04.12.2023, 01:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2023, 01:09 przez The Tempest.)
W jakiś sposób jej umysł nie był w stanie odpowiednio objąć myśli, że on mógł się czegoś wstydzić. Sama myśl o strachu pojawiła się w jej głowie z jakimś oporem, ale kiedy już wygodnie się tam rozsiadła, wydawała się o wiele bardziej prawdopodobna niż wstyd bo co też takiego mogło kryć się w tym wozie, co było tak okropne? Może zastanowiłaby się nad tym odrobinę chociaż, gdyby nie cała sytuacja w której właśnie się znajdowali. Gdyby nie fakt, że gdzieś tam w środku były ich pieniądze, a ona nie godziła się na jedzenie sucharów przez najbliższy miesiąc.
Przez moment stała przed tymi wyrwanymi drzwiami, wpatrując się w dziurę, która ziała teraz z boku wędrownego wozu i czekała... w sumie sama nie wiedziała na co, bo po części spodziewała się, że groźby mogą niekoniecznie podziałać i zasraniec wcale nie zdecyduje się na najprostszą opcję, jaką było oddanie im skradzionych dóbr. Zamiast tego koła zaskrzypiały i wóz ruszył i jak można było się spodziewać, nawet nie zastanowiła się nad tym co powinna zrobić, tylko wystrzeliła do przodu i wskoczyła do środka.
Nigdy specjalnie nie lubiła się ze swoim odruchem samozachowawczym i to chyba chroniło ją czasami przed żałowaniem niektórych decyzji, szczególnie tych definitywnie wątpliwych. Ale kiedy widziała to jak Flynn wił się w środku, jak bardzo chciał wymknąć się z tej całej sytuacji, coś dodatkowo, z podwójną wręcz siłą pchało ją do przodu, jakby musiała nadrobić głupotą za ich dwoje.
Szkoda, że do niej nie dotarło, co tam sobie pod nosem Edge mamrotał, kiedy za nią biegł, ale chyba niewiele to zmieniło i stałaby tak samo wściekła na środku wozu, z rękoma tylko nieco uniesionymi ku górze, jakby szła na jakiś niewypowiedziany kompromis odnośnie tego, kto w tym momencie miał przewagę. Nie chciała przecież zostać ustrzelona jak kaczka, na tyle jeszcze miała rozumu, żeby rozumieć że nie należało to do zbyt przyjemnych doświadczeń i należało się tego wystrzegać, ale z drugiej strony... nie było to coś, czego nie można było wyleczyć...
Machnęła rękoma, kiedy po wozie rozniosło się trzepotanie skrzydeł, a spłoszone ptaszysko przeleciało między nimi, skutecznie rozpraszając i dając goblinowi chwilę na ucieczkę. Dokładnie tak, jak przewidział to wcześniej Flynn.
- Crow? - zmarszczyła brwi. Nie chodziła o to, że nie zrozumiała o kogo chodzi, a raczej o to jaki wydźwięk miało to słowo. Ważyło mniej więcej dokładnie tyle samo co Edge, czyli pozbawione kontekstu zupełnie śmiesznie. Ale chyba przecież o to w tym wszystkim chodziło, kiedy odtwarzali swoje występy; by te wszystkie Tempest, Edge, Overseer czy Beast zmieniać w jedyne, niepowtarzalne i trzymające w napięciu.
- Ej - warknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę pokurcza, który jakby nie patrzeć, wciąż jeszcze trzymał te swoją strzelbę, nawet jeśli próbował bezskutecznie otworzyć zaryglowane drzwi. - Jedyne czego chcemy, to nasz pieniądze. Potem możesz zabrać ten swój wóz i spierdalać w podskokach. Co ty na to? - zapytała, uśmiechając się do niego lekko, chociaż za grosz było w tym wszystkim jakiejkolwiek próby udobruchania go, bo zgrzytała zębami przy prawie każdym słowie.
Przez moment stała przed tymi wyrwanymi drzwiami, wpatrując się w dziurę, która ziała teraz z boku wędrownego wozu i czekała... w sumie sama nie wiedziała na co, bo po części spodziewała się, że groźby mogą niekoniecznie podziałać i zasraniec wcale nie zdecyduje się na najprostszą opcję, jaką było oddanie im skradzionych dóbr. Zamiast tego koła zaskrzypiały i wóz ruszył i jak można było się spodziewać, nawet nie zastanowiła się nad tym co powinna zrobić, tylko wystrzeliła do przodu i wskoczyła do środka.
Nigdy specjalnie nie lubiła się ze swoim odruchem samozachowawczym i to chyba chroniło ją czasami przed żałowaniem niektórych decyzji, szczególnie tych definitywnie wątpliwych. Ale kiedy widziała to jak Flynn wił się w środku, jak bardzo chciał wymknąć się z tej całej sytuacji, coś dodatkowo, z podwójną wręcz siłą pchało ją do przodu, jakby musiała nadrobić głupotą za ich dwoje.
Szkoda, że do niej nie dotarło, co tam sobie pod nosem Edge mamrotał, kiedy za nią biegł, ale chyba niewiele to zmieniło i stałaby tak samo wściekła na środku wozu, z rękoma tylko nieco uniesionymi ku górze, jakby szła na jakiś niewypowiedziany kompromis odnośnie tego, kto w tym momencie miał przewagę. Nie chciała przecież zostać ustrzelona jak kaczka, na tyle jeszcze miała rozumu, żeby rozumieć że nie należało to do zbyt przyjemnych doświadczeń i należało się tego wystrzegać, ale z drugiej strony... nie było to coś, czego nie można było wyleczyć...
Machnęła rękoma, kiedy po wozie rozniosło się trzepotanie skrzydeł, a spłoszone ptaszysko przeleciało między nimi, skutecznie rozpraszając i dając goblinowi chwilę na ucieczkę. Dokładnie tak, jak przewidział to wcześniej Flynn.
- Crow? - zmarszczyła brwi. Nie chodziła o to, że nie zrozumiała o kogo chodzi, a raczej o to jaki wydźwięk miało to słowo. Ważyło mniej więcej dokładnie tyle samo co Edge, czyli pozbawione kontekstu zupełnie śmiesznie. Ale chyba przecież o to w tym wszystkim chodziło, kiedy odtwarzali swoje występy; by te wszystkie Tempest, Edge, Overseer czy Beast zmieniać w jedyne, niepowtarzalne i trzymające w napięciu.
- Ej - warknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę pokurcza, który jakby nie patrzeć, wciąż jeszcze trzymał te swoją strzelbę, nawet jeśli próbował bezskutecznie otworzyć zaryglowane drzwi. - Jedyne czego chcemy, to nasz pieniądze. Potem możesz zabrać ten swój wóz i spierdalać w podskokach. Co ty na to? - zapytała, uśmiechając się do niego lekko, chociaż za grosz było w tym wszystkim jakiejkolwiek próby udobruchania go, bo zgrzytała zębami przy prawie każdym słowie.