18.11.2022, 03:51 ✶
Przyglądał się żonie nad wyraz czujnie. Może nie w ten sam sposób, w który analizował ruchy Perseusa - ciągniecie za sobą nogi, opieranie się o lasce -, ale było w spojrzeniu ciemnoniebieskich oczu coś badawczego; zawsze towarzyszyła mu nuta uporczywości, która wierciła w świadomości rozmówcy dziurę, że William bezpardonowo po prostu analizuję każdą część zdania, ruchu i osobowości. Nie robił tego w sposób, w jaki inni by się spodziewali. Raczej szukał sensu i znaczenia w małych gestach wykonywanych przez tych, którym się przypatrywał. Składał je w jedną całość tak, aby móc się samemu wypowiedzieć. Nie zawsze jego logika odnajdywała zrozumienie w świecie zewnętrznym, więc gdy był młodszy powstrzymywał się od wyrażania opinii czy opisywania swoich procesów myślowych podczas przebywania w dużych grupach ludzi. Stopniowo się tego oduczył, gdy zaczął wychodzić z Eden, ale też przez rożne konferencje naukowe, gdzie ludzie doceniali go za jego osiągnięcia, a nie oceniali po źle zawiązanym krawacie i koślawo skonstruowanym zdaniu.
- Może nie powinnaś, ale w razie czego będę cię prowadzić do domu. - odparł z przedziwną pewnością, raczej sobie obcą i wychylił kolejny łyk z kieliszka opróżniając go i odstawiając na bok, został mu w dłoni drugi, w którym bąbelki szampana topiły się w złotym napitku z każdą sekundą coraz bardziej.
Po tylu latach zdążył się nauczyć, który kieliszek żony powinien być tym ostatnim. Być może obydwoje mieli sporą tolerancje na alkohol - ona, bo młodość spędziła na wykwintnych kolacjach i bankietach; on, bo podczas konferencji naukowych nie wylewało się za kołnierz - ale fakt, ze był wyższy i cięższy od blondynki dawał mu pewną przewagę w tym kontekście.
- Nie powinienem nawet być zdziwiony, że uważasz coś, na co nie miałaś wpływu swoim niepowodzeniam i swoją słabością - ton jego głos był gładki, łagodny, trochę jakby właśnie tłumaczył zależność pomiędzy zmianami pogodowymi - Przez głowę mi nie przeszło w pierwszym momencie, że można obwiniać się czymś takim. Raczej skupiam się na rzeczach, które zależą od tego, co zrobię, a nie, co robią inni.- zamyślił się na chwilę, gdy to mówił i nie spuścił z niej wzroku. Miał w spojrzeniu coś, czego prawdopodobnie jeszcze pare lat temu na marne było w nim szukać, bo było głęboko schowane pod warstwą niewinności i młodzieńczego nierozgarnięcia - pewną zadziorność, być może większą pewność, co do wypowiadanych słów.
Licytacja Erika była dla niego farsą, wystawą dumnych pawi, którym wydawało się, że okrzykami i słowami mogą przyciągnąć uwagę innych. Nie pokazał po sobie dziwnego zniesmaczenia, które przełknął wraz z kolejnym łykiem szampana. Z lekkim rozleniwieniem zaczął rozglądać się za kolejnym alkoholem, który mógłby w siebie wlać. Czerwone wino nie było dobrą opcją, szampan był w porządku, ale od musującego trunku będzie miał niestrawności. Czując jak Eden go objęła sam położył ramie na jej ramionach, chciał się oprzeć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, deka wybity z rytmu, gdy blondynka postanowiła włączyć się do licytacji. Z początku nie wiedział jak na to zareagować, więc wpatrywał się w nią oniemiały.
Nie spiął się nawet pozwalając pewnej buńczuczności wziąć górę i złapał dłoń małżonki, gdy ceny licytacji zaczynały podchodzić pod absurd.
- Zamierzasz czy nie, wydawało mi się, że masz trochę więcej klasy niż ta kobieta, którą właśnie próbowałaś podsumować nieprzychylnym komentarzem. - nie puścił dłoni blondynki ściskając ją lekko za nadgarstek, stanowczo - Jeżeli to jakaś aluzja, ze chcesz wyjść na kolację to nie ruszam się z Londynu przez następny miesiąc, albo jak wolisz Paryż to zabrali nas w ciekawe miejsce na ostatniej konferencji, myślę, że by ci się spodobało. - uniósł brwi, bo naprawdę nie rozumiał. Tysiąc galeonów to była spora kwota, nie twierdził, ze kobieta jej nie ma, ale branie udziału w tej farsie wydawało mu się poniżej jej godności. Pomijając już fakt, że poczuł się poniekąd urażony, że wydałaby tak dużo pieniędzy aby pójść-nie pójść z kimona kolację. Po ostatniej rozmowie, która mieli niekoniecznie ufał jej intencjom w tej kwestii. Może to był właśnie podprogowy przekaz, że powinien był jej coś wylicytować i dać na tej kolacji, na którą miał ją też zaprosić?
Po co ludzie byli tacy trudni?
- Może nie powinnaś, ale w razie czego będę cię prowadzić do domu. - odparł z przedziwną pewnością, raczej sobie obcą i wychylił kolejny łyk z kieliszka opróżniając go i odstawiając na bok, został mu w dłoni drugi, w którym bąbelki szampana topiły się w złotym napitku z każdą sekundą coraz bardziej.
Po tylu latach zdążył się nauczyć, który kieliszek żony powinien być tym ostatnim. Być może obydwoje mieli sporą tolerancje na alkohol - ona, bo młodość spędziła na wykwintnych kolacjach i bankietach; on, bo podczas konferencji naukowych nie wylewało się za kołnierz - ale fakt, ze był wyższy i cięższy od blondynki dawał mu pewną przewagę w tym kontekście.
- Nie powinienem nawet być zdziwiony, że uważasz coś, na co nie miałaś wpływu swoim niepowodzeniam i swoją słabością - ton jego głos był gładki, łagodny, trochę jakby właśnie tłumaczył zależność pomiędzy zmianami pogodowymi - Przez głowę mi nie przeszło w pierwszym momencie, że można obwiniać się czymś takim. Raczej skupiam się na rzeczach, które zależą od tego, co zrobię, a nie, co robią inni.- zamyślił się na chwilę, gdy to mówił i nie spuścił z niej wzroku. Miał w spojrzeniu coś, czego prawdopodobnie jeszcze pare lat temu na marne było w nim szukać, bo było głęboko schowane pod warstwą niewinności i młodzieńczego nierozgarnięcia - pewną zadziorność, być może większą pewność, co do wypowiadanych słów.
Licytacja Erika była dla niego farsą, wystawą dumnych pawi, którym wydawało się, że okrzykami i słowami mogą przyciągnąć uwagę innych. Nie pokazał po sobie dziwnego zniesmaczenia, które przełknął wraz z kolejnym łykiem szampana. Z lekkim rozleniwieniem zaczął rozglądać się za kolejnym alkoholem, który mógłby w siebie wlać. Czerwone wino nie było dobrą opcją, szampan był w porządku, ale od musującego trunku będzie miał niestrawności. Czując jak Eden go objęła sam położył ramie na jej ramionach, chciał się oprzeć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, deka wybity z rytmu, gdy blondynka postanowiła włączyć się do licytacji. Z początku nie wiedział jak na to zareagować, więc wpatrywał się w nią oniemiały.
Nie spiął się nawet pozwalając pewnej buńczuczności wziąć górę i złapał dłoń małżonki, gdy ceny licytacji zaczynały podchodzić pod absurd.
- Zamierzasz czy nie, wydawało mi się, że masz trochę więcej klasy niż ta kobieta, którą właśnie próbowałaś podsumować nieprzychylnym komentarzem. - nie puścił dłoni blondynki ściskając ją lekko za nadgarstek, stanowczo - Jeżeli to jakaś aluzja, ze chcesz wyjść na kolację to nie ruszam się z Londynu przez następny miesiąc, albo jak wolisz Paryż to zabrali nas w ciekawe miejsce na ostatniej konferencji, myślę, że by ci się spodobało. - uniósł brwi, bo naprawdę nie rozumiał. Tysiąc galeonów to była spora kwota, nie twierdził, ze kobieta jej nie ma, ale branie udziału w tej farsie wydawało mu się poniżej jej godności. Pomijając już fakt, że poczuł się poniekąd urażony, że wydałaby tak dużo pieniędzy aby pójść-nie pójść z kimona kolację. Po ostatniej rozmowie, która mieli niekoniecznie ufał jej intencjom w tej kwestii. Może to był właśnie podprogowy przekaz, że powinien był jej coś wylicytować i dać na tej kolacji, na którą miał ją też zaprosić?
Po co ludzie byli tacy trudni?
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated