03.12.2023, 17:36 ✶
- Tak, masz rację. Zatem postanowione, trzy tony – oświadczyła. Po jednej na zapas dla każdej z nich i jeszcze jedna do zjedzenia tutaj… tak, zdecydowanie będą wracały obładowane, aż miło, nie ma co zaprzeczać prawdzie prosto w oczy.
Skrzywiła się lekko. Oczywiście Brenna miała rację; nie były na swoim terenie, ba, nie znajdowały się nawet w magicznej części miasta, żeby fruwające czary nikogo nie dziwiły i nie wymuszały interwencji amnezjatorów. Chociaż Bones akurat była skłonna zaryzykować – późno, dość ciemno, do tego błyskawice, więc od biedy czar szło uznać za oznakę furii żywiołów, więc może, może…
… chociaż tak naprawdę nie było tu miejsca na „może”. Czy mogły ryzykować? Tak. Czy powinny? Bardzo niekoniecznie, a mimo wszystko Mavelle wolała nie musieć świecić oczyma przed własnym ojcem.
Zresztą, samo danie nauczki tym, co za nimi szli, też brzmiało całkiem kusząco; nawet bardziej niż namącenie im w umysłach i tym samym nakłonienie do odpuszczenia sobie „rozrywek”, które najwyraźniej mieli zamiar sobie zapewnić. Czy to chodziło o wzbogacenie własnych portfeli czy też o gorsze, bardziej mroczne sprawy… Zresztą, jak dostaną po dupie, to może następnym razem tak z parę razy się zastanowią, zanim postanowią napastować bezbronne – pozornie – kobiety?
- Świetnie – mruknęła. Najlepszą obroną był atak, więc nie, nie było co uciekać przed nimi, ile się tylko dało, oddając tym samym inicjatywę. Zresztą, do jasnej cholery, były wyszkolonymi brygadzistkami, a oni… podpijaczonymi typami, którzy mieli w głowach nie wiadomo do końca co, ale chyba wolała nie wiedzieć. Swojego plecaka nie porzuciła, czyniąc za to z niego przedłużenie swojej własnej ręki – wykorzystując siłę pędu (ot, płynącą choćby z obrotu…) wymierzyła w bok tego, co znajdował się najbardziej po lewej, byleby tylko wytrącić go z ruchu. Trzeci, środkowy… trzeci miał wybór, znikomy, ale zawsze. Natychmiastowe salwowanie się ucieczką bądź kopniak w klejnoty rodowe, zapewne...
AF
Skrzywiła się lekko. Oczywiście Brenna miała rację; nie były na swoim terenie, ba, nie znajdowały się nawet w magicznej części miasta, żeby fruwające czary nikogo nie dziwiły i nie wymuszały interwencji amnezjatorów. Chociaż Bones akurat była skłonna zaryzykować – późno, dość ciemno, do tego błyskawice, więc od biedy czar szło uznać za oznakę furii żywiołów, więc może, może…
… chociaż tak naprawdę nie było tu miejsca na „może”. Czy mogły ryzykować? Tak. Czy powinny? Bardzo niekoniecznie, a mimo wszystko Mavelle wolała nie musieć świecić oczyma przed własnym ojcem.
Zresztą, samo danie nauczki tym, co za nimi szli, też brzmiało całkiem kusząco; nawet bardziej niż namącenie im w umysłach i tym samym nakłonienie do odpuszczenia sobie „rozrywek”, które najwyraźniej mieli zamiar sobie zapewnić. Czy to chodziło o wzbogacenie własnych portfeli czy też o gorsze, bardziej mroczne sprawy… Zresztą, jak dostaną po dupie, to może następnym razem tak z parę razy się zastanowią, zanim postanowią napastować bezbronne – pozornie – kobiety?
- Świetnie – mruknęła. Najlepszą obroną był atak, więc nie, nie było co uciekać przed nimi, ile się tylko dało, oddając tym samym inicjatywę. Zresztą, do jasnej cholery, były wyszkolonymi brygadzistkami, a oni… podpijaczonymi typami, którzy mieli w głowach nie wiadomo do końca co, ale chyba wolała nie wiedzieć. Swojego plecaka nie porzuciła, czyniąc za to z niego przedłużenie swojej własnej ręki – wykorzystując siłę pędu (ot, płynącą choćby z obrotu…) wymierzyła w bok tego, co znajdował się najbardziej po lewej, byleby tylko wytrącić go z ruchu. Trzeci, środkowy… trzeci miał wybór, znikomy, ale zawsze. Natychmiastowe salwowanie się ucieczką bądź kopniak w klejnoty rodowe, zapewne...
AF
Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana