Och tak, rodzina Lestrange była naprawdę duża. Jeśli nawet jedna osoba nie miała u nich wpływów, władzy czy pieniędzy to wystarczyło się obrócić do dwóch następnych - na pewno by się znalazło. To było jedno z tych zagajeń od strony Bellamyego, które jakoś negatywnie wpłynęło na samą Victorię, prawie jakby jej duma została urażona. Trochę nic dziwnego - akurat była całkiem dobrze znana. Nawet jeśli Bell nie kojarzył jej z kontaktu bezpośredniego, to należała do Zimnych, o których szumiała Anglia, może i szumiał świat, a już z pewnością gazety i dziennikarze. Zebrali się w takim gronie, że chyba prócz Bella każdy tutaj miał styczność z dziennikarzami - w niektórych przypadkach zarówno z tymi pozytywnymi jak i tymi negatywnymi. To było, o zgrozo, istotne, z kim się pokazujesz publicznie. Potrafiło wyznaczać pewne drogi, a niektóre z nich potrafiły bardzo nabrudzić pod nogami. Bo to, że chciałby, żeby ludzie skupiali się na rzeczach dobrych i przyjemnych, zamiast starać się podkładać kłody czy szeptać za plecami innych to jedno. To, że wiedział, że świat nie działał w takiej utopijnej wersji - drugie. Temat się przenikał ze sobą, ale Laurent jedno od drugiego oddzielał.
- Liczę na pocztówkę. - Zażartował delikatnie do Bellamyego, bo tak naprawdę żadnej pocztówki od niego nie oczekiwał. Takie gesty były jednak zawsze miłe. Taki drobny symbol "pamiętam o tobie". Choć jestem bardzo, bardzo daleko.
- Tutaj sensacja była niemała. - Uśmiechnął się delikatnie do Logana, bo może i pojedynek był wyrównany (Laurent się nie znał, ale wyglądało jakby nie było strony mocno spychanej, chociaż na początku Philip zdecydowanie zmusił Louvaina do obrony) to jednak jego stawka i samo zakończenie pozostawiało absolutny niedosyt. No i - właśnie - skoro to rzecz toczyła się o honor... O tym jednak też mógłby powiedzieć, że się nie zna. Męska duma to rzecz święta, a urażona kobieta - przeklęta. Urazy urazom równe nie były. Blondyn miał nadzieję, że to się rozejdzie po kościach, wszyscy zapomną, a te artykuły apropo pojedynku szybko zgasną. Tego życzył Philipowi bo jakoś wątpił, żeby temu było to wszystko na rękę. I na pewno zbliżające się dni osaczą go reporterami. - To prawda. - Może i to było "nudziarstwo" ze strony Philipa, ale te proste, miłe słowa przyprawiły Laurenta o ciepły uśmiech. Taki bardzo serdeczny, bo zgadzał się z tym. Anglii zwiedził jednak duży kawałek i pewnie jeszcze przyjdzie mu zwiedzić. Z pobytami za granicą to bywało różnie. Niby wcale wiele nie podróżował, ale to we własnym mniemaniu. Odbył o wiele więcej podróży niż przeciętny Anglik. - Dlaczego nie? Miło usłyszeć coś tak prostego, a prawdziwego. - Zwrócił się do Philipa, kiedy ten skrytykował sposób mówienia Logana. Czy ktoś w ogóle chciał słuchać o tym, że jest nudziarzem? Co było wyznacznikiem zabawy? Laurentowi zrobiło się nieswojo na te słowa, wątpliwości w końcu bardzo łatwo kiełkowały w głowie. Ale nie dał tego po sobie poznać.
- Miłego wieczoru. - Brenny? Erik... Longbot... och. OCH. Laurent czuł, że właśnie doznał absolutnego olśnienia, ale przyszło ono kompletnie nie w czas. Może to i nawet lepiej, że Erik zrobił taktyczny odwrót, bo chyba byłoby mu głupio, naprawdę.
W dalszą część rozmowy, tę dotyczącą samych wyścigów, się nie angażował. Aczkolwiek słuchał. Słuchał i popijał tego swojego drinka, bardzo malutko, powolutku, chociaż wyglądało to tak, jakby brał łyka co chwila. Poziom alkoholu we krwi tańczył mu w żyłach do stopnia, w którym człowiekowi robiło się cieplej, był rozluźniony, ale nie kręciło ci się w głowie i nie miałeś problemu z wędrowaniem prosto. Nie pozwolił sobie na wypicie za dużo. Choć prawdę mówiąc - kusiło.
- Dziękuję za miło spędzony czas. - Bo był miło spędzony. Nawet jeśli specyficzny. - Odprowadzę cię, Victorio. - Wstał i zapłacił za ich drinki barmanowi, poprawił marynarkę, kołnierz koszuli i podał kobiecie ramię. - Miłej nocy, panowie. - Powóz już na nich czekał, ale mogli w zasadzie przejechać ten kawałek drogi bez konieczności przyprawiania Victorii o ból brzucha.