Nicholasa trudno było rozszyfrować. Był tajemnicą, chodzącą zagadką. Najwyraźniej trafił się moment, w którym to Laurent, sądząc że poznał Nicholasa, to jednak go coś zaskakiwało. Czegoś nie zrozumiał w jego postępowaniu. Yaxley ostatnim razem, przy pierwszym ich spotkaniu, wziął go od razu. Tutaj, widocznie zachowywał ostrożność. Bo nie chciał może, aby Prewett przypomniał sobie tamtą noc i odebrał ją inaczej niż to co mieliby dzisiaj robić. Jednakże jasno dawał do wiadomości, że tego chce. Nicholas stracił kontrolę, wpuścił Laurenta do siebie tam, gdzie wchodzić nie powinien. Pęknięcie będzie trzeba załatać. To nie może się więcej powtórzyć.
Tamtej nocy nie zdarzyło się nic, co by miało być złym wspomnieniem dla Laurenta. Spędzili noc dobrze. Nicholas zrobił co do niego należało. Laurent także. Yaxley go nie skrzywdził. Jakiego dostał od Dantego, takiego mu pozostawił i dobrze jeszcze zapłacił. Był dobrym nabytkiem lokalu. A teraz, ma go przed sobą. Na udach. Za darmo. Nie musiał za niego płacić, aby zrobić cokolwiek.
Tutaj. Na tej kanapie doszło do pewnych zmian. Laurent, mimo przebłysków z przeszłości, coś jednak pamiętał z ich nocy, skoro zauważył różnicę.
Czy Nicholas Yaxley się zakochał?
On nie zna pojęcia miłości.
Gdyby to pytanie zostałoby mu zadane prosto w twarz, wyśmiałby. On? I miłość? Im głębiej będzie się zastanawiał, wytłumaczy się dziwnym przywiązaniem, zafascynowaniem półselkie.
Ta pieśń. Ta obiecana pieśń. Pamiętał o niej. Nicholas pozwolił sobie na usłyszenie jej fragmentu. Jakby miał zostać obudzony do rzeczywistości. Choć i tak zadał pytanie. Zimnym spojrzeniem swych oczu lustrując piękną twarz męskiej Gerdy. W tej pieśni zauważył coś, co faktycznie sprowadziło go na ziemię. Oklumencja zablokowała działanie mocy śpiewu. Śpiew syreni? Nicholas spojrzał na niego uważnie. Nie lubił takich zagrywek. To nie pierwszy raz, kiedy ktoś próbuje manipulacją wedrzeć się do jego umysłu. Jemu jednak był wstanie wybaczyć. A odpowiedź na swoje pytanie, otrzymał. Konkretne. O to mu chodziło.
- Jednak też tego chcesz. Pozwól, że zaprowadzę Ci do swojej Krainy Lodu. Gerdo.Odwrócił sytuację, zwracając się do niego tak, jak on tamtego dnia, nazywając go Kajem. Klepnął Laurenta dość znacznie w uda, zalecając mu zejście z siebie, bo inaczej nie wstanie. Jeżeli Laurent ów czyn wykonał, Nicholas podniósł się i wskazał kierunek do swojej sypialni. Otworzył drzwi i wpuścił selkie do środka. Można to sobie wyobrazić, że to lodowa komnata, niczym nie wyróżniająca się od innych pomieszczeń. A najważniejsze dla nich, było przecież łoże. Sami we dwoje na czymś wygodniejszym. Po zamknięciu drzwi, Nicholas pozwolił sobie przejść do rzeczy. Zdjął rozpiętą koszulę i rzucił ją na fotel. Podszedł do Laurenta i objął go w pasie i w karku, od razu przechodząc do głębokich pocałunków. Uwolnił w sobie lodowy ogień zaspokojenia głodu. Pchnął w pewnym momencie młodego na łóżko. Przejął konkretnie już dominację nad całą zaplanowaną grą. Żeby przejść do czynów, potrzebował pozwolenia. Obiecał nie robić mu nic i nie wracać do wspomnień z przeszłości, jeżeli tego nie chciał. Szanował tego Prewetta. Fascynował go.
Obaj panowie znaleźli się w zimowym tunelu miłości, gdzie pociągi mają tylko jeden wjazd do tunelu. I tak oto Nicholas zaspokoił swój i Laurenta głód, który trawił ich przez lata. Nicholas nie zapomniał. Laurentowi, przypomniał. Był delikatny, ostrożny, ale też gwałtowny. Dodawał emocji, aby pamiętał. To był ich sekret.