18.11.2022, 01:08 ✶
- … robię się głodna na samą myśl – jęknęła cicho, gdy Brenna roztoczyła przed Mav widok pączkowego raju. Budyń! Czekolada! Jagodzianki! Nic, tylko się objadać, objadać, objadać. I można umrzeć szczęśliwym czy jakoś tak.
Otwarcie cukierni najwyraźniej nie zostało całkiem niezauważone, bo do środka zaglądnęły również i kolejne osoby. W duchu odruchowo zgodziła się z pytaniem zadanym przez Seraphinę pod adresem Brenny, po czym skojarzyła, że biedny cierpiał na tę samą przypadłość, co i jej kuzynka – znaczy się, poproś Longbottoma o przysługę, a ten poruszy niebo i ziemię, żeby ją spełnić.
Stąd też podejrzliwe spojrzenie skierowało się zaraz ku Norze, jako prawdopodobnej winowaczyjni obecnego stanu Erika. Choć jednocześnie w jakiś sposób cała ta sytuacja Mavelle okrutnie bawiła i…
… zapewne można się było spodziewać jakiegoś szkicu, gdy wróci do domu. A nawet kilku. Kto wie, może jeszcze porozrzuca rysunki w paru miejscach?
- Och, chyba nie muszę zgadywać, po prostu wiem – uśmiechnęła się w stronę Nory. Tak, zdecydowanie nie posądzała kuzyna o takie pomysły, ale o spełnianie próśb wszelakich – jak najbardziej.
- Dopiero zaczynamy – odparła Seraphinie, podając kobiecie dłoń i odwzajemniając uścisk – Mam tylko nadzieję, że jest naprawdę duży zapas słodkości, bo z tego co widzę i czuję to raczej szybko zniknie – dorzuciła jeszcze lekkim tonem.
- Ej, ale jak to, za słodkie? – obruszyła się, zerkając na Idę. Jakoś nie mieściło się to w światopoglądzie Mavelle – ot, pączki stanowiły nieodłączny atrybut przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i koniec, kropka. Sama tę miłość do nich chyba wręcz odziedziczyła, bo nie przypominała sobie chwili, w której byłaby w stnie wyobrazić sobie świat bez tych łakoci.
Co, swoją drogą, wymuszało sporą porcję ćwiczeń, żeby samemu nie zamienić się w pączka. Raczej nie dogoni przestępcy, turlając się za nim…
W cukierni robiło się coraz tłoczniej, co chyba stanowiło całkiem dobrą wróżbę.
- Niech zgadnę, nie mogę wziąć po prostu wszystkich? – spytała pół-żartem, pół-serio, gdy Nora podeszła do niej z tacą. Przyjrzała się przez moment słodkościom, wahając się, który wziąć (wszak każdy pączek wręcz wołał „weź mnie!”), koniec końców któregoś złapała i nie ociągała się z wbiciem w niego zębów.
pączek nr 9
Otwarcie cukierni najwyraźniej nie zostało całkiem niezauważone, bo do środka zaglądnęły również i kolejne osoby. W duchu odruchowo zgodziła się z pytaniem zadanym przez Seraphinę pod adresem Brenny, po czym skojarzyła, że biedny cierpiał na tę samą przypadłość, co i jej kuzynka – znaczy się, poproś Longbottoma o przysługę, a ten poruszy niebo i ziemię, żeby ją spełnić.
Stąd też podejrzliwe spojrzenie skierowało się zaraz ku Norze, jako prawdopodobnej winowaczyjni obecnego stanu Erika. Choć jednocześnie w jakiś sposób cała ta sytuacja Mavelle okrutnie bawiła i…
… zapewne można się było spodziewać jakiegoś szkicu, gdy wróci do domu. A nawet kilku. Kto wie, może jeszcze porozrzuca rysunki w paru miejscach?
- Och, chyba nie muszę zgadywać, po prostu wiem – uśmiechnęła się w stronę Nory. Tak, zdecydowanie nie posądzała kuzyna o takie pomysły, ale o spełnianie próśb wszelakich – jak najbardziej.
- Dopiero zaczynamy – odparła Seraphinie, podając kobiecie dłoń i odwzajemniając uścisk – Mam tylko nadzieję, że jest naprawdę duży zapas słodkości, bo z tego co widzę i czuję to raczej szybko zniknie – dorzuciła jeszcze lekkim tonem.
- Ej, ale jak to, za słodkie? – obruszyła się, zerkając na Idę. Jakoś nie mieściło się to w światopoglądzie Mavelle – ot, pączki stanowiły nieodłączny atrybut przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i koniec, kropka. Sama tę miłość do nich chyba wręcz odziedziczyła, bo nie przypominała sobie chwili, w której byłaby w stnie wyobrazić sobie świat bez tych łakoci.
Co, swoją drogą, wymuszało sporą porcję ćwiczeń, żeby samemu nie zamienić się w pączka. Raczej nie dogoni przestępcy, turlając się za nim…
W cukierni robiło się coraz tłoczniej, co chyba stanowiło całkiem dobrą wróżbę.
- Niech zgadnę, nie mogę wziąć po prostu wszystkich? – spytała pół-żartem, pół-serio, gdy Nora podeszła do niej z tacą. Przyjrzała się przez moment słodkościom, wahając się, który wziąć (wszak każdy pączek wręcz wołał „weź mnie!”), koniec końców któregoś złapała i nie ociągała się z wbiciem w niego zębów.
343/662
pączek nr 9