17.11.2022, 22:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 23:08 przez Morgana le Fay.)
TLDR:
-> Erik jest ostro licytowany, a rodzeństwo między sobą szepce na scenie
-> pada suma tysiąca galeonów
-> Brenna ogłasza, że za niedługo występy i pierwszy taniec, na chwilę zeskakuje ze sceny, zostawiając tam samego Erika
-> kolejna tura 20.11, ogłoszenie wyników + albo występ muzyczny będzie, albo pierwszy taniec, zależy jak pójdzie rozgrywka występującej.
Miotłę wygrała Geraldine - wisiorek zaś: Gio. Sukienkę - Atreus rękami Florence.
- Pójdziesz po prostu na kolację do najlepszej restauracji w Londynie, to takie straszne? - mruknęła Brenna kącikiem ust, tak cicho, że musiała pochylić głowę ku bratu, by mógł ją usłyszeć. - Jakby trzeba było, wystawiłabym siebie albo Adelarda, ale on ma żonę, a kolacją ze mną nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zainteresowany. Chyba że mógłby mnie po niej utopić. I kilka dni temu zostawiłam na twoim biurku listę fantów na licytację, żebyś ją przejrzał i wszystko jest tam wpisane....
Stało tam jak byk. W ostatnim okienku. Pod informacją o karnecie na kolację. Erik Longbottom.
Chociaż była możliwość, że Erik to przeczytał, a po prostu uznał za żart. Albo wziął za informację o tym, że ma ogłosić koniec licytacji, błędnie wpisaną w tabelce.
Choć tu nie mogła się usprawiedliwiać, że sądziła, że wiedział. Domyśliła się, że nie przeczytał wszystkiego, skoro nie protestował. Istniała całkiem spora szansa, że wkrótce obudzą się w niej wyrzuty sumienia i będzie przepraszać brata, że nie uprzedziła go wyraźnie, zadawalając się tylko wpisaniem odpowiedniej listy.
Erik nie musiał jednak się obawiać, że nikt nie przebije oferty startowej. Brenna już wcześniej poprosiła Norę, aby - jeśli nie zrobi tego nikt inny - zalicytowała "finałowy przedmiot licytacji", a ona odda jej pieniądze. Zresztą, szybko okazało się, że nawet za zapobiegliwość była niepotrzebna.
Tysiąc galeonów.
Nawet Brenna szeroko otworzyła oczy - spodziewała się maksymalnie pięciuset. Chyba nawet ona nie doceniała swojego brata. Ewentualnie tego, za jak zabawną sytuację uznali goście.
- Chyba ufundujemy stypendia na naukę w Hogwarcie dla wszystkich wychowanków sierocińca na najbliższe siedem lat, a także fundusze na naukę poszkolną dla najbardziej utalentowanych absolwentów tego rocznika - oświadczyła zarówno do tłumu, jak i do Erika, gdy licytacja nabierała zaciętości. Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że wszystkie inne przedmioty były niepotrzebne.
Odwróciła się do niego, spoglądając mu w twarz i... cóż, chyba zrobiło się jej głupio, bo po prawdzie z jednej strony tak ostra licytacja była pozytywna dla fundacji, z drugiej, spodziewała się raczej wyjścia z jakimś znajomym (albo fanką), które nie wywołała... aż takiego zamieszania.
- Masz rację, powinnam była ci zostawić kartkę z zapisaniem tego dużymi literami. Przez najbliższy tydzień będę robić za ciebie raporty i wezmę na siebie wywiad do Proroka. W ramach zadośćuczynienia - mruknęła bardzo cicho, bo nienawidziła wywiadów, ale on też ich nienawidził, a to on właśnie pobił wszelkie rekordy na licytacji. I pewnie mógł spokojnie wyciągnąć od niej potem sporo więcej...
A wtedy...
...głos Nory.
Tysiąc pięćset galeonów.
Merlinie.
Brenna zamarła, a na jej twarzy - na szczęście niewidoczna dla tłumu, bo była odwrócona tyłem do nich, a przodem do brata - pojawił się wyraz paniki. Figg się spiła, chciała podnieść cenę, jeszcze coś innego? Źle zrozumiała prośbę o "zalicytowanie za sześćdziesiąt galeonów, jeśli nikt inny się nie zgłosi"? Nie miało to znaczenia, bo Brenna wiedziała jedno: kobieta nie miała tysiąca galeonów. Oczywiście, Brenna wyciągnęłaby tyle z rodowego skarbca... ale potem musiałaby swoje przecierpieć. Wysłuchać matki, dziadka, ojca, w tej właśnie kolejności, a w finale przez kolejne dziesięć lat żyć jak skrzat domowy, bo wyrzuty sumienia, że tak uszczupliła rodzinny majątek, wymagałyby szybkiego oddania sumy... Życie jak skrzat to jedno, ale nie mogłaby wtedy kupować pączków!
Chyba że namówiłaby Erika na tę biografię. Ciekawe, za ile poszłoby wydanie kolekcjonerskie.
- Licytacja trwa, a już wkrótce zaczniemy występy i potem tańce! - zawołała, niedorzecznie radośnie, odwracając się do gości, znów uśmiechnięta. I tylko aurowidz mógł dostrzec, jak bardzo była wzburzona. Zeskoczyła ze sceny, przy okazji dając pokaz sprawności fizycznej, bo nie zabiła się w sukni i butach, wprawdzie nie na dużym obcasie, ale jednak nie adidasach. I ruszyła w stronę Figg, przedzierając się ku niej przez tłum.
- Nora, kochanie, nie podbijaj już ceny - szepnęła cicho, pochylając do ucha przyjaciółki. Bardzo łagodnym tonem, bo nie była pewna, co się działo (choć oczywiście zamierzała to potem sprawdzić). - Niech ktoś inny dostanie przyjemność pójścia z Erikiem na kolację, ty możesz wpaść, kiedy tylko zechcesz.
Na szczęście dla Brenny i Nory - licytujący byli bardzo zdeterminowani. Na tyle, że zaczęła istnieć szansa, że licytacja potrwa do białego rana, a przynajmniej jedna fortuna mocno ucierpi. Longbottom miała wrażenie, że przyjdzie im to przerwać, inaczej będą licytować się o jednego knuta ze dwie, trzy godziny...
-> Erik jest ostro licytowany, a rodzeństwo między sobą szepce na scenie
-> pada suma tysiąca galeonów
-> Brenna ogłasza, że za niedługo występy i pierwszy taniec, na chwilę zeskakuje ze sceny, zostawiając tam samego Erika
-> kolejna tura 20.11, ogłoszenie wyników + albo występ muzyczny będzie, albo pierwszy taniec, zależy jak pójdzie rozgrywka występującej.
Miotłę wygrała Geraldine - wisiorek zaś: Gio. Sukienkę - Atreus rękami Florence.
- Pójdziesz po prostu na kolację do najlepszej restauracji w Londynie, to takie straszne? - mruknęła Brenna kącikiem ust, tak cicho, że musiała pochylić głowę ku bratu, by mógł ją usłyszeć. - Jakby trzeba było, wystawiłabym siebie albo Adelarda, ale on ma żonę, a kolacją ze mną nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zainteresowany. Chyba że mógłby mnie po niej utopić. I kilka dni temu zostawiłam na twoim biurku listę fantów na licytację, żebyś ją przejrzał i wszystko jest tam wpisane....
Stało tam jak byk. W ostatnim okienku. Pod informacją o karnecie na kolację. Erik Longbottom.
Chociaż była możliwość, że Erik to przeczytał, a po prostu uznał za żart. Albo wziął za informację o tym, że ma ogłosić koniec licytacji, błędnie wpisaną w tabelce.
Choć tu nie mogła się usprawiedliwiać, że sądziła, że wiedział. Domyśliła się, że nie przeczytał wszystkiego, skoro nie protestował. Istniała całkiem spora szansa, że wkrótce obudzą się w niej wyrzuty sumienia i będzie przepraszać brata, że nie uprzedziła go wyraźnie, zadawalając się tylko wpisaniem odpowiedniej listy.
Erik nie musiał jednak się obawiać, że nikt nie przebije oferty startowej. Brenna już wcześniej poprosiła Norę, aby - jeśli nie zrobi tego nikt inny - zalicytowała "finałowy przedmiot licytacji", a ona odda jej pieniądze. Zresztą, szybko okazało się, że nawet za zapobiegliwość była niepotrzebna.
Tysiąc galeonów.
Nawet Brenna szeroko otworzyła oczy - spodziewała się maksymalnie pięciuset. Chyba nawet ona nie doceniała swojego brata. Ewentualnie tego, za jak zabawną sytuację uznali goście.
- Chyba ufundujemy stypendia na naukę w Hogwarcie dla wszystkich wychowanków sierocińca na najbliższe siedem lat, a także fundusze na naukę poszkolną dla najbardziej utalentowanych absolwentów tego rocznika - oświadczyła zarówno do tłumu, jak i do Erika, gdy licytacja nabierała zaciętości. Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że wszystkie inne przedmioty były niepotrzebne.
Odwróciła się do niego, spoglądając mu w twarz i... cóż, chyba zrobiło się jej głupio, bo po prawdzie z jednej strony tak ostra licytacja była pozytywna dla fundacji, z drugiej, spodziewała się raczej wyjścia z jakimś znajomym (albo fanką), które nie wywołała... aż takiego zamieszania.
- Masz rację, powinnam była ci zostawić kartkę z zapisaniem tego dużymi literami. Przez najbliższy tydzień będę robić za ciebie raporty i wezmę na siebie wywiad do Proroka. W ramach zadośćuczynienia - mruknęła bardzo cicho, bo nienawidziła wywiadów, ale on też ich nienawidził, a to on właśnie pobił wszelkie rekordy na licytacji. I pewnie mógł spokojnie wyciągnąć od niej potem sporo więcej...
A wtedy...
...głos Nory.
Tysiąc pięćset galeonów.
Merlinie.
Brenna zamarła, a na jej twarzy - na szczęście niewidoczna dla tłumu, bo była odwrócona tyłem do nich, a przodem do brata - pojawił się wyraz paniki. Figg się spiła, chciała podnieść cenę, jeszcze coś innego? Źle zrozumiała prośbę o "zalicytowanie za sześćdziesiąt galeonów, jeśli nikt inny się nie zgłosi"? Nie miało to znaczenia, bo Brenna wiedziała jedno: kobieta nie miała tysiąca galeonów. Oczywiście, Brenna wyciągnęłaby tyle z rodowego skarbca... ale potem musiałaby swoje przecierpieć. Wysłuchać matki, dziadka, ojca, w tej właśnie kolejności, a w finale przez kolejne dziesięć lat żyć jak skrzat domowy, bo wyrzuty sumienia, że tak uszczupliła rodzinny majątek, wymagałyby szybkiego oddania sumy... Życie jak skrzat to jedno, ale nie mogłaby wtedy kupować pączków!
Chyba że namówiłaby Erika na tę biografię. Ciekawe, za ile poszłoby wydanie kolekcjonerskie.
- Licytacja trwa, a już wkrótce zaczniemy występy i potem tańce! - zawołała, niedorzecznie radośnie, odwracając się do gości, znów uśmiechnięta. I tylko aurowidz mógł dostrzec, jak bardzo była wzburzona. Zeskoczyła ze sceny, przy okazji dając pokaz sprawności fizycznej, bo nie zabiła się w sukni i butach, wprawdzie nie na dużym obcasie, ale jednak nie adidasach. I ruszyła w stronę Figg, przedzierając się ku niej przez tłum.
- Nora, kochanie, nie podbijaj już ceny - szepnęła cicho, pochylając do ucha przyjaciółki. Bardzo łagodnym tonem, bo nie była pewna, co się działo (choć oczywiście zamierzała to potem sprawdzić). - Niech ktoś inny dostanie przyjemność pójścia z Erikiem na kolację, ty możesz wpaść, kiedy tylko zechcesz.
Na szczęście dla Brenny i Nory - licytujący byli bardzo zdeterminowani. Na tyle, że zaczęła istnieć szansa, że licytacja potrwa do białego rana, a przynajmniej jedna fortuna mocno ucierpi. Longbottom miała wrażenie, że przyjdzie im to przerwać, inaczej będą licytować się o jednego knuta ze dwie, trzy godziny...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.