06.12.2023, 14:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2023, 14:17 przez Brenna Longbottom.)
- Nora, skarbie, nie mów tak, bo odbierzesz mi jedną z główny motywacji do przeżywania - rzuciła Brenna, chociaż ton miała żartobliwy, a gdy obróciła się ku Norze, na jej twarzy malował się uśmiech, świadczący o tym, że nie mówi poważnie.
Chyba.
Tak naprawdę nie uważała, by nauka animagii była z jej strony bezinteresowna. Chciała coś osiągnąć, znalazła ku temu sposób, a poza tym zamiana w wilczycę była przydatna w pracy i... co tu dużo kryć... Brenna to uwielbiała. Uwielbiała biegać po lesie na czterech łapach, i te momenty, gdy nagle jej słuch i węch zupełnie inaczej odbierały świat, gdy mogła wyczuć niemal każdy zapach i podjąć trop. Nawet jeżeli jej upór w nauce animagii był związany z wilkołactwem Erika, to ostatecznie przecież to ona zyskała najwięcej.
Na dole pochyłej powierzchni znajdowała się skarpa - niezbyt wysoka na szczęście, chociaż urywająca się gwałtownie. Brenna zdołała przyjąć taką pozycję, by wylądować na nogach, w miarę pewnie, po czym natychmiast odwróciła się, nadstawiając ramiona, by schwycić Norę. O ile podobno to Brenna ciągle wpadała w tarapaty, o tyle Nora była pechowcem pod innymi względami - pewnie jeżeli istniał jeden procent szans, by upaść tak, aby się połamać... to jakimś cudem Nora wylosowałaby właśnie to jedno oczko. Bren zadziałała więc odruchowo, łapiąc przyjaciółkę, by zapewnić jej bezpieczne lądowanie.
Impet uderzenia powalił je obie na ziemię, nieco wilgotną, brudną. Żadnej z nich się nie stało (chociaż uderzenie plecami o kamień nie należało do najprzyjemniejszych i Brenna na pewno nabiła sobie kilka siniaków), ale Brenna odruchowo zamknęła ramiona wokół Nory, by ochronić ją przed walnięciem w ziemię i... upuściła różdżkę. Światło, które wcześniej płonęło na jej końcu, zgasło.
Figg zaś miała okazję wyłapać kątem oka ruch w zapadającej ciemności.
Znała się na roślinach dostatecznie dobrze, aby natychmiast zrozumieć, że usiłowały sięgnąć ku nim diabelskie sidła.
Czy Bren da radę upaść i złapać Norę tak, by sobie przy tym nie zrobić krzywdy
Chyba.
Tak naprawdę nie uważała, by nauka animagii była z jej strony bezinteresowna. Chciała coś osiągnąć, znalazła ku temu sposób, a poza tym zamiana w wilczycę była przydatna w pracy i... co tu dużo kryć... Brenna to uwielbiała. Uwielbiała biegać po lesie na czterech łapach, i te momenty, gdy nagle jej słuch i węch zupełnie inaczej odbierały świat, gdy mogła wyczuć niemal każdy zapach i podjąć trop. Nawet jeżeli jej upór w nauce animagii był związany z wilkołactwem Erika, to ostatecznie przecież to ona zyskała najwięcej.
Na dole pochyłej powierzchni znajdowała się skarpa - niezbyt wysoka na szczęście, chociaż urywająca się gwałtownie. Brenna zdołała przyjąć taką pozycję, by wylądować na nogach, w miarę pewnie, po czym natychmiast odwróciła się, nadstawiając ramiona, by schwycić Norę. O ile podobno to Brenna ciągle wpadała w tarapaty, o tyle Nora była pechowcem pod innymi względami - pewnie jeżeli istniał jeden procent szans, by upaść tak, aby się połamać... to jakimś cudem Nora wylosowałaby właśnie to jedno oczko. Bren zadziałała więc odruchowo, łapiąc przyjaciółkę, by zapewnić jej bezpieczne lądowanie.
Impet uderzenia powalił je obie na ziemię, nieco wilgotną, brudną. Żadnej z nich się nie stało (chociaż uderzenie plecami o kamień nie należało do najprzyjemniejszych i Brenna na pewno nabiła sobie kilka siniaków), ale Brenna odruchowo zamknęła ramiona wokół Nory, by ochronić ją przed walnięciem w ziemię i... upuściła różdżkę. Światło, które wcześniej płonęło na jej końcu, zgasło.
Figg zaś miała okazję wyłapać kątem oka ruch w zapadającej ciemności.
Znała się na roślinach dostatecznie dobrze, aby natychmiast zrozumieć, że usiłowały sięgnąć ku nim diabelskie sidła.
Czy Bren da radę upaść i złapać Norę tak, by sobie przy tym nie zrobić krzywdy
Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.