17.11.2022, 22:11 ✶
Możliwe, że powinna być w innym miejscu, ale nie istniała taka sytuacja, której nie rozwiązałyby obietnice, przysługi i uśmiech równie szeroki, co szczery - coś tam jednak po swoich utalentowanych aktorsko rodziców odziedziczyła. Potrafiła też się odwdzięczyć, więc nawet w przyciężkiej atmosferze Gringotta radziła sobie dobrze na tyle, by zorganizować sobie wolny dzień albo trzy na ostatni moment. Poza tym Alice często wzbudza u innych opiekuńcze odruchy, była łatwo traktowana niczym ta młodsza siostra lub córka. No i była zdolna, takim też się więcej wybaczało.
Nieco roztargnionym gestem przeczesywała powoli gęste włosy kuzynki, takim samym ruchem, jak przez lata uspokajała swoje rodzeństwo. Jednocześnie trzymała na wysokości twarzy egzemplarz Czarownicy, nawet nie wiedziała czy jest to najnowszy numer, ale co chwila cicho śmiała się z podpisów ruchomych zdjęć gwiazd i zakał towarzystwa, które celowo była zawsze uchwycone w wydaniu mało korzystnym. Odłożyła gazetę na bok, spojrzała na Seraphinę by zaraz odwrócić wzrok na sufit.
- Mało wybredni przeciwnicy Ministra na pewno chętnie to wykorzystują. - Widywała te koślawe napisy na kamienicach w magicznych dzielnicach, które swoją drogą wyglądały na wykonane przez co najwyżej dziesięciolatków.
- Niee - przeciągnęła zgłoskę. - Zawsze ktoś by dotarł do pierwotnego nazwiska i mieliby jeszcze większą pożywkę, niż teraz w przypadku Leach’a. Lepiej by było wykorzystać na swoją korzyść takie nieszczęśliwe nazwisko i wytrącić im możliwość użycia przeciwko mnie. Chyba że tak ogólnie? To też nie, dobrze mi z tym kim jestem. - Może dodatkowym powodem był fakt, że rodzicom robiło się słabo, gdy świeciła nazwiskiem w tak mało dyskretny sposób, choć jednocześnie całe stado pozamałżeńskich pociech, o których wszyscy wiedzieli, a nie mówili już było wystarczająco dyskretne.
- Nudzą się lub są śmiertelni urażeni, że to nie ich wybrano. Strasznie wszystko mu utrudniają, jeżeli jego plany miałby być taką katastrofą, to czemu nie pozwolą mu na jedną, żeby mieć argument przez następne kilka wieków przeciwko zmianom. Masz rację, gdyby nie Kodeks Tajności, dalej część puszczałaby samopas hipogryfy, jak za czasów Merlina. - Patrzyła na Serę z ukosa: - nie dusi cię to, że tkwimy w tym samym porządku ustalonym lata temu, który jest najwyraźniej delikatny, jak pajęczyna, skoro kadencja Leach’a może go zburzyć, a równocześnie jest tak nijako?
Nieco roztargnionym gestem przeczesywała powoli gęste włosy kuzynki, takim samym ruchem, jak przez lata uspokajała swoje rodzeństwo. Jednocześnie trzymała na wysokości twarzy egzemplarz Czarownicy, nawet nie wiedziała czy jest to najnowszy numer, ale co chwila cicho śmiała się z podpisów ruchomych zdjęć gwiazd i zakał towarzystwa, które celowo była zawsze uchwycone w wydaniu mało korzystnym. Odłożyła gazetę na bok, spojrzała na Seraphinę by zaraz odwrócić wzrok na sufit.
- Mało wybredni przeciwnicy Ministra na pewno chętnie to wykorzystują. - Widywała te koślawe napisy na kamienicach w magicznych dzielnicach, które swoją drogą wyglądały na wykonane przez co najwyżej dziesięciolatków.
- Niee - przeciągnęła zgłoskę. - Zawsze ktoś by dotarł do pierwotnego nazwiska i mieliby jeszcze większą pożywkę, niż teraz w przypadku Leach’a. Lepiej by było wykorzystać na swoją korzyść takie nieszczęśliwe nazwisko i wytrącić im możliwość użycia przeciwko mnie. Chyba że tak ogólnie? To też nie, dobrze mi z tym kim jestem. - Może dodatkowym powodem był fakt, że rodzicom robiło się słabo, gdy świeciła nazwiskiem w tak mało dyskretny sposób, choć jednocześnie całe stado pozamałżeńskich pociech, o których wszyscy wiedzieli, a nie mówili już było wystarczająco dyskretne.
- Nudzą się lub są śmiertelni urażeni, że to nie ich wybrano. Strasznie wszystko mu utrudniają, jeżeli jego plany miałby być taką katastrofą, to czemu nie pozwolą mu na jedną, żeby mieć argument przez następne kilka wieków przeciwko zmianom. Masz rację, gdyby nie Kodeks Tajności, dalej część puszczałaby samopas hipogryfy, jak za czasów Merlina. - Patrzyła na Serę z ukosa: - nie dusi cię to, że tkwimy w tym samym porządku ustalonym lata temu, który jest najwyraźniej delikatny, jak pajęczyna, skoro kadencja Leach’a może go zburzyć, a równocześnie jest tak nijako?