07.12.2023, 09:59 ✶
Brenna wszystkie marudzenia Heather i przekonywania, że ta poradzi sobie lepiej, puściła mimo uszu. I to nie tak, że nie wierzyła w możliwości Wood. Ta nie była w żadnym razie mniej sprawna fizycznie od Brenny - ot Bren szkoliła się przez bieganie i walkę wręcz czy mieczem, a Heather całe lata przez ćwiczenia jako zawodniczka quidditcha - i z racji na to, że uwielbiała latanie na miotle, na pewno przebywanie na wysokościach znosiła lepiej niż sama Brenna.
Po prostu nie było mowy, aby puściła swoją partnerkę do takiej akcji. Zwłaszcza, że wcale nie była pewna, czy na balkonie, odbijającym wszystkie czary, nie czeka jakaś pułapka.
- Pocze... - zaczęła, ale było już za późno. Wood ruszyła wzdłuż gzymsu, a gdy w pewnym momencie noga dziewczyny osunęła się lekko, Brenna mogłaby przysiąc, że krew zamarzła jej w żyłach, a serce podskoczyło w piersi. Gwałtownym gestem sięgnęła po różdżkę i pod nogą Heather na moment pojawiła się płytka, przyspawana do ściany. Znikła niemal natychmiast - zabezpieczenia tego gościa były naprawdę cholernie dobre - ale pozwoliła dziewczynie odzyskać równowagę.
Brenna wychyliła się przez barierkę, ledwo Heather znalazła się w zasięgu jej rąk, by ją asekurować, gdy podchodziła bliżej.
- Bogowie, jestem pewna, że właśnie przybyło mi parę siwych włosów - oświadczyła, kiedy Wood przedostała się bezpiecznie na balkon. Nie sprecyzowała, czy te pojawiły się po jej własnej przechadzce o wiele zbyt wysoko nad ziemią, czy też dlatego, że oczyma wyobraźni już widziała, jak panna Wood zamienia się w mokrą plamę. Puściła jej ubranie i obróciła się ku balkonowi.
Ten był otwarty. Sądząc po zabezpieczeniach - właściciel nie powinien spodziewać się, że ktoś wejdzie tędy do środka. Na wszelki wypadek jednak Brenna machnęła różdżką, dwa razy, najpierw rzucając czar rozpraszający, a potem wyczarowując kamień, który wrzuciła do środka. Nic jednak się nie stało...
- Panie Finnely? - zawołała, stając w progu. - Brygada Uderzeniowa, zgłoszono nam, że może być pan w niebezpieczeństwie. Wchodzimy do środka... och. Szlag.
Przystanęła, widząc, że w salonie - zagraconym niemożliwie - na podłodze ktoś leży. I się nie rusza.
To nie tak, że się tego nie spodziewała. Mimowolnie pomyślała, że chociaż w teorii kończyły zmianę za osiem godzin, to w istocie najbliższe dwanaście spędzą na czekaniu na ekipę, przeszukiwaniu mieszkania i raportach. Ciekawe, czy zdąży na spotkanie z Olivią o zmierzchu...
Rzut na czar
Po prostu nie było mowy, aby puściła swoją partnerkę do takiej akcji. Zwłaszcza, że wcale nie była pewna, czy na balkonie, odbijającym wszystkie czary, nie czeka jakaś pułapka.
- Pocze... - zaczęła, ale było już za późno. Wood ruszyła wzdłuż gzymsu, a gdy w pewnym momencie noga dziewczyny osunęła się lekko, Brenna mogłaby przysiąc, że krew zamarzła jej w żyłach, a serce podskoczyło w piersi. Gwałtownym gestem sięgnęła po różdżkę i pod nogą Heather na moment pojawiła się płytka, przyspawana do ściany. Znikła niemal natychmiast - zabezpieczenia tego gościa były naprawdę cholernie dobre - ale pozwoliła dziewczynie odzyskać równowagę.
Brenna wychyliła się przez barierkę, ledwo Heather znalazła się w zasięgu jej rąk, by ją asekurować, gdy podchodziła bliżej.
- Bogowie, jestem pewna, że właśnie przybyło mi parę siwych włosów - oświadczyła, kiedy Wood przedostała się bezpiecznie na balkon. Nie sprecyzowała, czy te pojawiły się po jej własnej przechadzce o wiele zbyt wysoko nad ziemią, czy też dlatego, że oczyma wyobraźni już widziała, jak panna Wood zamienia się w mokrą plamę. Puściła jej ubranie i obróciła się ku balkonowi.
Ten był otwarty. Sądząc po zabezpieczeniach - właściciel nie powinien spodziewać się, że ktoś wejdzie tędy do środka. Na wszelki wypadek jednak Brenna machnęła różdżką, dwa razy, najpierw rzucając czar rozpraszający, a potem wyczarowując kamień, który wrzuciła do środka. Nic jednak się nie stało...
- Panie Finnely? - zawołała, stając w progu. - Brygada Uderzeniowa, zgłoszono nam, że może być pan w niebezpieczeństwie. Wchodzimy do środka... och. Szlag.
Przystanęła, widząc, że w salonie - zagraconym niemożliwie - na podłodze ktoś leży. I się nie rusza.
To nie tak, że się tego nie spodziewała. Mimowolnie pomyślała, że chociaż w teorii kończyły zmianę za osiem godzin, to w istocie najbliższe dwanaście spędzą na czekaniu na ekipę, przeszukiwaniu mieszkania i raportach. Ciekawe, czy zdąży na spotkanie z Olivią o zmierzchu...
Rzut na czar
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.