęciach i przytuliła ją tak mocno. Tak strasznie i okropnie, że wszelkie te bolączki i żale zlękłyby się i uciekły z niej, zostawiając tylko spokój i nadzieję na lepsze jutro. Leżały jednak tak, że ciężko było jej to robić, zamiast tego więc sięgnęła po jej dłoń i ścisnęła ją pokrzepiająco, splatając z nią palce.
- Kto mówi, że kogoś takiego nigdy nie znajdziesz? Może rycerz na białym koniu jest ci przeznaczony, a ten o którym teraz mówisz to tylko smok, który strzeże twojej wierzy i musi zostać pokonany? - zasugerowała i pewnym błyskiem w oku i nieco szerszym uśmiechem.
- No nie wiem... Erik wydaje się porządny? Ale jest stary - zasugerowała, chyba przez moment całkiem poważnie.
- Chce mieć dla siebie cały świat, zamiast uczynić cię całym swoim - odgarnęła jej delikatnie włosy z czoła, tylko po to, by zaraz powoli przeczesać ponownie pasma. - Myślisz, że mogłabym ci jakoś pomóc? - zapytała, na moment przestając bawić się jej kosmykami, by zajrzeć jej w oczy. Chciała jak najlepiej, ale nie posiadała w swoim arsenale żadnych narzędzi, którymi mogłaby się teraz posłużyć, by ulżyć w cierpieniu Sarce. Nie wiedziała nawet o kim blondynka mówiła, chociaż raczej świadomość w tym temacie niewiele by jej pomogła, bo przecież nie pójdzie gniewnie zapukać do drzwi Charlesa i go wyjaśnić. Ani to by niczego nie naprawiło, ani nie było w jej naturze.
- To brzmi trochę podobnie - przyznała po chwili zastanowienia. - Jakbyście martwiły się o to samo, ale nieco inaczej. Bo skoro jeśli chłopak całuje inną to nie znaczy to, że może bawić się z nią lepiej? W ich głowach w sensie. Koleżanek. - chętnie zamknęłaby teraz Macmillan w swoich objęciach i przytuliła ją tak mocno. Tak strasznie i okropnie, że wszelkie te bolączki i żale zlękłyby się i uciekły z niej, zostawiając tylko spokój i nadzieję na lepsze jutro. Leżały jednak tak, że ciężko było jej to robić, zamiast tego więc sięgnęła po jej dłoń i ścisnęła ją pokrzepiająco, splatając z nią palce.
- Kto mówi, że kogoś takiego nigdy nie znajdziesz? Może rycerz na białym koniu jest ci przeznaczony, a ten o którym teraz mówisz to tylko smok, który strzeże twojej wierzy i musi zostać pokonany? - zasugerowała i pewnym błyskiem w oku i nieco szerszym uśmiechem.
- No nie wiem... Erik wydaje się porządny? Ale jest stary - zasugerowała, chyba przez moment całkiem poważnie.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.