Wracała do domu, miała krótkie spotkanie z Peppą, ale teraz już mogła wrócić do siebie, do domu, do rodziny, do obowiązków, do braku chaosu jaki towarzyszył jej wśród ulicznych gwarów. Nie za dobrze czuła się jeszcze na ulicach Nokturnu łażąc po nich sama, ale powoli nabierała tej pewności. Było to widać w jej ruchach i słowach jakie rzucała, gdy z kimś rozmawiała. Grunt to brak strachu, nie? Ubrana była w długie spodnie, ciężkie wygodne buty i koszulę z krótkim rękawem w kolorze czerni. Włosy dzisiaj były krótkie, sięgały jej do uszu, a oczy nadal ciemne i chłodne. Pachniała jak zwykle jaśminem.
Nagle jej oczom ukazał się ten chłopak, ten dziwny, który czasami spędzał jej sen z powiek. Poczuła ukłucie ciekawości i delikatnego strachu pomieszanego z adrenaliną. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, ale nie wiedziała do czego miała to przypisać. Najpierw chciała się gdzieś schować, ale chłopak przykleił się do ściany. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że kilku przechodniów spojrzało na niego jak na dziwaka. Nawet Maya uniosła brew ku górze zastanawiając się, czy nie wypadła mu jakaś klepka, albo czy rodzice nim czasem w dzieciństwie nie miotali o ściany zamiast kołysać do snu.
Maya ruszyła za nim, powoli i ostrożnie, aby nie wydać żadnego dźwięku. Wiedziała, że popełnia głupotę, ale naprawdę chciała się dowiedzieć kim on jest, czy on w ogóle był prawdziwy? Może to była jakaś zbiorowa rodzinna halucynacja? Może ciocia Maeve i Maya jednak były podatne na jakieś dziwne substancje i razem miały wizję tego dziwnego człowieka? Starała się nie rozpraszać, była gotowa tym razem rzucić od razu zaklęcie jeśli tylko mężczyzna wykona w jej kierunku jakiś gwałtowny ruch. Już nie miała zamiaru być spłoszoną, małą dziewczynką.
Nagle Leo zniknął za jedną ścianą prowadzącą do mniejszej uliczki, gdzie znajdowały się mieszkania jakichś ludzi. Maya przyśpieszyła i przystanęła przy ścianie, aby wychylić się i zerknąć, czy on tam jest i co robi, ale zniknął. Weszła więc do uliczki i rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było, był tylko mały, rudy kot.
– Hej mały – powiedziała bardziej do siebie, bo w końcu kot jej nie zrozumie, nie? Uparcie szukała jakiegokolwiek śladu po Leo, ale nic nie było. Pewnie przeniósł się do swojego domu. Maya westchnęła zawiedziona, że nie dowiedziała się o nim jego tajemnicy, czy był normalny i jak działał, ale może następnym razem?
Nie! Nie będzie następnego razu, co to – to nie!
Powinna się od niego trzymać z daleka, prawda? Był nieprzewidywalny.