17.11.2022, 21:05 ✶
Pod wieloma względami były przeciwieństwami.
Krótkie, rozczochrane ciemne włosy, wiecznie sterczące na wszystkie strony i długie, jasne loki. Ciemne oczy i jasne tęczówki. Gryffindor i Slytherin. Różnice tkwiły jednak i w innych rzeczach: choćby tym, że Cynthia zdawała się damą, a Brenna... można by uwierzyć, że uciekła z jakiegoś lasu. W małomówności jednej i gadatliwości drugiej, chłodzie spojrzenia i wiecznym uśmiechu. W dbałości o ubiór i wiecznym nieporządku. W tysiącu drobnych spraw, które Brenna zauważyła... i którymi zupełnie się nie przejmowała, a przynajmniej zdawało się, że tak jest, odkąd już na pierwszych eliksirach beztrosko usiadła obok jednego ze Ślizgonów i zdawała się zupełnie nie rozumieć, o co wszystkim chodzi z reakcją na to skandaliczne zachowanie.
- Janie Herlson próbowała zepchnąć ze schodów jedną Puchonkę i eeee, chyba zareagowałam trochę za gorąco. Wielki Ślimak twierdzi, że powinnam po prostu odjąć jej punkty. I odjęłabym te punkty, naprawdę, ale ona jak już się zorientowała, że nie jest sama i jej idealny plan zemsty za uwiedzenie Tobyego Finleya nie wypali, to uciekała, a jak ktoś ucieka, to jakoś odruchowo zaczynam gonić. No moje zwierzę totemiczne to pies, totalnie, i to taki myśliwski. - Tak naprawdę to wilk, ale sobie żartowała, czyż nie? - A jak już ją złapałam, to chciałam się upewnić, że nie ucieknie dalej - oświadczyła, po czym posłała Cynthii uśmiech znad kociołka. Naprawdę nie rozumiała, o co im wszystkim chodzi, przecież nawet się nie pobiły, po prostu obaliła Janie, rzucając się na nią... I tak naprawdę to ona ucierpiała bardziej, gdy wcześniej łapała tę biedną, małą Puchoneczkę.
- Pamiętaj o rękawiczkach. Jak dla mnie, to wygląda na kwas, padnie ci na rękę i będziemy miały tu małą katastrofę - ostrzegła jeszcze Brenna na wszelki wypadek, widząc, że Cynthia na razie ich nie założyła. Jej własne dłonie były odrapane, w jednym miejscu pysznił się siniak, paznokcie miała króciutko obcięte, więc po prawdzie i gdyby coś się im stało, nie stanowiłoby to problemu, ale i tak na wszelki wypadek założyła te nieszczęsne rękawice, nim schwyciła ścierki i gąbki.
Zamiast usiąść na krześle, jak pan Merlin przykazał, usadowiła się na blacie. Jedną nogę podwinęła, drugą spuściła w dół, beztrosko nią machając, gdy zabrała się do czyszczenia kociołka. Z taką samą energią, z jaką zabierała się do wszystkiego: od ćwiczenia zaklęcia, przez szpiegowanie brata aż po wchodzenie na drzewa na szkolnych błoniach.
- Robiłaś chociaż coś ciekawego na tych korytarzach? Przecież to bezsensu, że dostajesz szlaban za dłuższe patrolowanie! Kto cię dorwał? Zaraz, nie mów mi, pewnie psorka od numereologii. Tylko ta Chodząca Groza mogłaby wysłać prefekta na szlaban o wałęsanie się po patrolu... - gadała, walcząc z kociołkiem. W pewnym momencie zafascynowana wyjęła z niego jakiś kolorowy... glut? I uniosła ku światłu, sprawdzając, z czym takim ma do czynienia. - Pięęękna logika. Znaczy się z tym rozleniwianiem. W sumie to według niej powinniśmy dalej nosić wodę ze strumienia, po co nam kanalizacja, skoro taszczenie wiader tak pięknie ukształtowałoby nam charaktery i w ogóle.
Krótkie, rozczochrane ciemne włosy, wiecznie sterczące na wszystkie strony i długie, jasne loki. Ciemne oczy i jasne tęczówki. Gryffindor i Slytherin. Różnice tkwiły jednak i w innych rzeczach: choćby tym, że Cynthia zdawała się damą, a Brenna... można by uwierzyć, że uciekła z jakiegoś lasu. W małomówności jednej i gadatliwości drugiej, chłodzie spojrzenia i wiecznym uśmiechu. W dbałości o ubiór i wiecznym nieporządku. W tysiącu drobnych spraw, które Brenna zauważyła... i którymi zupełnie się nie przejmowała, a przynajmniej zdawało się, że tak jest, odkąd już na pierwszych eliksirach beztrosko usiadła obok jednego ze Ślizgonów i zdawała się zupełnie nie rozumieć, o co wszystkim chodzi z reakcją na to skandaliczne zachowanie.
- Janie Herlson próbowała zepchnąć ze schodów jedną Puchonkę i eeee, chyba zareagowałam trochę za gorąco. Wielki Ślimak twierdzi, że powinnam po prostu odjąć jej punkty. I odjęłabym te punkty, naprawdę, ale ona jak już się zorientowała, że nie jest sama i jej idealny plan zemsty za uwiedzenie Tobyego Finleya nie wypali, to uciekała, a jak ktoś ucieka, to jakoś odruchowo zaczynam gonić. No moje zwierzę totemiczne to pies, totalnie, i to taki myśliwski. - Tak naprawdę to wilk, ale sobie żartowała, czyż nie? - A jak już ją złapałam, to chciałam się upewnić, że nie ucieknie dalej - oświadczyła, po czym posłała Cynthii uśmiech znad kociołka. Naprawdę nie rozumiała, o co im wszystkim chodzi, przecież nawet się nie pobiły, po prostu obaliła Janie, rzucając się na nią... I tak naprawdę to ona ucierpiała bardziej, gdy wcześniej łapała tę biedną, małą Puchoneczkę.
- Pamiętaj o rękawiczkach. Jak dla mnie, to wygląda na kwas, padnie ci na rękę i będziemy miały tu małą katastrofę - ostrzegła jeszcze Brenna na wszelki wypadek, widząc, że Cynthia na razie ich nie założyła. Jej własne dłonie były odrapane, w jednym miejscu pysznił się siniak, paznokcie miała króciutko obcięte, więc po prawdzie i gdyby coś się im stało, nie stanowiłoby to problemu, ale i tak na wszelki wypadek założyła te nieszczęsne rękawice, nim schwyciła ścierki i gąbki.
Zamiast usiąść na krześle, jak pan Merlin przykazał, usadowiła się na blacie. Jedną nogę podwinęła, drugą spuściła w dół, beztrosko nią machając, gdy zabrała się do czyszczenia kociołka. Z taką samą energią, z jaką zabierała się do wszystkiego: od ćwiczenia zaklęcia, przez szpiegowanie brata aż po wchodzenie na drzewa na szkolnych błoniach.
- Robiłaś chociaż coś ciekawego na tych korytarzach? Przecież to bezsensu, że dostajesz szlaban za dłuższe patrolowanie! Kto cię dorwał? Zaraz, nie mów mi, pewnie psorka od numereologii. Tylko ta Chodząca Groza mogłaby wysłać prefekta na szlaban o wałęsanie się po patrolu... - gadała, walcząc z kociołkiem. W pewnym momencie zafascynowana wyjęła z niego jakiś kolorowy... glut? I uniosła ku światłu, sprawdzając, z czym takim ma do czynienia. - Pięęękna logika. Znaczy się z tym rozleniwianiem. W sumie to według niej powinniśmy dalej nosić wodę ze strumienia, po co nam kanalizacja, skoro taszczenie wiader tak pięknie ukształtowałoby nam charaktery i w ogóle.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.