Więcej. Czasem człowiek był nienasycony. Potrzebował czegoś innego. Nowego. Nie musiało być lepsze, albo nie musiało być porównywalne. Miało przyjść ze swoją intensywnością, z westchnięciami, z jękami proszącymi o więcej. Proszenie o przekroczenie granic czasem wiązało się z rozczarowaniem. A czasem było dokładnie tym, czego oczekiwaliśmy.
Rozpalił jego ciało i umysł, wpisał się w niego poczuciem wyjątkowości, o którą przecież już go oskarżył. Jesteś dla mnie wyjątkowy. Co ta wyjątkowość jednak miała oznaczać - tego zdradzać nie zamierzał. Jeszcze nie. Jego wyginające się ciało było prawie jak plastelina, którą można ułożyć podług własnych potrzeb, ale to prawda - należało ją traktować z odpowiednią ostrożnością. Nie zmieszać za mocno kolorów. Nie nacisnąć za mocno. Piękna konstrukcja mogła szybko zamienić się w brzydką breję, która nie odpowiadała nikomu. Ten jeden łyk alkoholu gdzieś grał mu w mocno bijącym sercu, które stukało w klatce piersiowej nabierając tempa, a teraz powoli stygnąc. Uspakajając się. Seks miał przynosić spokój. Tymczasem miał wrażenie, że przyniósł popiół w zaciszu własnych myśli. Leżał tak parę chwil obejmując Nicholasa jakby to właśnie on był tu najbardziej kruchym skarbem na świecie, zachłannie podziwiając ciepło, gorąco wręcz jego ciała, choć wcale na niego nie spoglądał. Oczy miał zamknięte. Nie musiał. Mapa jego ciała zapisana została w jego głowie. W końcu jednak się odsunął, wyplątał z jego rąk i z pościeli pozbawiony wstydu swojej nagości, czując się całkowicie pewnie w skórze, którą nosił. Mając w sobie pewność, że to ciało się podoba.
Poprosił Nicholasa o użyczenie łazienki i ręcznika. W swojej delikatności nie znosił wielu rzeczy - brzydko pachnieć tym bardziej. Nie było w jego ruchach pośpiechu, poczucia, że musi uciekać, że skoro już się ze sobą przespali to znów - nic ich nie łączy. Zabawne, bo stojąc pod prysznicem pomyślał że na miejscu Nicholasa w przypływie dobrego humoru mógłby odwrócić teraz konika i zadać to pytanie sobie samemu. Bo skoro gra była dokończona... była? To już, to wszystko? Wątpliwości były rzeczami, które zjadały Laurenta od środka i przybijały go na dno. Do zimnej ziemi tego lodowego królestwa, które okazało się bardzo gościnne, a w swoim mrozie - gorące. W swojej próbie zrozumienia Nicholasa i rozszyfrowania jego zamiarów nie zdawał sobie sprawy z istnienia najważniejszego elementu - że Nicholas bardzo chciał, żeby Laurent zapamiętał. Tak jakby ta niepamięć była czymś, co naprawdę mu przeszkadzało, nawet jeśli o tym nie mówił i być może nawet nie przyznawał się do tego samemu przed sobą. Prawdy wypowiadane w lustro były najtrudniejsze - wiedział o tym najlepiej.
- Następnym razem lepiej zaproś mnie na randkę. - Zażartował delikatnie, albo przynajmniej spróbował, bo wcale nie spodziewał się następnego razu. Wsunął spodnie na siebie, rozglądając się za koszulą, która (no tak) została przecież w salonie, ale dopiero po chwili to do niego dotarło. Zapiął zegarek na nadgarstek spoglądając na godzinę. Nie było pośpiechu. To był żart, bo kto by to potraktował poważnie. I jakiej niby randki mogło doświadczyć dwóch mężczyzn?