06.12.2023, 11:56 ✶
Cóż... jeśli ostatecznie okazałoby się, że nie chodziło o nielegalne transakcje, to przynajmniej mieli punkt zaczepienia, by to sprawdzić. Może przesłuchanie młodego Dylana w połączeniu z tym, co sprawdziła sama Brenna, wystarczy, aby szybko rozwiązać tę sprawę - obojętnie, czy rezultatem miałyby być dwa aresztowania, czy jej zamknięcie wraz ze stwierdzeniem, że to jednak było fałszywe zgłoszenie? W końcu sprawdzić je musieli...
Lily uśmiechnęła się do niego przepięknie, chociaż mina nieco jej skwaśniała, kiedy Erik dostrzegł siostrę. Brenna ruszyła w jego stronę, uśmiechając się szeroko.
- No jak to, nie wiedziałeś? - oburzyła się, kładąc mu rękę na ramieniu. - Mieszkamy ze sobą, jemy razem śniadania przynajmniej trzy razy w tygodniu, przecież wiesz, że rano potrzebuję kawy. Ciemnej, czarnej jak smoła, bez barbarzyńskich dodatków jak mleko i cukier - stwierdziła, spoglądając na brata z udawanym wyrzutem, a potem przeniosła spojrzenie na kelnerkę. - Kawę na wynos poproszę - powiedziała, wyciągając z kieszeni sakiewkę. I ledwo dostała kubek, wyciągnęła brata na zewnątrz. Tam, na ulicy, na której pojawiali się powoli pierwsi przechodnie, ujęła go pod rękę.
- I jak? Dowiedziałeś się czegoś interesującego? Bo wygląda na to, że gówniarz faktycznie czymś handluje - oświadczyła, ruszając w stronę najbliższego punktu aportacyjnego i nachylając nieco głowę ku bratu, by wysłuchać, co takiego wyciągnął na piękne oczy z panny Lily.
Nawiedzone statki mogły wyłaniać się z morza, przyjaciele ginęli, a magia ogni mieszała w głowach, ale praca przecież sama się nie wykona. Tego dnia czekało ich jeszcze przesłuchanie pana Dylana i przynajmniej jedno aresztowanie...
Lily uśmiechnęła się do niego przepięknie, chociaż mina nieco jej skwaśniała, kiedy Erik dostrzegł siostrę. Brenna ruszyła w jego stronę, uśmiechając się szeroko.
- No jak to, nie wiedziałeś? - oburzyła się, kładąc mu rękę na ramieniu. - Mieszkamy ze sobą, jemy razem śniadania przynajmniej trzy razy w tygodniu, przecież wiesz, że rano potrzebuję kawy. Ciemnej, czarnej jak smoła, bez barbarzyńskich dodatków jak mleko i cukier - stwierdziła, spoglądając na brata z udawanym wyrzutem, a potem przeniosła spojrzenie na kelnerkę. - Kawę na wynos poproszę - powiedziała, wyciągając z kieszeni sakiewkę. I ledwo dostała kubek, wyciągnęła brata na zewnątrz. Tam, na ulicy, na której pojawiali się powoli pierwsi przechodnie, ujęła go pod rękę.
- I jak? Dowiedziałeś się czegoś interesującego? Bo wygląda na to, że gówniarz faktycznie czymś handluje - oświadczyła, ruszając w stronę najbliższego punktu aportacyjnego i nachylając nieco głowę ku bratu, by wysłuchać, co takiego wyciągnął na piękne oczy z panny Lily.
Nawiedzone statki mogły wyłaniać się z morza, przyjaciele ginęli, a magia ogni mieszała w głowach, ale praca przecież sama się nie wykona. Tego dnia czekało ich jeszcze przesłuchanie pana Dylana i przynajmniej jedno aresztowanie...
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.