18.11.2022, 03:35 ✶
Bywały takie odpowiedzi, które padały tylko po to, by przekierować rozmowę na inne tory. Informacja o byciu nudnym aurorem należała do takich. Jeśli wychodziło przez to, że się przez nią umniejszał, robił to tylko po to, by wydać się mniej ciekawym. Patrick posłał Mavelle bezbronny uśmiech, gdy ta dała mu kuksańca. Nic nie mógł poradzić na to, że jej próba obrony go przed nim samym rozbawiła go.
Biorąc pod uwagę to, ile sam zużywał papieru i atramentu (a w trochę mniejszej ilości również farb), chętnie dowiadywał się o dobrym sklepie z takimi rzeczami. Nie musiał nawet kupować ich w niższej cenie. W życiu nie miał aż tylu wydatków by oszczędzać na przyborach artystycznych.
Mimo wszystko, dla Patricka – fakt, że Seraphine ziewała okazywał się jakąś formą porażki. Zawiódł jako mężczyzna. Okazał się nie dość ciekawy, by skupić na sobie jej uwagę. Szczęście, że zrobił to w sali pełnej ludzi a nie podczas randki lub w sypialni. To by dopiero było poniżenie.
Przez to, że gdy rozpoczęto licytację Erika, stał przy stole i wybierał alkohol oraz wspomniane przez Mavelle muffinki a’la pizza (to drugie dość nieufnie, kojarzyły mu się bowiem z jedzeniem, które można było znaleźć na domówkach, ale nijak z wystawnymi balami). Usłyszawszy kwoty, które przy tym padały, strzelił sobie nawet kieliszek czegoś mocniejszego – czym zarobił pełne uprzejmej dezaprobaty spojrzenie kelnera. Tego też wykorzystał do pomocy w przyniesieniu wybranego przez siebie jedzenia dla Mavelle i Seraphine. Alkohol niósł sam.
- Dżin – wręczył wybraną szklaneczkę pannie Prewett. Dla siebie wziął podwójną porcję whisky. – Usłużny kelner mi pomógł – rzucił beztrosko, wskazując na mężczyznę niosącego tacę z muffinkami (ale również z kilkoma innymi rodzajami przystawek). – Jakkolwiek uwielbiam Erika, cena kolacji z nim zaczyna się robić irracjonalna – zauważył.
Wpatrywał się intensywnie w Brennę, uważnie obserwując jej zmieniającą się aurę. Najwidoczniej miała na ten temat podobne zdanie do niego. Jeszcze najwidoczniej nie zauważył, że to Seraphine tak mistrzowsko rozpoczęła licytację.
Biorąc pod uwagę to, ile sam zużywał papieru i atramentu (a w trochę mniejszej ilości również farb), chętnie dowiadywał się o dobrym sklepie z takimi rzeczami. Nie musiał nawet kupować ich w niższej cenie. W życiu nie miał aż tylu wydatków by oszczędzać na przyborach artystycznych.
Mimo wszystko, dla Patricka – fakt, że Seraphine ziewała okazywał się jakąś formą porażki. Zawiódł jako mężczyzna. Okazał się nie dość ciekawy, by skupić na sobie jej uwagę. Szczęście, że zrobił to w sali pełnej ludzi a nie podczas randki lub w sypialni. To by dopiero było poniżenie.
Przez to, że gdy rozpoczęto licytację Erika, stał przy stole i wybierał alkohol oraz wspomniane przez Mavelle muffinki a’la pizza (to drugie dość nieufnie, kojarzyły mu się bowiem z jedzeniem, które można było znaleźć na domówkach, ale nijak z wystawnymi balami). Usłyszawszy kwoty, które przy tym padały, strzelił sobie nawet kieliszek czegoś mocniejszego – czym zarobił pełne uprzejmej dezaprobaty spojrzenie kelnera. Tego też wykorzystał do pomocy w przyniesieniu wybranego przez siebie jedzenia dla Mavelle i Seraphine. Alkohol niósł sam.
- Dżin – wręczył wybraną szklaneczkę pannie Prewett. Dla siebie wziął podwójną porcję whisky. – Usłużny kelner mi pomógł – rzucił beztrosko, wskazując na mężczyznę niosącego tacę z muffinkami (ale również z kilkoma innymi rodzajami przystawek). – Jakkolwiek uwielbiam Erika, cena kolacji z nim zaczyna się robić irracjonalna – zauważył.
Wpatrywał się intensywnie w Brennę, uważnie obserwując jej zmieniającą się aurę. Najwidoczniej miała na ten temat podobne zdanie do niego. Jeszcze najwidoczniej nie zauważył, że to Seraphine tak mistrzowsko rozpoczęła licytację.