Dla Murtagha cała sprawa z czystością krwi i wyższością czarodziejów nad mugolami, była też droga sercu co dość nowa. W jego domu rodzinnym raczej nie dyskryminowało się nikogo - "Matka kocha wszystkich" powtarzał ojciec, a kowen miał dość liberalne poglądy na temat mugoli, tak długo jak nie niszczyli magicznych miejsc kultu. Murtagh jednak przez większość swojej młodości "szukał guza" na Nokturnie, albo poświęcał się pracy w Ministerstwie. Pogodzenie tych dwóch tożsamości było na tyle wymagające, że nie pozostawiało mu wiele czasu na cokolwiek innego. Kiedy usłyszał o sprawie i zaczął coraz bardziej angażować się w ruch antymugolski, zrozumiał, że daje mu to dużo satysfakcji. Nie tylko dlatego, że pozwalało mu znaleźć oparcie w czymś większym niż on sam, co miało dodatkowo zagwarantować wszystkim czarodziejom świetlaną przyszłość. Także dlatego, że Jego głos w głowie stawał się znów coraz bardziej natarczywy i nieprzyjemny, jak przed wieloma laty, kiedy chciał po prostu poślubić dziewczynę, którą kochał i stworzyć z nią rodzinę.
Nie wahał się, kiedy otrzymał notatkę, która obiecywała mu, że nie tylko może się sprawdzić ale i przyczynić do posunięcia dalej sprawy o którą walczyli. Nie, wahanie i kwestionowanie rozkazów nie zaprowadziłoby go daleko. Bez zwłoki przywdział więc czarną szatę z kapturem, zaś na twarz założył dostarczoną mu, ale jeszcze nigdy nie używaną maskę. Miał wiedzieć, kiedy nadejdzie odpowiedni czas, żeby jej użyć i domyślał się, że ten ciepły, czerwcowy wieczór to właśnie ten moment.
Tak ubrany, teleportował się w miejsce, o którym wspominała notatka, a które - jak się już domyślił - było domem jego szefa. Człowieka, który był tak poczciwy w podejściu, jak skrupulatny w papierach. A przede wszystkim, który zdecydowanie nie stanąłby po stronie Czarnego Pana. Na miejscu czekał już na niego zamaskowany osobnik, który w liściku podpisał się jako Papilio, choć zwiewnego motyla wcale nie przypominał.
- Przybyłem na wezwanie. Pozostaję do usług. Jakie jest zadanie? - nie bawił się w inne formalności i powitania, nie byli przecież na wieczorku towarzyskim tylko w trakcie ściśle tajnej misji.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London