05.12.2023, 22:50 ✶
Przystała na prośbę chłopaka z kilku powodów, ale ten najważniejszy był jeden: pomoc Luckowi służyła jej własnym interesom. Fontaine nie pozostawiła jej złudzeń. Powrót do dawnego życia był nimożliwy. Jeśli chciała dalej cieszyć się „ochroną” i „wsparciem”, to musiała zaakceptować swoją nową rzeczywistość. Zaadaptuje się albo wyląduje na samym dnie łańcucha pokarmowego Ścieżek. A jaki był lepszy sposób na podtrzymanie swojej pozycji niż udzielenie wsparcia komuś, kto był lepiej zapoznany z dzielnicą i światem magii od niej?
A może przyczyna była inna. Jak na przykład przyjemna facjata Lucky'ego Lucka lub kwestia tego, że byli zbliżeni do siebie wiekiem. Chcąc nie chcąc Sammy bardziej łaknęła towarzystwa rówieśników niż podstarzałych typów chwalących się liczbą rzuconych klątw na swoim koncie. Poza tym, spośród tych wszystkich typków, z jakimi miała do czynienia, Lucek wydawał się w miarę godny zaufania.
— Jasne — potwierdziła chrapliwym głosem, naciągając kaptur ciemnej bluzy głębiej na swoje czoło. Rozejrzała się po ruinach kamienicy, próbując rozeznać się w dawnym układzie pomieszczeń. Ze ścian nie zostało zbyt wiele, ale resztki mebli, czy ozdób mogły powiedzieć, czy grzebała w resztkach łazienki, czy sypialni. — Miałeś tu jakieś zaskórniaki? Skrytki? Coś... wyróżniającego się, co chcesz znaleźć?
Podeszła do zrujnowanej komody, rzucając połataną torbę na pobliską stertę. Odsuwała ostrożnie jedną szufladę po drugiej, chcąc uniknąć sytuacji, gdy te kilka cienkich deseczek, z jakich był sklecony mebel, rozpadnie się w drobny mak, sprawiając, że zawartość wyleci jej prosto na stopy. Westchnęła cicho, wodząc na wpół obecnym wzrokiem po zniszczonym mieszkaniu.
— Co się tu właściwie odwaliło? — rzuciła, odkładając na bok dwie pary ubrudzonych pyłem spodni. — Ktoś zostawił obiad na gazie, a potem butla poszła w diabły? — Uniosła pytająco brew. — Kamienice raczej nie wybuchają ot tak. Chyba że tutaj to normalka?
Na komentarz kolegi uniosła wzrok w górę. Podjęcie decyzji zajęło jej niecałe pięć sekund.
— Mogę tam wejść. Mi i tak już nic nie zaszkodzi.
Wykrzywiła usta w nieprzyjemnym uśmiechu, chowając zbłąkany kosmyk włosów do kaptura. Zwiększona odporność na ból i obrażenia ciała była jednym z nielicznych plusów, jakie odkryła, odkąd te mendy postanowiły wepchnąć jej ducha z powrotem do jej ziemskiej powłoki. Gdyby potrafiła, mogłaby żonglować rozżarzonymi węglami. Upadek z jednego piętra na stertę kamieni nie wpędzi jej do hehe grobu.
Barda prowadzi: @Erik Longbottom
A może przyczyna była inna. Jak na przykład przyjemna facjata Lucky'ego Lucka lub kwestia tego, że byli zbliżeni do siebie wiekiem. Chcąc nie chcąc Sammy bardziej łaknęła towarzystwa rówieśników niż podstarzałych typów chwalących się liczbą rzuconych klątw na swoim koncie. Poza tym, spośród tych wszystkich typków, z jakimi miała do czynienia, Lucek wydawał się w miarę godny zaufania.
— Jasne — potwierdziła chrapliwym głosem, naciągając kaptur ciemnej bluzy głębiej na swoje czoło. Rozejrzała się po ruinach kamienicy, próbując rozeznać się w dawnym układzie pomieszczeń. Ze ścian nie zostało zbyt wiele, ale resztki mebli, czy ozdób mogły powiedzieć, czy grzebała w resztkach łazienki, czy sypialni. — Miałeś tu jakieś zaskórniaki? Skrytki? Coś... wyróżniającego się, co chcesz znaleźć?
Podeszła do zrujnowanej komody, rzucając połataną torbę na pobliską stertę. Odsuwała ostrożnie jedną szufladę po drugiej, chcąc uniknąć sytuacji, gdy te kilka cienkich deseczek, z jakich był sklecony mebel, rozpadnie się w drobny mak, sprawiając, że zawartość wyleci jej prosto na stopy. Westchnęła cicho, wodząc na wpół obecnym wzrokiem po zniszczonym mieszkaniu.
— Co się tu właściwie odwaliło? — rzuciła, odkładając na bok dwie pary ubrudzonych pyłem spodni. — Ktoś zostawił obiad na gazie, a potem butla poszła w diabły? — Uniosła pytająco brew. — Kamienice raczej nie wybuchają ot tak. Chyba że tutaj to normalka?
Na komentarz kolegi uniosła wzrok w górę. Podjęcie decyzji zajęło jej niecałe pięć sekund.
— Mogę tam wejść. Mi i tak już nic nie zaszkodzi.
Wykrzywiła usta w nieprzyjemnym uśmiechu, chowając zbłąkany kosmyk włosów do kaptura. Zwiększona odporność na ból i obrażenia ciała była jednym z nielicznych plusów, jakie odkryła, odkąd te mendy postanowiły wepchnąć jej ducha z powrotem do jej ziemskiej powłoki. Gdyby potrafiła, mogłaby żonglować rozżarzonymi węglami. Upadek z jednego piętra na stertę kamieni nie wpędzi jej do hehe grobu.
Barda prowadzi: @Erik Longbottom