Na dzień wcześniej, otrzymawszy niespodziewany i krótki w treści list od Rodolphusa, Nicholas zmarszczył brwi czytając jego zawartość, głaszcząc sowę która go przyniosła. Dał jej pokarm, aby na drogę powrotną była najedzona i odpoczęła. Zastanawiało to Yaxleya, o co może chodzić. Gdyby coś miało się stać Mulciberowi, być może dostałby taką informację najwyżej inną drogą lub od kogoś innego. Albo od niego samego? Roberta wspólnie znali jednego. Wątpliwe, aby chodziło jakiegoś innego.
O ile obaj z Rodolphusem znali się z pracy w Ministerstwie Magii i jako jednemu tylko raz udostępnił tajne dokumenty, miał pewne nieprzyjemne przeczucie, że coś mogło pójść nie tak. Czy może Rodophus potrzebował więcej dokumentacji? W takiej sytuacji, nie zapraszałby go do siebie do mieszkania. Spotkanie zagadka. Pułapka?
Zgniótł liścik, ale zaraz znów rozwinął. Adres. Może warto udać się i wybadać teren? Nie było to nawet daleko, bo i Nicholas mieszkał na Horyzontalnej. Nie odpisywał koledze. Jeżeli w pracy się spotkają, lub miną na korytarzu, potwierdzi mu krótkim słowem: będę.
Do mieszkania Rodolphusa, udał się od siebie. Po skończeniu swojej pracy w Departamencie Tajemnic i po upewnieniu się, że część ważnych dokumentów jest na swoim miejscu, wrócił do domu aby zostawić torbę i udać na spotkanie. Pozostałą dokumentację, miał u siebie w domu, nie w tym mieszkaniu. Nie było bezpiecznym trzymać w biurze wszystko to, co zostawił mu Robert. Dla bezpieczeństwa danych, przed oczami osób chciwych wiedzy, aby posiąść wyniki i opinie badań, już gotowych czy nawet przerwanych.
W czarnej koszuli i spodniach. Zjawił się o konkretnej godzinie przed drzwiami do mieszkania Rodolphusa. Zapukał. Przy sobie miał schowaną różdżkę. Umysł zabezpieczył oklumencją. Nie wiedział czego się spodziewać na tym spotkaniu. Bezpieczniej jest dmuchać na zimne.