Praca w kuźni zawsze wyglądała tak samo - obowiązki były te same, a praca trochę monotonna ale Hjalmarowi to nie przeszkadzało. Była to w pewnym stopniu stabilność, którą preferował, niż ciągłe nowe bodźce, które mogły go przerosnąć. Fakt, że była zima niczego nie zmieniał, wszak Nordgersim siedział przy rozgrzanym do czerwoności piecu, który stwarzał przyjemną atmosferę. Islandczyk przygotowywał jakieś rzeczy na zapleczu, aby móc przystąpić do kolejnych prac. Wszystko szło bardzo dobrze, aż usłyszał dzwonek i ruszył w kierunku głównej izby, ponieważ nadciągnął klient...
...dosyć nietypowy, a jednak bardzo dobrze mu znany. Uśmiechnął się od progu widząc Prewettównę, która zawitała do jego warsztatu. Ostatni raz była tu chyba w styczniu kiedy się lekko pokłócili - Pandora - odparł zupełnie jakby zgadywali swoje imiona. Oczy zaświeciły mu się od razu, chociaż gdyby ktoś się go o to spytał, to najpewniej zacząłby się tego wypierać. Momentalnie odłożył młotek, który dzierżył w dłoniach by sięgnąć po szmatkę, aby wytrzeć dłonie, a Turczynka... No jak to ona. Musiała to po prostu wykorzystać. Nie skomentował tego wcale, a jedynie posłał jej spojrzenie, które nawet nie było pytające - tak jak to miał w zwyczaju do tej pory - Od razu, że za dużo... Powiedziała ta co pracuje dużo mniej... - zauważył na swoją obronę - No cóż... Powiem Ci, że mnie dużo prościej znaleźć niż Ciebie - odparł z dumą w głosie. Hjalmar w końcu siedział ciągle w tym samym miejscu, a dokładniej to we "Wrotach Muspelheimu" w Dolinie Godryka. Gdyby to on miał szukać Pandory to mógłby wyruszyć w jakąś kilkutygodniową podróż, a i tak rezultat nie byłby pewny - Dobrze - zgodził się, przymykając oczy i uśmiechając się szczerze kiedy dojrzał swój prezent. To było bardzo miłe, że prezentowała się z nią innym osobom. Dokładnie tak samo jak robił Nordgersim ze swoim rzemykowym niedźwiadkiem - z którym już był na etapie akceptacji, niż wyparcia.
- Wiesz, że nie musiałaś się tyle trudzić? Wystarczyło abyś przyszła, a ja bym coś mógł przynieść z domu... Ale nie byłabyś wtedy sobą... - przyznał, zasiadając na stołku obok. Islandczyk przyjrzał się gazecie, która trzymała w dłoniach. Pierwszy raz widział aby Prewettówna pokazywała mu jakiś artykuł czy coś takiego. Nawet kiedy udało jej się odkryć jakiś artefakt czy inne ciekawe znalezisko, to sam musiał szukać takich informacji po gazetach, niż spodziewać się czegoś od niej. Kiedy odłożyła ją na blat, przysunął do siebie aby przeczytać nagłówek. Zamarł.
Co Ci wszyscy ludzie mu zrobili? Kto był zagrożony? Nie miał pojęcia i nie bardzo jeszcze chyba rozumiał tą całą sprawę. Od razu zrzedła mu mina, a twarz stała się pokerowa - Jasne, pytaj. Nie krępuj się. Odpowiem przecież na wszystko - odparł, a następnie powrócił na moment do gazety aby upewnić się, że dobrze przeczytał. Niestety tak. Ciężko westchnął - No to tak zróbmy - dodał, wstając i przesuwając kanapki z mięsem bliżej pieca. Postawił je na rogu, aby załapały trochę ciepła. Zastygł w bezruchu, obserwując jak ogień żarzy się na węglikach. Czy ten świat nie jest wystarczająco szalony? Żar, ogień - w skrócie zniszczenie. Czy tak właśnie miała wyglądać ich nowa codzienność? Czy bezpieczeństwo odeszło w zapomnienie? Czy powinni zacząć się bać? A najważniejsze pytanie - co on mógł zrobić, aby chronić swoich najbliższych?