07.12.2023, 08:53 ✶
- Sama nie spodziewałabym się, że ktoś mnie tutaj zastanie - przyznała Florence uczciwie i zapewnie nieco niezrozumiałe dla kogoś, kto nie znał całej sytuacji. Zwróciwszy spojrzenie jasnych, chłodnych oczu ku Camille, nie zdążyła dostrzec i w porę się odsunąc przed mężczyzną, który chwilę później ją potrącił. Nie miała więc nawet szansy dodać, że właściwie to nie jest z żadnej strony. Ktoś inny mógłby cieszyć się okazją do darmowej zabawy, ale Florence... nie była zbyt rozrywkowa.
Twarz jej nie drgnęła. Nie znosiła nieporządku, nie cierpiała takich rzeczy i nie tolerowała nadmiernego pijaństwa - a moment, gdy usiłowałeś zwrócić zawartość własnego żołądka z pewnością oznaczał, że wypiłeś o wiele za dużo - ale była uzdrowicielką. Pacjenci cuchnący, wymiotujący, pokryci ropnymi bąblami, wypustkami, śluzem i co jeszcze udało się im jakimś cudem sobie zrobić, stanowili pewną codzienność.
- Sugeruję, aby pan usiadł. Natychmiast - powiedziała zimno, cofając się od niego i od plamy na podłodze. Sięgnęła po różdżkę i machnęła nią, usuwając tę przykrą... pamiątkę.
- Goście muszą się bawić wprost doskonale, skoro są w takim stanie, gdy dopiero przychodzi pora na... łapanie bukietu? - powiedziała, spoglądając w stronę dam, które tłoczyły się na środku. Kilka z nich stało spokojnie, jedna czy dwie wyglądały, jakby wcale nie chciały tam być, ale parę, w tym przynajmniej jedna mocno podpita, przepychały się z przodu, usiłując zająć jak najlepsze miejsce. - Jest coś zabawnego w tym, że ludzie zdają się wierzyć, że dostanie paru kwiatów w rękę zapewni im małżeństwo. Ktoś mógłby pomyśleć, że takie magiczne myślenie to domena mugoli.
Mogła brzmieć jak absolutna sceptyczka wobec wszelkich wróżb... choć przecież sceptyczną wcale nie była. Jej spojrzenie sięgało czasem w przyszłość, a w rodzie miała licznych jasnowidzów utalentowanych o wiele bardziej od niej, zdolnych odczytywać symbole z dna filiżanki i szklanej kuli. Ale nie, nie wierzyła, że lotem wiązanki kierowało cokolwiek poza przypadkiem, a tym, kto ją złapie - cokolwiek poza tym, która kobieta jest bardziej zdeterminowana.
Chociaż może o to chodziło. Ta determinacja stanowiła pewnego rodzaju wróżbę.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, Camille. Osobiście planuję zaraz wyjść, poczekam tylko aż panna młoda wreszcie rzuci te kwiaty. Obawiam się, że inaczej przechodząc obok mogłabym zostać stratowana. Niektóre z nich wyglądają na bardzo zdecydowane.
Twarz jej nie drgnęła. Nie znosiła nieporządku, nie cierpiała takich rzeczy i nie tolerowała nadmiernego pijaństwa - a moment, gdy usiłowałeś zwrócić zawartość własnego żołądka z pewnością oznaczał, że wypiłeś o wiele za dużo - ale była uzdrowicielką. Pacjenci cuchnący, wymiotujący, pokryci ropnymi bąblami, wypustkami, śluzem i co jeszcze udało się im jakimś cudem sobie zrobić, stanowili pewną codzienność.
- Sugeruję, aby pan usiadł. Natychmiast - powiedziała zimno, cofając się od niego i od plamy na podłodze. Sięgnęła po różdżkę i machnęła nią, usuwając tę przykrą... pamiątkę.
- Goście muszą się bawić wprost doskonale, skoro są w takim stanie, gdy dopiero przychodzi pora na... łapanie bukietu? - powiedziała, spoglądając w stronę dam, które tłoczyły się na środku. Kilka z nich stało spokojnie, jedna czy dwie wyglądały, jakby wcale nie chciały tam być, ale parę, w tym przynajmniej jedna mocno podpita, przepychały się z przodu, usiłując zająć jak najlepsze miejsce. - Jest coś zabawnego w tym, że ludzie zdają się wierzyć, że dostanie paru kwiatów w rękę zapewni im małżeństwo. Ktoś mógłby pomyśleć, że takie magiczne myślenie to domena mugoli.
Mogła brzmieć jak absolutna sceptyczka wobec wszelkich wróżb... choć przecież sceptyczną wcale nie była. Jej spojrzenie sięgało czasem w przyszłość, a w rodzie miała licznych jasnowidzów utalentowanych o wiele bardziej od niej, zdolnych odczytywać symbole z dna filiżanki i szklanej kuli. Ale nie, nie wierzyła, że lotem wiązanki kierowało cokolwiek poza przypadkiem, a tym, kto ją złapie - cokolwiek poza tym, która kobieta jest bardziej zdeterminowana.
Chociaż może o to chodziło. Ta determinacja stanowiła pewnego rodzaju wróżbę.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawisz, Camille. Osobiście planuję zaraz wyjść, poczekam tylko aż panna młoda wreszcie rzuci te kwiaty. Obawiam się, że inaczej przechodząc obok mogłabym zostać stratowana. Niektóre z nich wyglądają na bardzo zdecydowane.