06.12.2023, 23:05 ✶
Źle wybrali - i właśnie się o tym przekonywali, choć jeszcze nie tak boleśnie, jak Mavelle mogłaby sobie życzyć, w swej irytacji. Bo przecież spudłowała, a może mimo pijaństwa ostrzegł go w ostatniej chwili instynkt, który pozwolił na umknięcie? Szczegół, że to za wiele nie mogło pomóc. Nie mogło, bo nie wziął nóg za pas, nie uciekał, aż się kurzyło (co byłoby podjęciem najlepszej decyzji tej nocy), ciągnąc za sobą kamratów.
A kuzynki... no raczej nie ma co się spodziewać, że nagle zaczną piszczeć i same szukać, gdzie pieprz rośnie, skoro ich reakcją było stawienie nieproszonym "towarzyszom" czoła? Podpowiedź: na pewno nie robił tego we Francji, a przynajmniej Bones nic o tym nie wiedziała, toteż te poszukiwania z góry były skazane na niepowodzenie. O ile w ogóle by zechciały się ich podjąć, a na to się nie zanosiło. No, chyba że nagle pojawiłoby się znacznie więcej "wesołych" panów, a ich przewaga bardzo niebezpiecznie by stopniała, przez co miałyby pożar pod własnymi stopami.
Ale tak, źle wybrali...
I nadal wybierali źle. Czy to męska duma, czy to niedowierzanie, że nie idzie po ich myśli - nieistotne; dwie wyszkolone kobiety (i trzeźwe), które naprawdę nie potrzebowały magii, kontra zwyczajni mugole z niewątpliwie szumiącymi głowami - raczej wątpliwe, by u bukmacherów chętnie stawiano na napastników, nawet jeśli początkowo wydawałoby się, że Bones pozwoliła plecakowi wymsknąć się z jej dłoni, ostatecznie stawiając na siłę własnych rąk. I choć tyle, że uniknęła jego pięści (jak się zastanowić - byłby to wręcz wstyd, gdyby dała „poprawić” sobie urodę…) - tyle że na samym unikaniu nie zamierzała, oczywiście, poprzestać.
Bo jaka by była wtedy nauczka?
Ale unik jak unik; odruchowo spróbowała złapać wyciągniętą w jej stronę rękę, żeby jeszcze nią szarpnąć i… a jak, nie planowała mieć litości. Najmniejszej. Celowała kolanem w strategiczne dla mężczyzny miejsce…
A kuzynki... no raczej nie ma co się spodziewać, że nagle zaczną piszczeć i same szukać, gdzie pieprz rośnie, skoro ich reakcją było stawienie nieproszonym "towarzyszom" czoła? Podpowiedź: na pewno nie robił tego we Francji, a przynajmniej Bones nic o tym nie wiedziała, toteż te poszukiwania z góry były skazane na niepowodzenie. O ile w ogóle by zechciały się ich podjąć, a na to się nie zanosiło. No, chyba że nagle pojawiłoby się znacznie więcej "wesołych" panów, a ich przewaga bardzo niebezpiecznie by stopniała, przez co miałyby pożar pod własnymi stopami.
Ale tak, źle wybrali...
I nadal wybierali źle. Czy to męska duma, czy to niedowierzanie, że nie idzie po ich myśli - nieistotne; dwie wyszkolone kobiety (i trzeźwe), które naprawdę nie potrzebowały magii, kontra zwyczajni mugole z niewątpliwie szumiącymi głowami - raczej wątpliwe, by u bukmacherów chętnie stawiano na napastników, nawet jeśli początkowo wydawałoby się, że Bones pozwoliła plecakowi wymsknąć się z jej dłoni, ostatecznie stawiając na siłę własnych rąk. I choć tyle, że uniknęła jego pięści (jak się zastanowić - byłby to wręcz wstyd, gdyby dała „poprawić” sobie urodę…) - tyle że na samym unikaniu nie zamierzała, oczywiście, poprzestać.
Bo jaka by była wtedy nauczka?
Ale unik jak unik; odruchowo spróbowała złapać wyciągniętą w jej stronę rękę, żeby jeszcze nią szarpnąć i… a jak, nie planowała mieć litości. Najmniejszej. Celowała kolanem w strategiczne dla mężczyzny miejsce…
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!