Jeżeli czegoś się nauczył w tym życiu od tylu lat poznając ludzi od środeczka, gdzie nie ma już miejsca na ukrycie uciekających zdań, obrazów czy uczuć to tego, że nic nie było jasne i oczywiste w emocjach. Stwierdzenie: ja go kocham opływało banałem a zarazem mocą wyznania. Niektórzy na te słowa czekali całe życie, inni nie chcieli go usłyszeć nawet przez chwilę bo to by oznaczało zobowiązania. Oznaczałoby konieczność pisania skomplikowań do scenariusza życia, jaki sobie przygotowałeś. Lub ktoś ci przygotował z myślą, że się z nim dzielnie zapoznasz. Nie ważne. Te drobne komplikacje niekiedy zostawały przyćmione przez zyski, kiedy już myślałeś o stratach a innym razem zatrzymywały serce i przyprawiały o zawał. Nie, zdecydowanie nic dobrego, zdecydowanie wam się nie uda, zdecydowanie nie chcesz. Skoro tak to uczysz się uciekać, bo łatwiej jest uciec niż stanąć twarzą w twarz ze swoim strachem. Zdanie zależy mi na tobie było jakieś łatwiejsze w przyswojeniu, przełknięciu. Łatwiej przechodziło przez gardło, bo gdyby się tak zastanowił to wcale nie musiało nawiązywać do tej sławionej przez poetów miłości. Zależało wam na sobie - a czy to miłość? Bletchley nie miał wątpliwości. Mógł unikać używania tego słowa, ale nie zmieniało to tego, że Flynn wtargnął do jego serca i nawet kiedy starał się to wszystko spłycać, kontrolować, nie pozwalał sobie na wybuchy emocji to potem ta Wrona przylatywała na jego okienko, błyskała tymi swoimi oczkami i już był załatwiony. Kto tu kim niby mógłby manipulować? Mógł wiele rzeczy. Flynn też całkiem sporo mógł. I koniec końców każdy z nich chodził po krawężniku zamiast cieszyć się tym, że dopiero co zrobili ładny, równiutki chodnik.
- Oba. - Uśmiechnął się kącikiem ust, wyciągając ręce, by oprzeć je na jego barkach i skrzyżować za szyją gdy tak chętnie nawiązał kontakt fizyczny. Nie wzbraniał się przed tym, tak jak nie wzbraniał się przed faktem, że znów wpuścił do swojego życia człowieka, który raz mu przyniósł zawód. Cain wiedział, że ludzie potrafią się zmieniać, ale wiedział też bardzo dobrze, że jednak częściej oszukiwaliśmy samych siebie, że ta druga strona zmianie uległa - albo że się zmieni. Klasyczny przypadek wszystkich nieszczęść, jakie spadały na żony alkoholików. - Jak nie pukasz do drzwi to możesz chociaż puknąć mnie. - Proste. Koniec końców rachunek będzie się zgadzał i kulturze stanie się zadość. Bo chyba można prosić o jakąś rekompensatę, tak? Cain celowo nie zamykał drzwi, bo Flynn gotów byłby szarpać się z tą klamką albo sięgać znowu po narzędzia złodziejskie, żeby się tu dostać, zamiast zapukać jak każdy normalny człowiek. Tak, zupełnie jakby nic się nie zmieniło i wrócili ot tak, po prostu, do punktu, w którym się rozstali. Pochylił się do jego ust, żeby je musnąć - smakujące nikotyną. Jak niemal zawsze. Ale ten zapach przykrywał coś innego. I tym razem nie był to ani zapach ogniska, ani całego dnia, który na sobie mógł nosić. - Heeej. - To było takie miłe. Tak miłe w swojej prostocie, że na dwie sekundy przymknął powieki, czując ciepły dreszcz przebiegający pod skórą jakby parada mrówek postanowiłaby wziąć udział w marszu równości - tylko akurat na jego ciele. Nie miał nic przeciwko. Uczucie było przyjemne.
Wyciągnął dłoń, spoglądając rzeczywiście w dół na to, czym jeszcze Fleamont zamierzał go zaskoczyć. Niezrozumienie i ciekawość łączyły się w jego spojrzeniu, kiedy obrócił pudełko, potem w drugą... i załapał. Zaskoczył trybik w nawiązaniu do rozmowy, jaką prowadzili, podniósł na Flynna głowę z uśmiechem rozbawienia, uniósł jedną brew pytająco, a potem karty otworzył i już chciał podnieść jedną z nich, żeby ją przeczytać... ale nie. Obrócił tylko rewers, żeby obejrzeć jak się prezentowały. Zabawy tego typu były w szkolnych murach naprawdę mało zabawne - przynajmniej dla niego. Z perspektywy czasu wiedział, że to była głupotka, że nie było czym się przejmować, ale dzieciaki zawsze potrafiły wszystko bardzo skutecznie wyolbrzymiać.
- Teraz nie wiem, czy proponować ci butelkę taniego wina w dużej ilości, żeby w to zagrać, czy może jednak absurdalną trzeźwość, żeby nas zabiła powaga. - Wszystko było kwestią tego, co mu przyjdzie potem z tego zapamiętać. - Mój wstyd już został przetestowany przy wymianie poczty. Gorzej nie będzie.