Kiedy Laurent przełamał ciastko na pół mógł znaleźć w nim niewielką karteczkę, na której była zapisana jakże filozoficzna myśl By dojść do tego, żebyś był wszystkim, nie chciej być w czymś niczym co autor miał na myśli, tego się nie dowie, mógł jednak sobie interpretować to na własny sposób. Od tego w końcu były wróżby. Norka miała zebrane kilka książek filozoficznych, z których przepisywała wyrwane z kontekstu cytaty, które miały zmusić konsumujących ciastka do rozmyśleń.
Obserwowała Ave przez krótką chwilę, kiedy oddalała się w głąb pomieszczenia. Miała wrażenie, że kuzynka o czymś jej nie mówi. Może później postanowi ją zaczepić i porozmawiać chwilę dłużej, zresztą chciała ją też zapytać o mężczyznę, z którym widziała ją na sabacie, czy znalazła sobie nowego adoratora, była bardzo ciekawa.
Brenna jak zawsze nie przestała jej zaskakiwać, kiedy właściwie miała czas na to, żeby przygotować jeszcze te wianki? Czy ona w ogóle kiedykolwiek spała? Norka wybrała sobie wianek z fiołków, uważała, że najbardziej pasował do jej różowej sukienki, a lubiła, kiedy wszystko, co miała na sobie jakoś się zgrywało. - Dziękuję Brenn, jak zawsze dbasz o nastrój. - Sama Nora nie wpadła na to, żeby zorganizować wianki, trochę jej się zrobiło z tego powodu głupio. Odłożyła wianek dla Mabel pod ladę, żeby nie został zniszczony podczas tego wieczoru. Kto wie, co będzie się tutaj działo.
- Na pewno skorzystam, szczególnie jeśli tak je reklamujesz. - Powiedziała jeszcze do Patricka. Będzie musiała pomyśleć, kogo ze sobą zabrać, chociaż znając swoich najbliższych większość z nich już odwiedziła to miejsce, zatrzyma je na odpowiednią okazję.
- Jednak trochę mi przykro, że nie korzystam z okazji. - Chętnie by przemaglowała Erika na temat tego, co mu się dzisiaj przydarzyło. Nie wyglądał dobrze, ale żył. To był całkiem spory plus tej sytuacji, bo spodziewała się najgorszego, zresztą nie pierwszy raz. Miała wrażenie, że próbuje wpędzić ją do grobu.
[a]Wtedy do jej uszu dotarł głośny dźwięk, coś pękło. Musiał to być jeden z balonów. Wyprostowała się, żeby poszukać winowajcy, jednak sam znalazł się bardzo szybko. Lady biegła wystraszona w jej stronę. Norka nie spodziewała się, że kotka umie tak szybko biegać, jak widać w sytuacji zagrożenia życia każdy potrafił wykrzesać z siebie siły, które siedziały bardzo głęboko. Nachyliła się jeszcze, żeby Lady mogła wskoczyć jej na ręce. Po czym przytuliła ją mocno do siebie. Wydawało jej się, że tego właśnie potrzebuje. - Słońce, musisz uważać, nie sądzę, żeby ktoś chciał cię tutaj zamordować.
- Nawet tak nie żartuj Tommy. - Powiedziała do brata. Bardzo nie chciałaby zobaczyć w Mungu kogokolwiek z osób, które były tu zgromadzone, chociaż wiedziała, że jest taka możliwość. Wszyscy ciągle ryzykowali życia, nie było łatwo mieć takich przyjaciół.
- Wujku, jesteś niesamowity, doceniam poświęcenie. Londyn wcale nie jest taki straszny. - Miała nadzieję, że wuja nie przeżył jakoś mocno wizyty w tym miejscu, nie wybaczyłaby sobie, gdyby nabawił się jakieś traumy.
Sama Figg nie do końca wiedziała, gdzie powinna usiąść i czy powinna usiąść. Nalała więc sobie po prostu do kieliszka likieru z cytryny z mięta i upiła niewielki łyk. Spoglądała na towarzystwo z uśmiechem na ustach, bo ogromnie cieszyła się, że są tutaj z nią, wszyscy, żywi. Niby taka mała rzecz, a cieszy. - Spróbujcie babeczek, tych kwiatowych. - Chciała zobaczyć, jak zareagują na ewentualne niespodzianki, które były zawarte w środku. Norka lubiła dosypać tego i owego, żeby nie było tutaj zbyt sztywno.