05.12.2023, 00:14 ✶
- Oh, ja nawet dla kiepskich słodyczy zrobiłbym wiele, ale skoro twoje są najlepsze - co zaznaczała tak mocno, jakby zależało od tego jej życie - to jestem łatwy. - Brzmiał szczerze, brzmiał wesoło, jak najlepsza kokietka, którą zresztą był, ale... No właśnie, pojawiało się „ale” i były nim uczucia. Nie dlatego, że nie czuł nic - on zawsze coś czuł, zawsze czuł za dużo jak na jednego człowieka - po prostu przy Lizzie czuł się jakoś inaczej. Lizzie była miła, była słodka, musiała być marzeniem każdego poczciwego faceta chcącego założyć rodzinę i spędzić dobre życie u jej boku. Potrafił domyślić się każdego pseudonimu, jaki jej nadano, wszystkich tych pączusiów i landrynek, pewnie często słyszała „Lizzie, jesteś aniołem!”, a ona uśmiechała się niewinnie. A on... Jego anioły wyglądały po prostu inaczej.
Lizzie kojarzyła mu się z Tullym. Mógłby przysiąc, że miał to samo ciepło w oczach, kiedy się do niego uśmiechał. To coraz mocniej rozpalało jego serce, ale nie zachęcało do tak bezczelnego flirtu jak zawsze. Wręcz przeciwnie - pchało ku łagodności.
- Jak mi się odpłacisz? - Zapytał i na moment zamarł. Bo zdał sobie sprawę z tego, że kogoś innego zapytałby o to w sposób skrajnie wyuzdany, niemal pornograficzny. Ją - delikatnie zaczepny, jakby jej poświata go stonowała. Gdyby mu teraz kazała wnieść coś ciężkiego na szóste piętro, to by pewnie nawet nie zapytał po co, tylko chwycił za karton.
Na słowa o preclu skinął głową.
- Robisz zbyt fajną minę, kiedy się skupiasz, więc dam ci jeszcze jedną szansę. - I podpowiedź, ale tego już nie dodał, tylko odsunął się na krok i zrobił tak spontaniczny ruch akrobatyczny, że spodziewał się po jej stronie przynajmniej lekkiego szoku. Wyglądał tak, jakby chciał naprzeciwko niej odkurwić gwiazdę w kierunku drzwi, ale zamiast tego zatrzymał się w połowie i stanął na rękach. A później ... ! Stał już tylko na jednej, drugą podciągał do góry rozerwaną koszulę i łatał ją prowizorycznym zaklęciem, żeby nie świecić gołą klatą, kiedy będą omawiać szczegóły tej wycieczki w kącie Dziurawego Kotła. Wylądował na dwóch nogach, w teatralnej pozie, wyciągając rękę w jej kierunku. Tak, robił ten trik z Laylą w poprzedniej części przedstawienia.
Ujęła jego dłoń? Jeżeli tak, to zabrał ją w kierunku baru. Jeżeli nie - skinął głową na znak, żeby już szli.
- Wiesz, jak to się skończy? Pójdziemy tam i okaże się, że to musi być weekend. I tego dnia Śmierciożercy zrobią ci nalot na cukiernię.
Lizzie kojarzyła mu się z Tullym. Mógłby przysiąc, że miał to samo ciepło w oczach, kiedy się do niego uśmiechał. To coraz mocniej rozpalało jego serce, ale nie zachęcało do tak bezczelnego flirtu jak zawsze. Wręcz przeciwnie - pchało ku łagodności.
- Jak mi się odpłacisz? - Zapytał i na moment zamarł. Bo zdał sobie sprawę z tego, że kogoś innego zapytałby o to w sposób skrajnie wyuzdany, niemal pornograficzny. Ją - delikatnie zaczepny, jakby jej poświata go stonowała. Gdyby mu teraz kazała wnieść coś ciężkiego na szóste piętro, to by pewnie nawet nie zapytał po co, tylko chwycił za karton.
Na słowa o preclu skinął głową.
- Robisz zbyt fajną minę, kiedy się skupiasz, więc dam ci jeszcze jedną szansę. - I podpowiedź, ale tego już nie dodał, tylko odsunął się na krok i zrobił tak spontaniczny ruch akrobatyczny, że spodziewał się po jej stronie przynajmniej lekkiego szoku. Wyglądał tak, jakby chciał naprzeciwko niej odkurwić gwiazdę w kierunku drzwi, ale zamiast tego zatrzymał się w połowie i stanął na rękach. A później ... ! Stał już tylko na jednej, drugą podciągał do góry rozerwaną koszulę i łatał ją prowizorycznym zaklęciem, żeby nie świecić gołą klatą, kiedy będą omawiać szczegóły tej wycieczki w kącie Dziurawego Kotła. Wylądował na dwóch nogach, w teatralnej pozie, wyciągając rękę w jej kierunku. Tak, robił ten trik z Laylą w poprzedniej części przedstawienia.
Ujęła jego dłoń? Jeżeli tak, to zabrał ją w kierunku baru. Jeżeli nie - skinął głową na znak, żeby już szli.
- Wiesz, jak to się skończy? Pójdziemy tam i okaże się, że to musi być weekend. I tego dnia Śmierciożercy zrobią ci nalot na cukiernię.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.