Całkiem podobała jej się perspektywa tego, że w cukierni niemal codziennie pojawiali się jej znajomi. Kiedy mieszkała w Little Whinging niestety nie zdarzało się to, aż tak często. Miała wrażenie, że jej kontakty międzyludzkie przeżywają renesans. Nie, żeby nie była z tego powodu niezadowolona. Ktoś faktycznie jej kiedyś przewidział, że po tych wszystkich niepowodzeniach i niezaplanowanych wydarzeniach w swoim życiu kiedyś będzie miała szansę sięgnąć po swoje marzenia. Może trwało to trochę dłużej niż u wszystkich innych, jednak przyszła i pora na nią. Satysfakcja była ogromna, tym bardziej, że doszła do wszystkiego sama.
Dostrzegła, że Ollivander jest nieco zirytowany, nie zdziwiło ją więc wcale, że zażyczył sobie coś mocniejszego. - Mam nadzieję, że może być ognista?- Znała mężczyznę na tyle, że wiedziała, że na pewno nie odmówi zaproponowanego trunku. Sięgnęła po dwie szklanki, przecież nie będzie pił sam, bo to nie wypada. Norka nie miała tendencji do nadużywania alkoholu, od czasu do czasu jednak lubiła potowarzyszyć swoim gościom. Nalała trunku do szkła i postawiła jedną ze szklanek przed Fergusem.
Usiadła na krześle, które stało za ladą. Sięgnęła po swoją szklankę i zamoczyła w niej usta. Spoglądała na przyjaciela, już miała go ciągnąć za język, kiedy sam zaczął mówić. Wpatrywała się w niego swoimi zielonymi ślepiami, słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. Zdawała sobie sprawę z tego, że Ollivander nie do końca był szczęśliwy z tego, jak wygląda jego życie i bardzo dobrze rozumiała to, co czuje, zresztą sama jeszcze niedawno była na jego miejscu. Zastanawiała się, jak bardzo będą musieli go zirytować, żeby rzucił to wszystko w pizdu i czy w ogóle brał pod uwagę taką możliwość.
Westchnęła głośno słysząc jaki był finał jego historii. - Na Merlina, czy ten Twój ojciec już do końca postradał zmysły? - Nie potrafiła też do końca zrozumieć z czego wynika takie lekceważenie syna. - Weź z nim może pogadaj, że jak daje ci jakieś misje specjalne, to mógłby wyjaśnić, w jakim celu.- Pewnie nie było to takie proste, jak się jej wydawało. - Co Ci mogę doradzić? Nie przejmuj się.- Łatwo było mówić to komuś, kto wykazywał ogromne zaangażowanie pracą, a później jakby dostał z liścia. - Właściwie to bez sensu, przejmuj się i mów o swoim niezadowoleni głośno, może kiedyś do niego dotrze, że nie jesteś jego chłopcem na posyłki.- Uważała, że mężczyzna zdecydowanie nadaje się do robienia ciekawszych rzeczy niż bycie posłańcem swojego ojca. Wiedziała, że posiada ogromną wiedzę i marnuje się u Ollivanderów, szczególnie, że nie dawali mu się jakoś specjalnie wykazać. - Nie myślałeś o tym, żeby samemu spróbować coś z tego wyrzeźbić poza jego plecami?- Właściwie dlaczego by nie? - Nie znam się specjalnie na rzeźbieniu w drewnie, ale może akurat powstałyby z tego jakieś ciekawe różdżki dla przyszłych pokoleń czarodziejów. Właściwie to, Mabel będzie już niedługo jakiejś potrzebowała, może byłbyś w stanie zrobić coś ciekawego dla niej.- Powinna zacząć myśleć o takich rzeczach, szczególnie, że jej córka miała już siedem lat, chwila moment i będzie potrzebowała różdżki. - Zacznij coś tworzyć za ich plecami, skoro nie doceniają Twoich umiejętności, sprzedawaj to gdzieś na boku, aż otworzą oczy.- Może nie było to jakieś specjalnie genialne rozwiązanie, ale było to jedyne, co jej przychodziło na myśl w tym momencie.